
Legenda Kujawska - Abraham Prochownik

Popiel II, ilustracja z dzieła ks. Jana Głuchowskiego, Icones książąt i królów polskich, 1605
Za dawnych, strasznie dawnych czasów, kiedy jeszcze ludzie nie znali gorzałki ani tabaki, było w Polsce, nad jednym wielkim jeziorem, które się nazywało Gopło, bardzo ogromne miasto Kruszwica. Ono stoi tam i dziś jeszcze, ale stała się z niego taka mizerota, że trudno i tysiąc złotych na propinacji zarobić; nu!
– A wpierw było takie wielkie! – jak Brody albo Warszawa. Jest tam jeszcze nad wodą kawał starej wieży, co w niej już nikt zamieszkać nie może, tylko sowy mają z niej gołębnik. Raz był jeden król, co go nazywali „Popielnikiem”. Oni jego tak przezwali, ponieważ był strasznym leniuchem i śpiochem, o niczym a o niczym na świecie nie myślał, tylko jakby się najeść i napić, a jak się najadł i napił, to się wylegał w kominie, w ciepłym popiele. Nu, jakie życie, taki też był jemu i koniec. Niech jeno panowie słuchają. Jednego dnia przy wieczerzy Popielnik objadł się strasznie węgorza; ażby jego na noc brzuch nie bolał, wypił potem cały garniec starego miodu. Nu, tak choć był pić nauczony, to jemu było zbyt wiele. Jak wstał od stołu tak ledwie trafił do swego komina, i jak położył się w popiele, tak i usnął jak kawał drewna. Zawsze na noc to on brał z sobą spać kota, żeby mu myszy i szczury nie ugryzły nosa, bo ich tam było strasznie wiele; ale tego wieczora taki był pijany, że go zapomniał na nieszczęście swoje. Tylko niechaj panowie słuchają, co się mu stało!Jak się już w wieży wszyscy spać pokładli i zrobiło się zupełnie cicho, myszy i szczury powyłaziły ze swoich jam i zaczęły biegać po wszystkich kątach. Jak poczuły, że w kominie nie ma kota, tak hyc! hyc! – powskakiwały jedna za drugą i zaczęły wąchać, co leży w popiele. Popielnik był strasznie spasły, że mało sadło z niego nie ciekło, tak one myślą sobie: to połeć słoniny! I zaczęły po trochu próbować czy dobra. A Popielnik był taki upity, że nic nie poczuł i ani ruszył. Nu! Tak jak im posmakowały, tak jedzą i jedzą dalej, aż go całkiem na śmierć zajadły. Na drugi dzień, raniutko do świtu, kucharz przyszedł, przyniósł Popielnikowi śniadanie, patrzy, o wej! A tu z niego tylko ogryzki zostały! On się wyląkł i zaczął strasznie krzyczeć, drudzy, jak go usłyszeli, wzięli krzyczeć, i tak krzyczeli okrutnie, aż się całe miasto na ten hałas zleciało. Nu! Dopiero było to lamentu i płaczu, jak się dowiedzieli, że myszy im Popiela zjedli! To im nie było taki żal po Popielniku, tylko że po nim żadne dziecka nie zostały; tak się ludzie strasznie przestraszyli, bo nie wiedzieli, skąd wziąć sobie króla. A jak tutaj żyć bez króla? To nie ma ani ładu, ani składu, ani porządku. Zjechali się tedy Polaki z wszystkich stron wiata i zaczęli się naradzać, kogo wybrać sobie. Ufff! Tak im się tak działo żywcem, jak kiedy teraz nasi panowie na jaką radę się znajdą; jedli i pili okrutnie a gadali, a krzyczeli, że aż uszy bolały, a uradzić nic nie mogli. Jak jednego jakiego chcieli królem zrobić, to zaraz dziesięciu się odezwało, że i oni nic gorszego. Bóg wie jakby tak długo się naradzali, ale rzeźnicy nie wiedzieli już, skąd nastarczyć mięsa, a u kupców brakło wina. Nu, tak jeden bardzo stary Polak, co widać miał rozumu więcej niźli drugie, wlazł na stół i zaczął gadać.
- Nie możecie – powiada - zgodzić się na swego króla. Ja wam poradzę, jak zrobić. Postawcie oto na noc wartę przy rogatce, a jak jutro będzie rano, to kto pierwszy do miasta wchodzić będzie, tego sobie weźmy na króla. Tylko żeby znów kłótni nie było, przysięgnijcie dzisiaj sobie wszyscy, że kogo nam Pan Bóg jutro da, to go słuchali będziecie! Jak on to powiedział, tak się to wszystkim bardzo podobał, że oni przysięgli sobie słuchać, kogo im Pan Bóg da. I postawili na mostku przy rogatce cztery żołnierzy, żeby pilnowali, kto nazajutrz rano pierwszy do miasta przyjdzie. Na, słuchajcie no państwo, teraz przyjdzie nasz pradziadek Abram!
Nasz pradziadek Abram był sobie, jak zwyczajnie Żyd, kupcem. On przemycał proch i roznosił go w Polsce do różnych strzelców, a brał od nich w zapłacie zajęcze i lisie skórki. Wszystkie go bardzo lubili i za to nazywali jego Prochownik. Tak on sobie tego dnia wstał bardzo raniuchno, że jeszcze gwiazdy świecili, wziął swoje manatki na plecy (proch to on nosił zawsze pod koszulą) i szedł sobie swoją drogą do Kruszwicy. Aż tu jak on wlazł za mostek, wyskakują cztery draby i łapią jego za ręce i krzyczą:
- Vivat! Mamy jego! On się tak okrutnie wyląkł, że o mało nie zemdlał, bo myślał, że jego chcą wziąć na komorę (celną) i obrewidować, i trząsł się strasznie i nie mógł nic gadać. Nu! A tu zaczynają strzelać armaty, w dzwony dzwonią i w trąby grają, i idzie bardzo ślicznych panów dziesięć, jak anioły biało ubrane, a za nimi pełno postrojonych Polaków z chorągwiami. Aż przodek myśli sobie: „To idzie procesja, będzie czas mi, jeśli Bóg da, uciec!” i chciał się wyszarpnąć od żołnierzy, ale oni go bardzo mocno trzymali. On patrzy, aż tu procesja idzie prosto do niego, wszyscy przed nim poklękli i krzyczą:
- Vivat! Abram nie mógł zrozumieć, co się z nim dzieje, aż oni jemu wszystko opowiedzieli i chcieli go prowadzić do wieży. „Zyste?” - myślał sobie nasz pradziadek – „niezłe by to były rzeczy! Siedziałbyś sobie na wieży, tak wysoko, żeby żaden student kamieniem nie dorzucił, a co dzień miałbyś łoksinę i kugel z miodem i szczupaka z jajem, jak w kuczki! Nu, ale jak będzie kiedy wojna?...” Jak sobie pomyślał o wojnie, tak się aż sam siebie on przeląkł, bo choć o prochem handlował, ale serce miał takie strasznie litościwe, że jego mdliło zaraz, jak sobie palec zarżnął choć trochę. No, tak on odrzekł się zostać królem i powiedział to Polakom. Ale oni jak to usłyszeli, zaczęli się jego okrutnie prosić, żeby miał litość nad nimi, boby bez niego rady sobie nie dali. Tak on im mówił, że się nie zda na króla, żeby nie mógł chodzić na wojnę, bo bardzo lękliwy; to oni jemu znów na to: że jak nie będzie chciał wojować, to wojny nie będzie. Ale on myślał sobie by był bardzo mądry, że wojnę zacznie kto drugi, to on musi komenderować, kiedy będzie raz królem, i upierał się, że nie chce królować. Kiedy Abram zobaczył, że nie ma inne rady, tak on wziął się do głowy po rozum. - Nu – powiada – kiedy żeście mnie słuchać przysięgli, toż słuchajcie, co wam teraz każę! Choćby wyście mnie zabili, to ja waszej korony nie chcę, a że się pomodlić muszę do mego Adunaj, żeby mi on doradził, co robić. Tak, zbudujcie mi na rynku kuczkę, zanieście mi tam szczupaka i kugiel, i miodu gąsiorek, tylko żeby nie był bardzo mocny, a ja się tam zamknę i będę się modlił, a jak skończę, to będę waszym królem. To Polacy jego posłuchali i wybudowali mu na rynku kuczkę i zanieśli do niej kugla i szczupaka, i gąsiorek miodu.
Tak Abram zamknął się w tej kuczce, a zakazał bardzo strasznie, żeby mu nikt nie przeszkadzał, póki on sam nie wylezie. Siedział Abram jeden dzień i noc, siedział drugi dzień i noc zwyczajnie, jemu tam było dobrze, jak pączkowi w smalcu! A Polacy siedzieli na rynku na bruku i czekali na swego króla, bo się bali na niego wołać, że im tak straszno zakazała. Nu, zobaczycie państwo, zaraz, jak się to skończyło.
Było już ranek trzeciego dnia, a Abraham nic się nieruszał, a Polacy nie wiedzieli co robić. Tak był tam jeden stelmach ze przedmieścia, co się przezywał Piast, silny i bystry bardzo chłop. Jemu się nareszcie uprzykrzyło czekać, tak wziął swój topór i stanął przed kuczką.
- Bracia! – powiada - tak dłużej to być nie może! Kraj nie może być bez głowy tak długo. Kiedy on sam nie wychodzi, to ja go wam wyprowadzę, choćby mnie powiesił za to.
I wyrąbał drzwi od kuczki, i złapał Abrahama za rękę i wyprowadził go do ludzi.
Wszyscy myśleli, że Abraham na miejscu jego da stracić, ale Abram tylko głasnął sobie po brodzie i kiwnął ręką, żeby było cicho. Nu, tak i było cicho, a nasz pradziadek zaczął gadać.
- Polacy! – powiada - widzicie tego stelmacha Piasta? Oto jest dla was król. Wyście sobie mnie królem zrobili, a ja wam jego robię. On ma rozum, bo widział, że kraj bez króla nie powinien tak długo zostać; on ma odwagę, bo się nie bał mego zakazu, choć wy wszyscyście się bali. Temu wy koronę wsadźcie na głowę, a będziecie dziękować Bogu i Prochownikowi.
Nu, jak nasz pradziadek powiedział tak mądrze, tak oni nie mogli nic jemu się sprzeciwić i usłuchali jego, i poprowadzili Piasta do wieży, włożyli mu jemu złotą koronę i dali mu złoty pałasz, tak on był król. On żył bardzo długo i rządził rozumnie, że, jak powiedział Abraham, wszyscy Polacy dziękowali za niego Bogu i Prochownikowi. A naszemu pradziadowi to on dał za to przywilej taki, żeby w całej Polsce tylko on jeden mógł prochem handlować. Nu? A co się państwo śmieją? Państwo myślą, że to nieprawda? Jak Boga kocham! Tak było. Memu ojcu powiadał to jego dziadek, a dziadkowi dziadek!...
Skrytka:
Mała probówka na magnes. Koordynaty +/- 5m. Weź ołówek.
Powodzenia :-)
Tube on magnet. Coordinates + / - 5m. Take a pencil.
Good luck :-)
