Kesz ukryty w pobliżu miejsca gdzie znajduje się tablica poświęcona pamięci Mariana Bublewicza. W miejscu tym 20 lutego 1993 roku doszło do wypadku, podczas Zimowego Rajdu Dolnośląskiego, 2 km od startu 5. odcinka specjalnego Orłowiec - Złoty Stok. Samochód wypadł z zakrętu i uderzył w drzewo lewą stroną na wysokości przednich drzwi. Kierowca był przytomny, jednak profesjonalna pomoc nadeszła za późno i szanse Bublewicza na przeżycie drastycznie zmalały. Zmarł w szpitalu w Lądku Zdroju.
Marian Bublewicz -urodził się 25 sierpnia 1950 roku w Olsztynie, rajdowy wicemistrz Europy w 1992 roku i siedmiokrotny mistrz Polski (1975, 1983, 1987, 1989-1992). Twórca pierwszego w Polsce profesjonalnego teamu rajdowego (Marlboro Rally Team Poland).
W 1993 roku znalazł się na liście 31. najlepszych kierowców świata publikowanej przez Międzynarodową Federacje Samochodową (FIA).
Jego śmierć zmieniła standardy bezpieczeństwa na trasach rajdowych. Przez brak samochodu ratownictwa drogowego, którego nie zapewnił organizator, ciężko rannego kierowcę, wyciągnęli z wraku samodzielnie kibice i strażacy ochotnicy.
Zawsze kiedy tamtędy przejeżdżam palą się znicze.
Na starcie w skrzynce logbook,FTF, ołówek.
Śmierć Mariana Bublewicza zmieniła standardy bezpieczeństwa na trasach rajdowych w Polsce. Przez brak samochodu ratownictwa drogowego, którego nie zapewnił organizator, ciężko rannego kierowcę wyciągnęli z wraku samodzielnie - posługując się prymitywnymi narzędziami - kibice i strażacy ochotnicy. Potem ścięli drzewo, o które rozbił się samochód i zrobili z niego krzyż. W miejscu wypadku postawiono także pamiątkowy kamień, przy którym - jak zapewniają miejscowi - zawsze płoną znicze.
Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/sport/news-20-lat-temu-zginal-utytulowany-polski-kierowca-byl-zawsze-us,nId,935085#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Śmierć Mariana Bublewicza zmieniła standardy bezpieczeństwa na trasach rajdowych w Polsce. Przez brak samochodu ratownictwa drogowego, którego nie zapewnił organizator, ciężko rannego kierowcę wyciągnęli z wraku samodzielnie - posługując się prymitywnymi narzędziami - kibice i strażacy ochotnicy. Potem ścięli drzewo, o które rozbił się samochód i zrobili z niego krzyż. W miejscu wypadku postawiono także pamiątkowy kamień, przy którym - jak zapewniają miejscowi - zawsze płoną znicze.
Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/sport/news-20-lat-temu-zginal-utytulowany-polski-kierowca-byl-zawsze-us,nId,935085#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campa