AKCJA POD CELESTYNOWEM
Jest to pierwsza skrzynka na tych terenach. Stacja Kolejowa była i jest bardzo istotnym miejscem w Celestynowie. Skrzynka ta ma na celu pokazać ten piękny budynek Stacji obok którego w nocy z 19 na 20 maja 1943 roku rozegrały się tragiczne wydarzenia o których dziś oprócz mieszkańców tych terenów nie wie nikt. Wydarzenie to jest opisane w książce A. Kamińskiego "Kamienie na szaniec".
Dowodzenie akcją pod Celestynowem kapitan Pług powierzył Tadeuszowi Zawadzkiemu - "Zośce", doceniając tym samym jego zdolności przywódcze, jakimi wykazał się podczas akcji pod Arsenałem. Akcja pod Celestynowem miała na celu odbicie więźniów, przewożonych pociągiem z Majdanka do obozu w Oświęcimiu.
Celestynów był niewielką stacyjką na linii kolejowej z Lublina do Warszawy.
W południe 19 maja 1943 roku Zośka otrzymał wiadomość, że do pociągu nr 401 ma być doczepiona więźniarka. Zgodnie z planem pociąg miał zatrzymać się na stacji na trzyminutowy postój punktualnie o godzinie 22. Po zmierzchu odział dojechał na miejsce. Wzdłuż torów rozstawione były ubezpieczenia, a kilku chłopców rozsiadło się na ławkach na dworcu, udając podróżnych. W oddali widać było pusty tor, na który wjechać miał pociąg.
Po północy odział Zośki usłyszał odgłos zbliżającego się od strony Warszawy pociągu. W kilkanaście minut później nadbiegł zwiadowca z informacją, że pod semaforem zatrzymał się inny pociąg wojskowy z kilkoma kompaniami Wehrmachtu, jadącymi na front. Po chwili zastanowienia Zośka wydał rozkaz powrotu na wyznaczone pozycje i przecięcia połączenia telefonicznego stacji. O pierwszej w Celestynowie zatrzymał się pociąg, z którego wysiadł niemiecki kierownik. "Maciek" (jeden z uczestników akcji) odnalazł między wagonamiwięźniarkę i przed przywołaniem swojego oddziału, z więźniarki wyskoczył gestapowiec. Chłopak bez zastanowienia strzelił z pistoletu, a Niemiec upadł, krzycząc. Z paru okien pociągu padły chaotyczne strzały, a konwojenci zasunęli drzwi więźniarki.
To nieprzewidziane zdarzenie wprowadziło chaos między ludzi Zośki. Rozległy się kolejne strzały, więc oddział Maćka ukrylł się pod wagonami.Z mroku wyłonili się kolejni chłopcy, rzucając się w stronę więźniarki. Ktoś wrzucił do przedziału konwojentów granat i strzały, padające z wagonów, ucichły. W końcu, za pomocą łomu, zdołano otworzyć więźniarkę, uwalniając więźniów. Zośka z niepokojem patrzył w stronę pociągu z żołnierzami, lecz po chwili przekonał się, że nic się nie dzieje. Z więźniarki wyszli ocaleni ludzie - czterdzieści dziewięć osób. Po czterdziestu minutach akcji uwalniającej i przeprowadzeniu więźniów w bezpieczne miejsca, Zośka wydał znak do powrotu do Warszawy.
Akcja była z całą pewnością jedną z najbardziej udanych w całej barwnej historii warszawskiej AK i chociaż strata dwóch poległych była bardzo bolesna, to obicie 49 więźniów politycznych stanowiło ogromny sukces wysoko oceniany przez KG AK.
