Radiostacja ukryta w podziemiach domu przy Fortecznej 4 zaczęła działać „regularnie” na początku 1940 roku. Jednak jej historia zaczyna się rok wcześniej, podczas wrześniowego bombardowania Warszawy. W budynku tym mieszkała wtedy rodzina Rodowiczów. W trakcie jednego z nalotów na dom spadła bomba i zniszczyła go na tyle, że mieszkanie w nim stało się niemożliwe – ocalała jedynie kuchnia. Mieszkańcy musieli się przeprowadzić do domu obok, pod numer 6, który został wcześniej porzucony przez rodzinę pułkownika Rogowskiego.
Konspiracja
Na przełomie października i listopada 1939 r. w Warszawie zaczęli się organizować żołnierze przedwojennych organizacji wojskowych. Jedną z nich było Centrum Wyszkolenia Łączności z Zegrza. Jej oficerowie i podoficerowie postanowili założyć tajną radiostację. Na jej siedzibę idealnie nadawał się dom przy Fortecznej 4, w którego ruinach niebawem zorganizowano wędzarnię służącą za przykrywkę. Dowódcą został mianowany mieszkający tu Stanisław Rodowicz. Pierwsze nasłuchy aparatem z warszawskiej fabryki AVA rozpoczęły się już w grudniu 1939 r. Jednak było to bardzo trudne ze względu na niewielką moc posiadanego sprzętu i z braku koniecznych do komunikacji kodów i szyfrów. Wkrótce zostały one dostarczone, wraz z nowym sprzętem, przez kurierów z Budapesztu i już 4 marca 1940 r. została nawiązana łączność radiowa z polską komórką działającą pod konspiracją w stolicy Węgier. W tym czasie telegrafiści pracowali pod numerem 4, a mieszkali pod „szóstką”, z rodziną Rodowiczów. Nie opuszczali tego domu i zmieniali się co tydzień, by nie wzbudzać podejrzeń. Jednocześnie, przez cały czas była prowadzona obserwacja okolicy, by szybko można było przerwać pracę radiostacji w chwili pojawienia się Niemców.
Zejście pod ziemię
Praca w zrujnowanym domu była dobrym rozwiązaniem, ale tylko na krótką metę. Dlatego też Stanisław Rodowicz podjął decyzję o staranniejszym zakamuflowaniu radiostacji. To właśnie on wpadł na pomysł by sprowadzić ją pod ziemię. Między fundamentami klatki schodowej wykopano dziurę, do której schodziło się po wyjęciu ostatniego stopnia schodów prowadzących do piwnicy. Z czasem pomieszczenie zostało powiększone i telegrafiści zyskali wygodną i bezpieczną skrytkę, w której mogli w razie potrzeby przebywać nawet przez kilka dni bez potrzeby wychodzenia na powierzchnię. Wejście do „Łodzi” zostało zamaskowane wielkim betonowym blokiem przesuwanym na kółkach osadzonych na łożyskach kulkowych. Jako dodatkowe maskowanie służyła przechodząca nad włazem instalacja hydrauliczna. Zakamuflowane musiało zostać także przejście między obu domami z Fabrycznej 4 i 6. Od strony „szóstki” zamontowano szafę na ubrania z ruchomymi plecami. Przez nią przechodziło się do kuchni drugiego domu. Wejście do niego zasłaniała szafka na przybory kuchenne. Dodatkową ochroną było założenie zamaskowanych mikrofonów w różnych miejscach mieszkania pod „szóstką”. Dzięki nim szybko można było powiadomić dyżurującego radiotelegrafistę o nadchodzącym niebezpieczeństwie.
Obława
Nie tylko sprytne ukrycie radiostacji decydowało o jej sukcesie. Niemcy próbowali odkryć miejsce skąd nadawano prowadząc tzw. badania goniometryczne. Stanisław Rodowicz opracował sposób, który zakłócał te pomiary w taki sposób, że wyniki wskazywały na zupełnie inne miejsce ukrycia radiostacji.
Mimo tych działań na początku lutego 1941 r. miała miejsce obława w pobliskiej willi rejenta Baranieckiego, która stała przy ulicy Kaniowskiej i przez ogród sąsiadowała z domami z Fortecznej. Towarzyszyły jej rewizje całej okolicy aż po plac Słoneczny. W tym czasie w „Łodzi Podwodnej” „grali” Konrad Bogacki „Zaremba” i Alfons Golański „Alf”. Gdy niemieccy żołnierze wyskakiwali się z ciężarówek w ostatniej chwili dołączył do nich Stanisław Rodowicz. Rewizje trwały cały dzień. Radiostacja była jednak tak dobrze ukryta, że mimo obecności w mieszkaniu Niemców udało się przemycić dla ukrywających się tam telegrafistów ciepły obiad.
Koniec nadawania
Po lutowej obławie dowództwo zdecydowało o ograniczeniu działalności radiostacji do jedynie odbierania szyfrogramów. Podczas nawiązywania łączności telegrafista nadawał tylko jedną literę na potwierdzenie, że słucha i notował meldunek. Ta jedna litera była zbyt krótkim sygnałem, by Niemcy mogli namierzyć „Łódź Podwodną”. Radiostacja przetrwała też Powstanie Warszawskie. Jednak walki, które toczyły się w tym czasie w pobliżu mocno uszkodziły oba domy, które następnie zostały opuszczone, a w 1945 r. rozszabrowane. Po wkroczeniu do Warszawy wojsk radzieckich pomieszczenia radiostacji zostały kompletnie zdemolowane. Czerwonoarmiści zniszczyli je wrzucając do środka granaty. Dopiero w 1995 roku Łódź Podwodna została odkopana i wyremontowana przez Piotra Rodowicza, potomka dowódcy „podwodniaków” i mieszkającej pod „czwórką” i „szóstką” rodziny.
Gdzie jest skrytka?
Stojąc na miejscach startowych widzisz tablicę poswięcona radiostacji. Widzisz na niej trzy daty, kolejno: ABCD EFGH IJKL. Współrzędne ukrycia srytki to: N52° 16.(A)(C)(J-L) E20° 59.(K)(G)(E) - nawiasów nie mnożymy!