Bitwa ta miała miejsce po zwycięskich Racławicach i nierozstrzygniętych zmaganiach pod Szczekocinami, w momencie gdy armie najeźdzców, to jest Rosji, Prus i Austrii zaczęły przejmować inicjatywę strategiczną. W rękach polskich pozostawała jednak Warszawa, najważniejsza baza strategiczna powstania, z jej patriotyczną ludnością, przemysłem i skoncentrowaną w jej okolicach 35-tysięczną armią.
Naczelnik Tadeusz Kościuszko zdawał sobie doskonale sprawę ze znaczenia stolicy dla zmiany zarysowującej się niekorzystnej sytuacji strategicznej i tak pokierował dalszymi działaniami armii polskiej, by mieć czas na dokładne obsadzenie umocnień Warszawy. Nastąpiła poważna ich rozbudowa, nadzorowana przez Kościuszkę.
Naczelnik wykorzystał przy tym swe doświadczenia amerykańskie polegające na tym, iż dla żołnierz najlepszą obroną jest ogień jego karabinu i armat oraz by samemu wciągać nieprzyjaciela do bitwy przez markowanie pozorowanych ucieczek, by w najkorzystniejszym dla siebie momencie przejść do ataku. Tym koncepcjom była podporządkowana obrona Warszawy i właśnie rejon Powązek był podczas oblężenia stolicy miejscem, gdzie wroga, podpuszczonego do ataku, pokonano. Dowódcy wojsk oblężniczych pruskich i rosyjskich mieli oczywiście przed sobą wybór wielu wariantów zdobycia stolicy. Na pewno też studiowali dzieje poprzednich kampanii warszawskich, nie ustrzegło to ich jednak, że wpadli w pułapkę zastawioną przez Kościuszkę dokładnie tam, gdzie on to zaplanował – pod Powązkami.
Oblężenie Warszawy przez połączone siły prusko-rosyjskie rozpoczęło się 13 lipca 1794 r. Brak ciężkiej artylerii uniemożliwił im szturm stolicy z marszu.
Siły sprzymierzonych liczyły około 41 000 bagnetów i szabel, z czego na Prusaków przypadało 25 000 oraz 247 dział. Naczelne dowództwo spoczywało w rękach króla pruskiego Fryderyka Wilhelma, wojskami rosyjskimi dowodził generał Iwan Fersen.
Siły polskie, słabsze ilościowo i jakościowo, liczyły około 23 000 wojsk regularnych. Ogólny układ obrony lewobrzeżnej Warszawy w końcu lipca opierał się o pięć rozbudowanych ośrodków utrzymujących ze sobą łączność wzrokową i współdziałanie artyleryjskie. Podzielono go na trzy odcinki. Prawe skrzydło obrony , od Marymontu do Powązek, powierzono generałowi Józefowi Poniatowskiemu mającemu do swej dyspozycji 8 batalionów piechoty i 18 szwadronów jazdy (6 079 żołnierzy). Centrum, między Powązkami a Rakowcem objął generał Zajączek. Lewe skrzydło, od Rakowca do Czerniakowa objął sam Kościuszko.
Jeżeli chodzi o prawe skrzydło ważnym dla niego elementem było umocnione dzieło wysunięte przy cmentarzu ewangelickim, aż po Młynarską, które zapewniało boczną obronę smugu bagnistego, ciągnącego się od ówczesnego Cmentarza Powązkowskiego ku wsi i ogrodom Czartoryskich, przez który płynęła Rudawka. Elementami takimi był także obóz na zewnątrz okopów (koło rogatki Bonifraterska-Kłopot). Od tego obozu umocnienia były stąd wysunięte półkolem, aż po ulicę Wójtowską, a dzieła zewnętrzne sięgały skraju doliny od Słodowca do Powązek. Osobny, silnie umocniony ośrodek flankujący podmokłą dolinę, stanowił wysunięty na jej północny brzeg Marymont – główna kwatera odcinka – panujący nad niższym tarasem spadającym ku Potokowi, zapewniający też boczny ostrzał umocnieniom skraju lasu bielańskiego, z kolei od północy chroniony przez obsadę Młocin. Budowle murowane – pałac i kościół marymoncki, obwarowany ogród klasztorny i kościół kamedułów bielańskich – stanowiły środszańce obrony.
Do nadejścia ciężkich dział oblężniczych w dniu 18 sierpnia, działania sprzymierzonych miały charakter raczej rozpoznawczy.
Nadejście 42 ciężkich dział i haubic wskazywało, iż szturm nastąpi wkrótce i nastąpią zapowiedziane przez Fryderyka Wilhelma „okropne ostateczności”. Szturm generalny na Warszawę został poprzedzony 26 sierpnia zdobyciem przez Prusaków ważnej pozycji osłaniającej główną polską linię obrony tzw. Szwedzkich Gór. Ostrzelanych uprzednio z baterii pruskich znajdujących się naprzeciw Parysowa i Skalszczyzny. Utracono także Wawrzyszew. Kontuzjowany w tym dniu Poniatowski, za zgodą Kościuszki złożył dowództwo w ręce Dąbrowskiego. W tym momencie spoglądając na plany Warszawy można było już z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać na jakim kierunku zostanie przepowadzony główny atak. W przededniu oczekiwanego szturmu, Polacy skrócili odcinek obrony, przenosząc się na drugą linię obrony. Posiadała ona silniejsze przeszkody terenowe i mocniejsze, głębiej rozbudowane fortyfikacje. Stanowiły one strefę głębokości do 2 km, w której dwie podmokłe doliny ze stawami były wzmocnione systemem szańców, flankujących przeszkody i przygotowaną linię obrony pośredniej ze starannie obmyślaną komunikacją z zapleczem. Młociny i umocnienia Bielan flankowały dostęp do doliny Rudawki, a Marymont zapewniał jej bezpośrednio boczny ogień. Przestrzeń między Rudawką a okopami warszawskimi, opartymi o Drnę i Stawki, od południa flankował odcinek generała Kralewskiego, osłaniający zarazem prawe skrzydło Zajączka. Razem było tu około 60 dział. Wyłączając możliwość ogólnej paniki, można było mieć pewność, iż w ciągu jednego dnia przeciwnik nie zdoła uzyskać tu rozstrzygnięcia, a w najbardziej korzystnym wypadku ugrzęźnie wśród polskich fortyfikacji i jego zdolność zaczepna ulegnie zużyciu.
Organizacja obrony polskiej polegała na skupieniu głównych sił dywizji w obozie za Powązkami, osłoniętym półkolem Rudawki, skąd można było – z położenia wewnętrznego – szybko interweniować tam, gdzie na wysuniętych stanowiskach rozpoznano nieprzyjaciela. Środek wysuniętych pozycji stanowiła olszyna powązkowska. Od wschodu flankowało ją umocnienie marymonckie, z zachodu wysokie baterie na Skalszczyźnie.
28 sierpnia rozpoczęły się szturmy generalne. Markując uderzenie od Woli na korpus generała Zajączka, główny nacisk pruski został skierowany na odcinek obrony generała Dąbrowskiego, na Lasek Powązkowski i usypane tam tzw. wysokie baterie. Prusakom udało się opanować Lasek, lecz Dąbrowski śmiało kontratakował, wsparty na czas posiłkami z innych odcinków. Lasek ten przechodził w tym dniu dwukrotnie z rąk do rąk, ale utrzymał się ostatecznie w rękach polskich. Wieczorem odparto nową próbę nieprzyjaciela usadowienia się na tej ważnej pozycji. Straty nieprzyjaciela tego dnia wynosiły rzekomo 87 zabitych (w tym 6 oficerów) i 347 rannych. Ponadto Polacy wzięli do niewoli 31 Prusaków. Jednakże straty te podali Prusacy i liczby te budzą podejrzenie, że chciano ukryć w ten sposób poniesioną klęskę, tym bardziej budzą wątpliwości, że są źródła podające straty znacznie wyższe. W historiografii niemieckiej starano się to wydarzenie bagatelizować. Raporty Dąbrowskiego dotyczące strat własnych Polaków wymieniały 24 zabitych i 45 rannych. Prusacy w tym dniu zaatakowali jeszcze pod Marymontem i pod Laskiem Bielańskim (stracony był na razie Wawrzyszew). Jeszcze tego samego dnia, po ciężkich i zmiennych walkach oraz przy wybitnym udziale Dąbrowskiego, odzyskano stracone poprzednio tzw. wysokie baterie.
Sprzymierzeni ponieśli pierwszego dnia szturmu całkowite fiasko swych działań. Dzień ten dla Polaków kończył się nie tylko pełnym sukcesem obronnym, który pozwolił 29 sierpnia generałowi Zajączkowi przeprowadzić udany wypad w rejonie Czystego, przyprawiając Prusaków o poważne straty, a 31 sierpnia odzyskać w regularnej bitwie Wawrzyszew.
Wypady te odwlokły następne planowane przez króla pruskiego szturmy. Następne szturmy nie nastąpiły jednak, bo wybuchło powstanie w Wielkopolsce i powstało niebezpieczeństwo odcięcia armii oblężniczej od zaplecza oraz utraty ziem zajętych przez Prusy w wyniku rozbiorów. Rankiem 6 września rozpoczął się odwrót wojsk pruskich, w ślad za nimi poszli też Rosjanie, którzy zresztą w całym oblężeniu odegrali minimalną rolę. Radość ogromna udzieliła się stolicy, a spokojne i pełne godności odezwy Kościuszki, wzywające ludność do dalszej wytężonej pracy nad dziełem wyzwolenia Ojczyzny, i zapowiedź dalszych kroków prowadzących do tego celu przyjęto z entuzjazmem.
Obrona Warszawy i bitwa pod Powązkami uznana została za nowatorskie dzieło w dziedzinie wykorzystania fortyfikacji polowej, jak na tamte czasy.
(źródło:http://www.zoliborzanie.pl/tadeusz-kosciuszko-na-%E2%80%9Esadach-zoliborskich/)
Skrytka znajduje się na obecnie niezagospodarowanym terenie przy pomniku znajduje się niewielki staw z kaczkami i siłownia plenerowa. Miejsce jest dość rzadko odwiedzane przez mieszkańców Warszawy, którzy nie mieszkają w najbliższej okolicy-stąd pomysł na tą skrzynkę.