
Listopadowa noc, zimna, siąpiąca deszczem i wyjąca wiatrem. Po jego twarzy ścieka krew, nawet nie czuje kiedy cierniste krzaki szarpią skórę na policzkach i czole. Przemoczony do dawno nie pranych gaci, przy każdym wydechu wyrzuca z rozpalonych płuc kłęby pary, by po chwili zapełnić je lodowatym powietrzem wydając przy tym dźwięk jak by to było ostatnie tchnienie. Resztki skarpetek bezwstydnie odsłaniają koślawe palce stóp, gdyż obuwie już na początku ucieczki zostało gdzieś w błotnistej mazi.
Na odludziu wśród wysokich traw budynek z jednym oknem, drzwi wiszące na zardzewiałych zawiasach a za nimi niewielkie ciemne pomieszczenie. Jedyna lampa z kloszem zrobionym ze starej gazety wisi nad okrągłym stołem pokrytym poplamionym zielonym suknem. Przez kłęby papierosowego dymu ledwie można dostrzec kamienne twarze ociekające kropelkami potu. Zostało już tylko dwóch graczy i potężna pula na stole. Ci co spasowali wcześniej, w napięciu prawie nie oddychając, obserwują przebieg gry.
Nagły ból przerywa wspomnienia, a w nocną zawieruchę poszło potężne k...a mać - ze szczególnym naciskiem na pierwszy wyraz wypominający profesję mamusi . To wystający pniak łamie duży palec lewej stopy. Nie ma czasu na oględziny, trzeba iść dalej jak najdalej przed siebie.
Aż podskoczył, gdy Syrach walnął pięścią w stół, co niewątpliwie świadczyło o ogromnym niezadowoleniu z wyniku gry a w jego oczach dostrzegł żądzę mordu powstrzymywaną nieludzkim wysiłkiem.
Spokojnie, powoli obiema rękoma zgarnia do walizeczki niemały stosik banknotów i rozpychając pomrukujący tłum przegranych, idzie powoli do wyjścia. Jest już prawie w drzwiach, gdy wirując jak śnieżynka wypada z rękawa ta cholerna karta. Zapadła złowroga cisza, a po chwili ryk* Syracha wróżący zgon w najgorszych męczarniach wyrwał go z odrętwienia. Kopniakiem wywala drzwi (do dziś nie wstawione) i ma przed sobą czerń nocy, lodowate powietrze i wiatr niosący krople drobnego deszczu, a z tyłu za plecami niechybną śmierć.
Okrzyki pogoni słychać coraz bliżej. Nogi odmawiają mu posłuszeństwa, oczy wypatrują w ciemności miejsca gdzie można schować walizkę, która przyciśnięta do piersi mocno krępuje pracę płuc. Bez niej łatwiej ucieknie a za jakiś czas wróci po kasę... Może tu pod tym krzakiem? Próbuje na czworaka wejść pod niskie gałęzie, gdy naraz stary zerdzewiały gwóźdź z leżącej tam deski miękko wchodzi w dłoń. Ponownie soczyście wypominając profesję mamusi rezygnuje z miejscówki i rusza dalej zostawiając krwawy ślad na drewnie...
Pogoń trwała do rana i jak to bywa w tego rodzaju historiach ciąg dalszy nastąpi, ale z waszym udziałem.
Gdzie schowana walizka szulera nie wiadomo, może tu może tam. Trzeba zacząć od początku i spokojnie iść po śladach, nic nie przegapiając a czeka was wiele szulerskich pułapek więc nie dajcie się. Syrach31 ciągle szuka swojej przegranej. Dopóki nie znajdzie, nie ma po co wracać do domu. Pomóżcie koledze!
Po tych wydarzeniach kasyno zaprzestało działalności, więc pierwszego nie zatartego tropu szukajcie właśnie tam.
* w wolnym tłumaczeniu (ty niedobry oszuście, twoje kończyny dolne odłączę od tułowia itd)