O Czarnym Rycerzu z Potakówki
Było to bardzo dawno, dawno temu. Na wyniosłym wzgórzu nieopodal dzisiejszej wsi Potakówka stał okazały warowny zamek. Otoczony był gęstą puszczą, w której mieszkał zwierz srogi i wielki. Z okienek wieży rozpościerał się wspaniały widok na okolicę oraz cały pas Beskidu Niskiego. W warowni mieszkał jego groźny właściciel, którego zwano Czarnym Rycerzem. Skąd się wziął ten przydomek zdania były podzielone. Niektórzy sądzili, że pochodzi od kruczoczarnej brody i długich włosów rycerza, inni, że od czarnej zbroi, której używał w walce. Jeszcze inni twierdzili, że nazywano go tak od jego „czarnego charakteru”, a byli te i tacy, którzy mówili, że swą duszę zapisał diabłom, które ponoć często go nawiedzały. Czarny Rycerz nie znał litości. Dla swoich poddanych był okrutny, ścigał z nich ogromne daniny i zmuszał do ciężkiej pracy. Bardzo często wyruszał te ze swą drużyną zbójcerzy na łupieskie wyprawy, z których zwoził do warowni wiele skarbów. Swym bogactwem pysznił się wśród okolicznych rycerzy. Te skarby były jego „oczkiem w głowie”, więc nic dziwnego, że w dzień i w nocy wejścia do podziemi zamkowych strzegło kilku strażników.
Rycerz zyskał te zasłużone miano mordercy. Nie liczył się z nikim i z niczym. Nie znał żadnej litości. Zabijał każdego, kto miał inne zdanie niżli on, każdego kto nie uznawał jego władzy na tym terenie.
W przypływie gniewu, najczęściej podczas nocnych uczt, gdy wino lało się strumieniami, uśmiercał nawet swych najbardziej oddanych i wiernych kompanów. Pomstowali na niego wszyscy, ale mało kto odważył mu się sprzeciwić. Kilkakrotnie usiłowano Czarnego Rycerza zgładzić, ale za każdym razem kończyło się to niepowodzeniem. Śmiałkowie, którzy pragnęli pozbyć się swego pana zapłacili za ten czyn okrutną śmiercią i w mękach. Wydawało się coraz powszechniej, że faktycznie śmierć się tego człowieka nie ima.
Aż nadszedł dzień, w którym wreszcie przyszła pora i na niego. Czarny Rycerz zdecydował się po raz kolejny wyprawił na żmigrodzki trakt, by napaść na karawanę kupców, którzy zmierzali w te strony
z Węgier. Zbójcerze wyruszyli tedy w drogę. Nikt nie wie do końca jaki był przebieg tej złodziejskiej wyprawy. Faktem jest, e podczas niej, ten wydawać by się mogło, nieśmiertelny rycerz, zginął z rąk swych ludzi. Po zabójstwie okrutnego wodza rycerze rabusie niezwłocznie powrócili do swoich siedzib skąd zabrali wszystkie skarby. O zmierzchu, gdy dzień gasnął, a różowa kula słońca staczała się po niebie ku zachodowi, odjechali w nieznane.
Odtąd nikt nie odważył się zbliżyć do zamku, który z roku na rok popadał w coraz większą ruinę. W końcu zapadł się pod ziemię, a na tym miejscu wyrosły drzewa i krzewy. Teren ten był przez wiele wieków omijany przez miejscową ludność. Czasami i dziś, przy pełni księżyca duch Czarnego Rycerza błąka się na koniu po okolicy i szuka swej dawnej siedziby.
Żródło: Legendy jasielskie red W. Hap, F. Jałosińska, B. Masteja, ISBN 83-908141-9-6 Jasło 2002