Diabli kamień
To było downo, barz downo... Tak downo, że i nojstarse ludzie tego nie pamiętali! Bo i babka Polusia, co to po prośbie chodzi, to przecie juz i uoni w ciekielskim kościele byli krzceni. A jem to wiency jak sto roków ludzie dajom... Tak to wtedy, co jo godom, kościoła blisko Folusa nikaj nie było, z cego diobliska rozmaite barz sie radowały, ze to dzwonów słychać nic nie było. Bo te diobły, to uony uod tego poświęcanego dzwonienio straśny kolki pod ziobrami dostajom i w dyrdy do piekła uciekać musom! A diobły po foluskich lasach i paryjach to siedziały rozmaite: i Belzebuby, i Asteroty, i Belnijale. Uony na ludzkie duse nojbardzi zajadłe były i tak do grzychu kusiły, ze jak sie ino wiecór zamrocyło, to i strach było do pola z choupy wychodzić. Ale dlo bydła to znów najgorsy był diobuł Rokitny, co w starych wierzbach za dnia siedzioł, zaś nocom lotoł po paświskach i na trowe pierdzioł. Potem uod ty diobelski bździny bydło i uowce chorowały i zdychały. Ino kozom to nic nie było, bo uony to diobelskie kumy! No to wzieni sie ludziska do rady i umyślili se kościół w Cieklinie wystawić, a na dzwonnicy powiesić dzwony z pośwęcanego śrybła. Zaprzongli kuonie, nazwozili pieknych kamieni, cegły, descek wopna, piochu, a dzwony to jaz dziesi uod Psemyśla w uosiem kuoni wieźli. Tak i kościół rychło piekny stanł i cekali ino na księdza, zeby poświęcił i dzwonami zadzwonił kozoł. Puomiarkowały diobły, ze źle z niemi i poleciały do takiego nojstarsego, co to dziesi jaz na Siedmiogrodzie siedzioł i krew ludzkom co nocy śklonkami chloł. Ten ci sie pazurami w łeb podropoł i tak godo: - Niech ten co najmocniejsy bierze z moich gór wielgi kamień, niech do Cieklina niesie i na kościół ciśnie, to go rozwali i bedzie spokój. Ino zeby ten kamień doniósł, zanim pirszy kogut zapieje, bo wtedy cołkom diobelskom moc straci! No to chycił nojmocniejsy diobuł ten kamyń i niesie. Śpieszy się dioblisko, gackowemi skrzydłami furcy, zeby ino przed kogutowem pianiem przylecieć i kościół rozwalić! Pilno mu było, ze rety! Ale jak juz do Folusa dolatywoł, to uźroł go stary szewc, co mu kościoła w nocy pilnować kozały. Ten uod razu zmiarkował, co sie świenci i uznoł, ze jest barz źle, bo diobuł z kamyniem blisko, a tu ci jesce noc i koguty co do jednego w kurniku śpiom! Cóz było robić? Casu na dumanie nie było. Chycił cimój szewc uostre, wielgie szydło, do kurnika polecioł i najwienksego koguta ciach szydłem prosto w dupe! Kogut si uobudził, zapioł, jak głupi, a diaboł zaroz moc stracił i kamyń mu z pazurów prosto do foluskiego lasa wylecioł. A tak ci uo ziemie bachnoł, ze na pore kawołkówsie rozpękł. Rano ksiądz kościół poświęcił, dzwony zadzwoniły, a diobły do piekła w dyrdy pouciekały. I tak juz do dzisiok uostało... A jak ta ten Diobli Kamyń pódziecie uopatrywać, to sami uwidzicie, jak to całki uod diablich pazurówjest podropany.
Żródło: Legendy jasielskie red W. Hap, F. Jałosińska, B. Masteja, ISBN 83-908141-9-6 Jasło 2002