O dębach Świętej Trójcy
W lesie Buczyna, w Niegłowicach, rosną dwa bardzo stare dęby. Ludzie mówi, że mają one po 300 lat, a może nawet po 400 lat. Przed wielu laty jakiś pobożny człowiek przymocował na jednym z tych dębów drewnianą kapliczkę, a w niej obraz św. Trójcy, na miedzianej blasze malowany. Przechodnie przystają tam, aby odmówić modlitwę... I tak było do czasu pierwszej wojny światowej, kiedy to wrogie wojska po wielokroć tratowały i niszczyły nasze ziemie. Wtedy to, pewnego dnia, grupa konnych, pijanych Kozaków zapśdziła się w okolice dębów, a dojrzawszy na pniu drzewa kapliczkę, poczęła hałastra, ołdackim obyczajem, stroić sobie kpiny i nieprzystojnymi bluźnierstwy święty Obraz obrzucać. Kiedy zaś i tego było im za mało, jeden z nich – był może przywódca – w wysoką, futrzaną czapę ubrany, zdjął z pleców karabin, zarepetował i w sam środek obrazu wypalił! A wtedy stała się rzecz straszna i niepojęta! Miejsce na obrazie, w które uderzyła bluźniercza kula, zabłysło nagle krwawą czerwienią, jak rana na żywym ciele, trysnęła zeń strumień krwi i dużymi kroplami ściekał po korze dębu, barwiąc rubinami szmaragdowy mech u podnóża drzewa. Zaś niefortunny strzelec złapał się za czoło i wraz z koniem runął martwy na ziemię, a jego towarzysze uciekli w popłochu. Kiedy zaś nastał wieczór tego dnia, zachmurzyło się nagle niebo i wybuchła straszna burza z piorunami. A koło dębów coś się okropnie kotłowało, rogate maszkary przelatywały na nietoperzowych skrzydłach i chichotały przeraźliwie. To diabły z piekła przyleciały po duszę obrazoburcy i wraz z grzesznym ciałem i koniem poniosły do piekła na wieczne męki. A czerwony ślad po kuli można zobaczyć do dzisiaj!
Żródło: Legendy jasielskie red W. Hap, F. Jałosińska, B. Masteja, ISBN 83-908141-9-6 Jasło 2002