Skip to content

jasielskie legendy #07 Z legend kołaczyckich Traditional Cache

Hidden : 5/23/2017
Difficulty:
1.5 out of 5
Terrain:
1.5 out of 5

Size: Size:   micro (micro)

Join now to view geocache location details. It's free!

Watch

How Geocaching Works

Please note Use of geocaching.com services is subject to the terms and conditions in our disclaimer.

Geocache Description:

bop


Z legend kołaczyckich

Najbardziej popularne i znane podania związane z tą miejscowością i byłym miasteczkiem, dotyczą wąsów. Jedno z nich mówi o tym, że pewnemu z jego mieszkańców obcięto z jednej strony wąsy i żeby ten ubytek wyrównać, doradzono mu, by brakującą część dokupił. O tym, że wąsy i Kołaczyce są ze sobą ściśle i nierozerwalnie związane świadczą i inne legendy. Na przykład ta opowiadająca, jak to król Jagiełło rozkazał obcięcie wąsów miejscowym rajcom za to, że kołaczyccy szewcy nie uszyli na czas butów dla jego wojska. Inna jej wersja mówi, że była to kara z rozkazu starosty Zyndrama z Maszkowic, pana na Goleszu. Warto jednak przybliżyć sobie podanie o wydarzeniu, z którym można wiązać nazwę Kołaczyce. Było to przed ponad siedmiuset laty. Na nasze ziemie zwaliły się hordy wojowników z dalekiej Azji. Z okrzykami: „Ałła! ałła!” pustoszyli i palili miasteczka oraz wioski, a ich mieszkańców wycinali w pień lub uprowadzali w jasyr. Od wczesnego ranka w osadzie zapanował niepokój. Dotarła tu wiadomość, że w okolicy grasuje jeden z oddziałów ordy tatarskiej. Kobiety truchlały ze strachu, mężczyźni rozpoczęli gorączkowe przygotowania do obrony. Przez cały dzień szykowali się do walki, gdyż nie mieli zamiaru poddać się przed najeźdźcom. Rozstawili warty, które czujnie wypatrywały skośnookich wojowników, a reszta pozostawała w pełnej gotowości. Późnym popołudniem jeden z wartowników nagle zawołał: - Jazda! Kto żyw zerwał si na nogi, kurczowo łapiąc broi chowając się za zbudowanym naprędce wałem z ziemi  i drewna. Rychło z łuków wystrzelono w kierunku napastników pierwsze strzały. Tatarzy byli zdezorientowani. Liczyli jak zwykle na pełne zaskoczenie, a tymczasem spotkali się z nieoczekiwanie zaciętym oporem. Po jakimś czasie Tatarzy się wycofali. Niedługo później pod wał obronny dotarł z zatkniętą na kiju białą szmatą jeden z nich. Łamaną polszczyzną obiecał, że jeśli mieszkańcy osady zapłacą im niewielki okup, to odjada dalej i nie będą ich nękać. Na czas zebrania wymienionej sumy, zażądał oddania jako zakładników kilku miejscowych dziewcząt. Dał obrońcom czas na zastanowienie się i odjechał. Decyzję  podjęto pod wieczór. Po uzyskaniu dodatkowych zapewnień, że po odebraniu okupu naprawdę odejdą i nikomu z mieszkańców nie spadnie włos z głowy, wyrażono zgodę. Z duszą na ramieniu udały się do obozu tatarskiego przestraszone dziewczęta. Miały powrócić, gdy nazajutrz przed zachodem słońca obrońcy przyniosą sakiewkę pełną złotych monet. Następnego dnia wszyscy złożyli się na obiecany okup i nie zwlekając do wieczora wyprawiono z nim do najeźdźców umyślnego posłańca. Z niepokojem wyczekiwano jego powrotu i zakładniczek. Upłynęło sporo czasu a nikt z nich nie wracał. Napięcie rosło z każdą chwilą. Niespokojny i złym przeczuciem tknięty ojciec jednej z odesłanych dziewcząt zdecydował się pójść do obozu tatarskiego i dowiedzieć się co się stało. Przeskoczył przez wał i ruszył w kierunku lasu. W tym czasie księżyc wyszedł zza drzew i swym srebrnym światłem rozjaśnił drogę.  Mężczyzna dostrzegł przed sobą  blask ogniska i usłyszał odgłosy dochodzące z obozowiska.  Przeżegnał się i zdecydowanym krokiem ruszył w jego kierunku. Kiedy dotarł przed oblicze przywódcy oddziału i zapytał dlaczego nie dotrzymał umowy, ten zaśmiał się i odrzekł, że się rozmyślił. Po czym dodał: Idź do swoich, zbierzcie jeszcze drugie tyle złota. Wtedy wydam wam wasze kobiety. Inaczej zabawimy się z nimi, a potem rozprawimy się z wami. Mężczyzna tylko zacisnął pięści. Nie powiedział nic, odwrócił się i szybkim krokiem udał się do swoich. Gniew targnął obrońcami gdy usłyszeli, że Tatarzy ich oszukali i nie dotrzymali słowa. Nie zwlekając, uzbrojeni w solidne „koły”, czyli kołki z płotu, podeszli cicho pod obóz wroga, a następnie rzucili si na nich zadając im klęskę. Odebrali te zakładniczki i posłańca. Wśród uciekających w rozsypce Tatarów znalazł się jeden, który srogo ucierpiał w walce z chłopami. Ranny doczołgał si do płynącej nieopodal Liczkówki. Doświadczył tam uzdrawiającej mocy jej cudownej krystalicznej wody. Uratowała mu życie i odtąd już nie niepokoił spokojnych ludzi. A bohaterscy obrońcy od „kołów”, swej niezawodnej broni, którą pokonali wrogów, nazwali swą miejscowość Kołaczycami.

Żródło: Legendy jasielskie red W. Hap, F. Jałosińska, B. Masteja, ISBN 83-908141-9-6 Jasło 2002

Additional Hints (No hints available.)