Rzekomo, tuż po wojnie, pięcioro dzieci manipulowało przy znalezionym w lesie niewybuchu. Znaleziony przedmiot (nazwany miną) eksplodował, jednakże żadne z dzieci nie zginęło.

Przypadkowo napotkany, w czasie keszowego rekonesansu, Biesaczanin poinformował, że krzyż stoi odkąd on pamięta. Starsi ludzie znali człowieka, który go ustawił, jednakże autor obelisku nie był w okolicy traktowany zbyt poważnie. Z powodu "dziwności" autora, krzyż wywoływał wśród mieszkańców raczej uśmiech niż zadumę. Nie wiadomo czy dzieci było pięcioro, czy były to dzieci, czy to wydarzyło się w tym miejscu i czy w ogóle się wydarzyło... To kolejna historia, która sprawia, że tutejszy las jest jeszcze bardziej tajemniczy.
Krzyż stoi, ktoś wciąż o niego dba, a każdy może sobie dopowiedzieć jak to było naprawdę...
Dzejbi - dziękuję za wskazanie miejsca :)