Jak to miejsce nazywało by się gdyby ambitne plany władz doszły do skutku? Jak potoczyłyby się losy tych okolic? Tego pewnie już się nie dowiemy. Z tym miejscem wiąże się jednak ciekawa historia, którą przypominamy za pośrednictwem tego kesza.
Gdyby Gierek rządził krajem kilkanaście lat dłużej, a złote lata górnictwa w Polsce trwałyby przynajmniej do lat 90 - Czerwionka-Leszczyny, byłaby dziś miastem takim samym jak Rybnik, w którym mieszkałoby nawet 100 tysięcy mieszkańców. Mrzonki? Wcale nie. Według ambitnych planów ówczesnych urzędników miała być gigantyczną metropolią.

Kiedy do Leszczyn przyłączono Czerwionkę powstał przedziwny twór. Leszczyny były sypialnią, bez sklepów, przedszkoli, wybudowaną jako zaplecze dla kopalń Rybnickiego Okręgu Węglowego, a Czerwionka bazowała na kopalni i koksowni. Obie miejscowości oddzielone były od siebie połaciami PGR-owskich pól.
Cały czas mówiło się także o konieczności budowy prawdziwego centrum miasta, z rynkiem. Gdzie? Właśnie na polach, które dziś oddzielają Czerwionkę od Leszczyn. Kopalnia do początku lat 90 fedrować miała pod tymi terenami, a nastęnie ruszyć tam ruszyć budowa prawdziwego centrum, czyli osiedla na 30 tysięcy mieszkańców. W roku 1990 gmina miała już liczyć 100 tysięcy mieszkańców.
Sen o wielkości na tym się nie kończył. W sąsiedztwie boiska piłkarskiego w Leszczynach urzędnicy chcieli budować szkołę podstawową i średnią. Dalej miało wyrastać osiedle z wielkiej płyty i kościół. Wizja obejmowała także budowę centrum sportowego i basenu. Włodarze młodego miasta wierzyli, że korzystać z nich będą nie tylko mieszkańcy ale i przyjezdni: seniorzy z całego kraju, rekonwalescenci po zawałach i chorzy na płuca. Wszyscy oni ściągać mieli do sanatorium.
Były takie plany po tym, jak okazało się, że w lesie w rejonie boiska w Leszczynach bije źródło Hubertusa, czyli wody solankowej, takie jakie były w Jastrzębiu-Zdroju. W archiwach znaleźć można dokumenty z których wynika, że kwestia sanatorium omawiana była nawet na posiedzeniach rady narodowej.
Z planów metropolii pozostały jedynie wspomnienia, a nie doszły one z prozaicznych względów - brak środków finansowych.
Oczami wyobraźni można jednak dziś zobaczyć obrzymią metropolię, która rozpościera się na polach byłego PGR.
Skrzynka
Kesz to niegdyś klipsiak dziś mniejszy pojemnik, umieszczony pod wskazanymi koordynatami. Na pierwszych znalazców czekają certyfikaty, fanty na wymianę i PWG.
Zapraszamy do szukania.