Fabuła
Gdzieś w miejscomości Wodzisław Śląski funkcjonowała hala napraw pociągów. Za czasów swojej świetności była znana na całym Śląsku, a nawet w kraju. Codziennie przyjeżdżały do niej pociągi, które wymagały naprawy. Roman był jednym z jej pracowników i zajmował stanowisko mechanika lokomotyw. Był złotą rączką w swoim fachu, z jego pomocą maszyny zawsze zawsze odjeżdżały sprawne. Zawsze lubił swoją pracę. Przeważnie pracował od południa do późnego wieczora. Miał wiele zainteresowań, ale jego ulubionym hobby było układanie klocków. W wolnych chwilach, kiedy nie było żadnej maszyny do roboty, tworzył różnorodne wzory, które dla niektórych mogły się wydawać dziwaczne. Pewnego dnia, takiego, jak każde inne, zaczął budować małą konstrukcje, początkowo nikomu nie chciał zdradzić, co może przedstawiać. Pracował nad nią nieraz do późnej nocy. Po trzech tygodniach ciężkich starań stworzył swoje dzieło. Wtedy podszedł do mnie:
- Patrz, skończyłem.
- Wygląda ciekawie, ile materiału na to zużyłeś?
- Aż 841 sześciennych klocków, Pewnie zapytasz, co ono przedstawia, ale porozmawiamy o tym potem, teraz jest tu za dużo ludzi.
- Właśnie miałem o to zapytać. W takim razie spotkajmy się wieczorem po pracy.
Późnym wieczorem tego samego dnia udałem się odwiedzić Romana w domu. Po krótkim spacerku przez oświetlone nocnymi lampami ulice, dotarłem przed blok, w którym mieszkał. Drzwi do klatki były zamknięte, więc zadzwoniłem na jego domofon.
- Słucham
- To ja, otwórz
Wtedy usłyszałem dźwięczny sygnał otwieranych drzwi i wszedłem do środka. Pokonując schody dotarłem na ostatnie piętro, gdzie było mieszkanie Romka.
- Wejdz, zapraszam
Już od progu drzwi wejściowych dostrzegłem, że całe jego mieszkanie zdobiły różnorodne budowle z klocków, niektóre ciekawe, a inne dość tajemnicze. Nawet jego półka na buty była zdudowana z drewnianych klocowych elementów, ale nie podziwianie było celem dzisiejszej wiyty. Zasiedliśmy przy stole, Roman wyciągnął szklanki i nasz ulubiony czeski bimber i zaczeliśmy rozmowę.
- wracając do naszej dzisiejszej rozowy...
- Patrz, przyjrzyj się temu i powiedz, co widzisz?
- Hmm... Jakiś wzór ułożony z dwóch różnych kolorów, wygląda trochę z daleka wygląda, jak szum w telewizorze. Wszystko ułożone na jednej płaszczyznie, a wszystkie krawędzie mają takie same wymiary.
- Kiedyś wracając z pracy zaczepił mnie pewien staruszek azjatyckiego pochodzenia. Zapytał mnie czy mu pomogę wnieść metalowe rury do samochodu, bo sam nie da rady. Pomogłem mu mimo, że miałem mało czasu. Miałem już iść, ale zapytał mnie gdzie pracuje, to odpowiedziałem, że w pobliskiej hali napraw pociągów. Wtedy mi powiedział, że dawno temu był jej dyrektorem, ale przeszedł już na emeryturę. Opowiadał mi, jak kiedyś, kiedy był młody ukrył skarb z małymi drobiazgami. W ramach wdzięczności za pomoc pokazał mi gdzie go schował. Dodał, żebym nie zdradał jego miejsca ukrycia byle komu. Zapisałem jego lokalizację i zaszyfrowałem na tej budowli z klocków ułożonych na jednej płaszczyźnie. Robiłem to kilka tygodni, krok w krok, od lewej do prawej, rząd w rząd aż w końcu się udało.
- Brzmi ciekawie
Kilka dni po spotkaniu Roman musiał pilnie wyjechać z kraju, niestety w pośpiechu zrzucił przypadkiem swoją konstrukcję z wysokiego piętra. Nie miał czasu zbudować kolejnej, dlatego wrzucił mi do skrzynki na listy pendrive ze wzorem swojej dziwnej budowli kryjącej lokalizację tajemniczego skarbu i napisał żebym zrobił prowizoryczny schemat, na wzór jego dzieła i odszukał skarb. Na nośniku pamięci był tylko jakiś obraz. Hmmm może coś w sobie kryje. Trzeba mu się lepiej przyjrzeć.
Oto on:

Krótko o keszu:
Zdobyte kordy nie wskazują lokalizacji kesza, wpisz je do checkera, tam dowiesz się reszty i dostaniesz współrzędne finału.
