Skip to content

LOC #7 - Prawdziwa opowieść Traditional Cache

Hidden : 9/15/2017
Difficulty:
2 out of 5
Terrain:
1.5 out of 5

Size: Size:   micro (micro)

Join now to view geocache location details. It's free!

Watch

How Geocaching Works

Please note Use of geocaching.com services is subject to the terms and conditions in our disclaimer.

Geocache Description:


Legendy Okolic Czempinia

Legendy okolic Czempinia

#7 - Prawdziwa opowieść

Pociąg osobowy z Leszna do Poznania jechał bardzo powoli, zatrzymując się długo na każdej stacji. Nie zwracając uwagi na to, że zapada zmrok, a cienie nocy rozpościerają się nad uroczym krajobrazem, jadąca tym pociągiem młoda Cyganka, nie odczuwała niepokoju, że resztę drogi z Oborzysk do Czempinia przyjdzie jej przejść pieszo.  Mała stacyjka obok ciemnego lasu i ta sapiąca lokomotywa napawały jednak strachem i obawą. Dochodziła godzina 21, z nieba mżył drobny deszcz, ciemność zapadającej nocy rysowała się podstępnie i ta tajemnicza otchłań tchnęła przerażeniem. Na malutkiej  stacyjne, prócz zawiadowcy i telegrafisty w jednej osobie oraz dróżnika – nie było żywej duszy. Cyganka spytała dróżnika jak daleko jest do następnej stacji. Ten podrapał się po głowie, pomyślał i odrzekł, że będzie dobrych pięć kilometrów przez las, a do tego błotnista, polna droga. Pytała więc o możliwość podwiezienia jej, ale niestety – ani zawiadowca, ani dróżnik nie mogli spełnić jej prośby. Poradzili jej, aby zaczekała do rana. Cyganka jednak grzecznie podziękowała, opięła szczelnie swój gumowy płaszcz i zapytała jeszcze raz o powrotną drogę Mężczyźni nie mogli uwierzyć swoim uszom:

- Pani chce iść o tej porze przez las, gdzie grasują bandyci i złodzieje?

- Idę! – odpowiedziała kobieta.

Obaj próbowali wyperswadować ten plan kobiecie, tłumacząc grożące jej niebezpieczeństwa, że mogą napaść, obrabować i nie daj Boże coś gorszego zrobić! Lecz Cyganka tylko uśmiechnęła się zagadkowo i powiedziała:

- Nie mnie!

Kolejarze chcą nadal protestować, otwierają usta… ale nie mogą z nich wydobyć ani słowa! Przed nimi bowiem zamiast smukłej i eleganckiej panny, stała stara i pomarszczona baba z tobołkiem na plecach i kosturem w ręku. Raptem i ona znikłą. Przed nimi próżnia, za to obydwaj odczuwają dziki i nieopanowany strach.

Dróżnik zrobił znak krzyża, zawiadowca przetarł ręką zwilgotniałe od ziemnego potu czoło i skierowali się do swoich obowiązków.

Tymczasem kobieta odważnie zapuściła się w głąb lasu, a w lesie ciemność nieprzejednana, utrudniająca drogę. Gałęzie krzewów smagają ją po twarzy, drapią po rękach, nogi grzęzną w miękkim błocie. Nagle od pnia drzewa odrywają się dwa wysokie cienie i idą za nią. Kobieta słyszy przyciszone, czające się za nią kroki grzęznące w błocie i zduszone oddechy. Cyganka nie zatrzymuje się i idzie dalej, przyciskając silnie ręką rozdygotane strachem serce, a drugą gruby kostuch.

Nagle wysoki cień zabiega jej drogę i lampką świeci prosto w oczy oślepiając ją. Cyganka cofa się gwałtownie, ale jednocześnie rozlega się szyderczy śmiech jej przyszłych oprawców. W kręgu światła latarki – puste miejsce – kobieta zniknęła… Światełko latarki migoce dookoła, lecz Cyganki ani śladu! Drugi drab robi to samo i również bezskutecznie. Tchórze zlękli się i rezygnują z dalszego szukania.

- Nieczysta siła! – klnąc siarczyście uciekli w panice w głąb lasu.

Tymczasem kobieta stoi oparta o pień bardzo starej i spróchniałej wierzby, dysząc ciężko, z oczami rozszerzonymi i dziwnym wyrazem twarzy bladej jak płótno. Stoi jeszcze przez jakiś czas, nasłuchując, czy kroki ucichną na dobre w gęstwinie lasu. Wtedy oddycha z ulgą i idzie dalej obok Piaskowej Górki.

Wtem ogromny czarny pies zabiega jej drogę – świeci głodnymi oczami, szczerząc ostre kły. Cyganka zatrzymuje się i ruchem ręki odgania nacierającego psa. Zwierzę cofa się ze zjeżoną sierścią i ginie w ciemności.

Ona idzie dalej przed siebie, potykając się często i z trudem wyciągając przemoczone buty z rozmokłej ziemi. Gdy las się skończył i wyszła na pole, na wschodzie szarzało i widać było kontury czempińskiego kościoła. Deszcz przestał padać i wstawał pogodny poranek. Nasiąknięte ubranie, przemoczone buty i zmęczenie ciała dają znać o sobie. Na coraz bardziej senne oczy opadają powieki, a tu jeszcze kawałek drogi do celu. Wlecze się kobieta powoli i ociężale po błotnistej drodze, trzęsąc się z zimna i zmęczenia.

Niezdolna dłużej utrzymywać się na nogach w końcu dociera do bramy czempińskiej świątyni, padając ze zmęczenia na kamienną posadzkę, szepcząc przy tym modlitwę w języku romskim. Zasnęła kamiennym snem. Tam odnajduje ją młody wikariusz, który udzielił jej schronienia i poczęstował ciepłą strawą.

Spisano na podstawie opowiadań dyżurnego ruchu PKP w Oborzyskach Starych.

 

Źródło: K. Marciniak-Helińska, S. Wiśniewski „Prawdy i legendy z Czempinia i okolic”, Czempiń/Kościan 2013

O keszu:

Pojemnik ok 150 ml, zawiera logbook, ołówek i certyfikaty.

UWAGA: Spisz litero-cyfrę potrzebną do podjęcia finału LOC.

Additional Hints (Decrypt)

tebpubqemrj ovnyl zvny gnz xvrqlf tnynm (mnznfxhw cb fbovr!!)

Decryption Key

A|B|C|D|E|F|G|H|I|J|K|L|M
-------------------------
N|O|P|Q|R|S|T|U|V|W|X|Y|Z

(letter above equals below, and vice versa)