Pojemnik to mały klipsiak. W środku logbook. Weź coś do pisana.
Mniej więcej w połowie drogi z Borowna do Kruszyny, kilkadziesiąt metrów od szosy, stoi w polu wysoka kolumna z piaskowca. Postawiono ją 300 lat temu w miejscu samobójczej śmierci ostatniego z Denhoffów w linii kruszyńskiej. Istnieje kilka wersji opowieści ludowych, które różnie wyjaśniają przyczyny tej tragedii. Kolumna umieszczona jest na kamiennym cokole
Legenda
Właściciel Kruszyny Denhoff miał jedynego syna Ottona, który po przejściu na katolicyzm zmienił imię na Józef. Królowa Maria Kazimiera d’ Arquien – żona Jana III Sobieskiego – postanowiła ożenić go ze swoją kuzynką. Było to po myśli dumnego magnata Denhoffa. Jednak syn zakochany w Barbarze Szafraniec, córce dzierżawcy pobliskich Bogusławic nie chciał o tym słyszeć. Nie skutkowały ojcowskie prośby, rozkazy, a nawet groźba wydziedziczenia. Uznano wówczas, że Barbara czarami usidliła młodego Denhoffa. Wykorzystując nieobecność syna, stary Denhoff, kazał spalić dworek Szafrańca, wraz z uwięzioną w nim całą rodziną. Łunę pożaru dostrzegł przebywający z wizytą w sąsiedztwie syn, który konno popędził do ukochanej. Po drodze spotkał powracających dworzan, którzy opowiedzieli mu o śmierci Barbary. Zrozpaczony Denhoff zastrzelił się w miejscu, gdzie otrzymał tragiczną wiadomość. Ojciec miejsce śmierci jedynego syna uwieńczył kolumną, stojącą do dziś pomiędzy Kruszyną a Borownem. Sam zaś męczony wyrzutami sumienia, usunął się od świata i resztę swych dni spędził samotnie w pustelni w głębi pałacowego parku, specjalnie w tym celu zbudowanej.