Zofiówka, czyli dawny Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych.
Gigantyczne zgliszcza przyciągają wielbicieli paintballu, ASG oraz poszukiwaczy zjawisk paranormalnych. Według świadków, którymi są byli pracownicy, osoby zwiedzające szpital, bezdomni szukający tam schronienia i poszukiwacze zjawisk nadprzyrodzonych, coś dziwnego dzieje się w starych murach zakładu.
Niektóre osoby, które znajdują się na terenie szpitala Zofiówka twierdzą, że mają problemy ze sprzętem fotograficznym, telefonami komórkowymi, czują dziwne zimno, słyszą jakieś głosy, diaboliczny chichot, krzyki, jęki, huki i nawet czasami można zobaczyć tutaj ciemną postać. A czyją? Nie wiadomo. Może nauczyciela, który nieszczęśliwie zakochany w swojej uczennicy popełnił tutaj samobójstwo, a może harcerki, która niechcący spadła z piętra w dół i się zabiła, a może po prostu są to duchy ludzi poległych w zbiorowym mordzie.
Jeżeli kogoś z was ciekawią zjawiska nadprzyrodzone, to jak najbardziej polecam odwiedzenie tego miejsca, bo przeraża ono samo w sobie. A jeżeli nie interesujecie się taką tematyką, to i tak namawiam Was do pojechania i zobaczenia tego kompleksu ze względu na jego historię i dawne krwawe wydarzenia, które są warte zapamiętania. Historia tego zakładu psychiatrycznego jest przerażająca i sama świadomość o niej pobudza naszą wyobraźnię w czasie spaceru po ruinach.
Zofiówka powstała z inicjatywy Towarzystwa Opieki nad Umysłowo i Nerwowo Chorymi Żydami. Została założona w 1907 r., ale oficjalnie otwarta w 1908 r. Wtedy zbudowano pierwszy pawilon, dwa lata później dobudowano drugi przeznaczony dla kobiet, a po 18 latach powstał trzeci, wtedy zakład posiadał już około 300 łóżek.
Zastanawiacie się czemu akurat „Zofiówka”? Odpowiedź jest prosta, nazwa pochodzi od imienia fundatorki szpitala. Trzydziestomorgowy teren został kupiony za biżuterię, którą podarowała Zofia Endelmanowa. Trafiali tutaj w większości biedni Żydzi, których leczono bezpłatnie. Chciałam zauważyć, że leczenie schorzeń psychicznych i nerwowych w podobnych zakładach było wówczas nowością i było bardzo kosztowne. W otwockim sanatorium kładziono nacisk na przywrócenie pacjentów społeczeństwu. Podstawowym elementem terapii była praca.
W czasie II Wojny Światowej w Zofiówce została przeprowadzona akcja pod nazwą „T4” (E-Aktion). Był to program realizowany w III Rzeszy w latach 1939–1944 polegający na zabijaniu ludzi niedorozwiniętych umysłowo, przewlekle chorych psychicznie i neurologicznie oraz z niektórymi wrodzonymi zaburzeniami rozwojowymi, w wyniku czego 19 sierpnia 1942 r. życie straciło około 140 pacjentów szpitala. Część z nich rozstrzelano na miejscu, a resztę wywieziono do Treblinki.
W połowie 1943 r. w Zofiówce oraz w pobliskim sanatorium „Brijus” istniał ośrodek w ramach akcji „Lebensborn”. Akcja była makabryczny pomysłem stworzenia niemieckiej instytucji opiekuńczo-charytatywnej służącej do „odnowienia krwi niemieckiej” i „hodowli nordyckiej rasy nadludzi”. Zakład zajmował się jednocześnie germanizacją polskich dzieci oraz przystosowaniem ich do adopcji w rodzinach niemieckich. Ośrodek miał pomieścić około 100 matek i 150 dzieci.
Jednym z pacjentów szpitala była Matka Juliana Tuwima – Adela Tuwim, która trafiła tutaj po próbie samobójczej. Adela Tuwim została zabita, podczas egzekucji chorych oraz personelu szpitala, i pochowana przy domu na ul. Reymonta 7. Najprawdopodobniej w Zofiówce mógł również przebywać i zostać zamordowany w 1942r. aktor Michał Znicz. Jednak brak pewności co do okoliczności i miejsca jego śmierci. Pod koniec lat 50-tych odkopano około 100 ciał znajdujących się w zbiorowej mogile obok ogrodzenia, w pobliżu budynków należących do liceum przysanatoryjnego.
Od roku 1956 mieściło się tutaj sanatorium przeciwgruźlicze, ale w 1985 r. szpital przywrócono do pierwotnej postaci. Pacjentami były głównie dzieci. Funkcjonował oddział dla dzieci z zaburzeniami neuropsychiatrycznymi, dla młodzieży uzależnionej od środków odurzających i dla dorosłych chorych psychicznie.
Zofiówka została opuszczona w roku 1998 i aktualnie budynek jest ruiną o przerażającym klimacie szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę jego historię. Jest to tak duży kompleks, że echo niesie się przez wszystkie pomieszczenia rozdzierając przerażającą ciszę. O uznanie prawa do udziału w nieruchomości stara się gmina żydowska. Na razie nie wiadomo jak sprawa się zakończy.
Skrytka: small umieszczony został pod dachem lewego skrzydła głównego budynku. Żeby go odnaleźć należy udać się klatką schodowa na samą górę, następnie stanąć tyłem do komina i szukać skrytki przed sobą pod dachem za małym filarem podtrzymującym konstrukcję.