Dzisiaj miałem piękny sen
Naprawdę piękny sen
Wolności moja, śniłem, że...
Tak śpiewał Ryszard Riedel, wokalista zespołu Dżem. W dniu ukrycia skrytki, skończyłby 62 lata. Nie pozostaje mi nic innego, jak dedykować ją liderowi zespołu Dżem.
Bohater niniejszej opowieści, niestety nie miał pięknego snu. Historia przypominała nieco, wydarzenia opisane przez Charlesa Dickensa w "Opowieści wigilijnej".
Duch pierwszy
Sknerus Keszus, jak co wieczór przeglądał statystyki minionego dnia. Bacznie wertował kolumny na łamach "Daily Hint News"...
- SŁOWA, SŁOWA, SŁOWA... Nic nie znaczące słowa! Po co marnować czyjś czas, pieniądze, środowisko?! Po raz ostatni kupuję tego szmatławca!
Denerwował się nasz poszukiwacz skrytek, że w dzisiejszym, już 51 wydaniu nie odnalazł weny. Między wierszami dostrzegł wyróżniający się napis... Pamiętaj 3!
Nic tylko jakieś dziwne teksty! A gdzie współrzędne??? >>> N 51 55.605 E 022 22.998
Chwilę, zastanowił się nad tym, nie potrafił jednak wyciągnąć żadnej pomocnej informacji. Odpuścił.
Pospiesznie zjadł kolację, skończył toaletę - mycie zębów przedłużył o 55 chwil - mak powłaził mu między zęby z drożdżówki, której nie zdążył zjeść podczas dzisiejszej wyprawy, a jutro już nie byłaby za dobra.
Czasu szkoda... Trzeba iść spać, jutro nowe kesze. FTF'y same się nie zdobędą! Zaplanowane 568 punktów w lidze przyjaciół czeka na zdobycie!
Aby mieć na koncie więcej, więcej i więcej skrytek - również tych poza granicami ojczystego kraju, Sknerus Keszus uczył się języków. A że był sknerą, uczył się sam - znaną metodą podświadomego słuchania. Wiedział, że najważniejsze, oprócz oczywiście języka polskiego (z którego niestety w szkole miał same tróje), to oczywiście angielski (dogadasz się prawie wszędzie), no i niemiecki (ajjj… te eventy Giga u zachodnich sąsiadów)… Więcej, jego głowa już by raczej nie pojęła... Nasunął słuchawki na uszy, włączył kolejną lekcję "Sitwa lernink" i przyłożył głowę do poduszki...
Ledwo minęła godzina 22 i do tego 22 minuta, pierwsza faza snu – zasypianie... Już wchodził w fazę snu płytkiego... Zerwał się nagle, wykrzykując:
- NA 944 ZDOBYTE W ZESZŁYM PÓŁROCZU KESZE! DUCHY JAKIEŚ, CZY CO?!
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie? Próbował otworzyć oczy.
Wydawało mu się, że spod łóżka chyba słyszy dziwne głosy. Wysunął głowę spod kołdry, spuścił ją powoli pod łóżko...
Wtem głos ryknął: szpilki… toddler… erarbeitet…!!!
Podskoczył na łóżku, złapał za poduchę i przycisnął mocno do podłogi. Gniótł ile wlezie. Po chwili zagląda, pod poduszką znalazł jedynie swój cudowny odtwarzacz "Sitwa...". Uspokoił się, napił wody ze szklanki (która była w połowie pełna) - cudownej wody ze źródełka przy jego ulubionym "erfie" i poszedł spać.
Duch drugi
Nastał nowy dzień. Keszus, migusiem zjadł śniadanko, zabrał podręczny zestaw keszera i wyszedł z domu. W planach miał zaliczenie T-piątki. Za cel obrał sobie zdobycie kesza w niezbyt odległej jaskini. Szedł szlakiem przez las. Aby nie tracić czasu, zabrał ze sobą zestaw "Sitwa lernink". Pilnie słuchał - przecież za cel obrał sobie wyprawę na wielonarodowościowe Giga.
Dotarł do wejścia. Przed nim upewnił się, że wszystko co powinien mieć znajduje się w jego zestawie keszera. Włączył czołówkę i ruszył dalej. Uszedł kilkadziesiąt kroków - spąg zaczął się obniżać. Keszus musiał paść na kolana! Nie do pomyślenia - jego nowiutkie spodnie wyprawowe przejdą chrzest w zakurzonym korytarzu! Dopiero co kupiony softshell też już brudny, do tego jego wygodne, trekingowe Slalom-on'y upaćkane dokumentnie w błocie!
Po kilkudziesięciu metrach, nie tylko chodzenia na czworakach ale i czołgania się - zobaczył to coś w oddali, to błyszczące i upragnione cudo!
Ale co to?! Jakieś wycie... Jakieś głosy... Przypomniała mu się scena z filmu, tylko w jego przypadku nie słyszał: Mój skarrrbie! Włos mu się zjeżył na głowie, pod pachami, na rękach i nie wiadomo gdzie jeszcze... Bał się podchodzić - to było przerażające.
Z początku nie mógł nic zrozumieć. Zbliżał się i coraz wyraźniej słyszał już poszczególne sylaby. Im bardziej zbliżał się do celu, słyszał coraz więcej... ugoda… tensions… fernen…
Hurra! Rozumiem, nie ma to jak nauka języków. Wiedziałem, że przyniesie to kiedyś owoce! Mam Hinta do skrytki!
Jednak zebrał się w sobie i podszedł szybkim krokiem. W zakamarku, w niewielkiej jamie leżał dyktafon, który w kółko powtarzał nagrane słowa... To była jakaś podróba „Sitwa lernink”! Kamień spadł mu z serca. Strach miał wielkie oczy. Ale niestety to nie była żadna podpowiedź i Keszus musiał dumać, jak dostać się do kesza. Spędził tam chyba ze 2o minut i wreszcie wpadł na trop - nagroda była wielka! Szybki wpis i T5 do matrixa zaliczone. Szybki odwrót i powrót do domu - dzień zmierzał ku końcowi.
Duch trzeci
Późnym wieczorem dotarł do domu. Usiadł do komputera, aby zalogować zdobyte dzisiaj kesze. Było ich tak dużo, że sen spowił jego powieki. Boroczek padł przy klawiaturze.
Przebudził się w nocy, leżąc na podłodze. Dotarło do niego, że spadł z krzesła.
W tle słyszał dziwne nieustanne wycie i buczenie. Do tego w pokoju dostrzegł dziwną poświatę... Przypomniał sobie, że siedział przed komputerem - więc to zapewne monitor.
Nic z tego, monitor był czarny - włączył się wygaszacz... Komputer w bezczynności defragmentował sobie leniwie dysk... Pewnie przez minione pół nocy przemielił 5155726.2222987 sektorów.
Złapał w pośpiechu czołówkę, włączył i... Na suficie zobaczył wielki świecący niebieskawą poświatą napis: celowo… legwork… bezahlt...
Wystraszony wyłączył światło. Chwilę po tym włączył ponownie - napisu nie było. A wszystko jakoś było lepiej widać. Czyżby coś nie tak z latarką? Inne światło, czy co?
O matuchno! Toż to widać w UV!
Wyłączył latarkę, zapanowała ciemność. Nie potrafił jednak nadal nic zrozumieć. Przypomniał sobie jednak, że podczas malowania sufitu (oczywiście, żeby inie tracić czasu, słuchał "Sitwa lernink", pomyślał, że poeksperymentuje z farbą UV do nowego kesza. Wszystko było już jasne... Tryb UV - WYŁĄCZONA - ZWYKŁE LED'y. Stąd napis pojawiał się i znikał.
Wtem, pojawiła się mara, robak jakiś niesamowity! Oślepiający blask! Było coraz jaśniej i jaśniej... Jednak chyba tylko strach ma wielkie oczy i te rozszerzone źrenice powodowały nadmiar dopływającego światła w pokoju wypełnionym mrokiem z delikatną zielonkawą poświatą. Po chwili przyzwyczaił się jednak do tego blasku, a może raczej ciemność zrównała się z dziwnym światłem. Ducha nie było. Okazało się, że plecak spadł z fotela, otworzyła się jego klapa a z wnętrza wypadła świeżo zakupiona (świecąca w ciemności) blaszka do nowiutkiego TravelBug'a, którego za kilka godzin miał wypuścić w świat na wyczekiwanym od miesięcy Giga.
Wycie i buczenie nie ustawało... Strasznie było to denerwujące, ale nie miał sił. Pomyślał, że prześpi resztę nocy choćby w ubraniu... Padał ze zmęczenia i bicie serca, spowodowane niecodziennym zdarzeniem, powoli się uspokajało. Odszukał koc, już się położył i nakrył. Wtem - znowu blask! Monitor! W tle… Masz nową wiadomość!!!
Szybko dopadł do klawiatury, szybkim gestem myszki otworzył skrzynkę pocztową... Przy okazji kopnął niechcący w komputer, buczenie ustało... No tak znowu brudny wentyltor - trzeba się tym zająć... W temacie wiadomości - Nowe skrytki w Twojej okolicy! Na świszczącego drewniaka! - nowiutki trail opublikował się tuż za miedzą - małpa jak się patrzy!
To by było na tyle ze spania. Keszus siedział i namiętnie rozwiązywał zagadki, które odsłaniały mu po kolei współrzędne ukrycia poszczególnych keszy z przepięknego geoarta. Przez chwilę w głowie mignęła mu myśl... Czemu ta małpa jest bez banana?
Miał już wszystko. Wysłał gpx'a na komórkę i GPS’a...
Nie mogąc pojąć, co się wydarzyło przez te ostatnie dni, chciał się pożalić bratniej duszy… Wysłał szybko maila do Zenka Matriksa, z którym umówił się na evencie. Dosłownie w trzech słowach, wykrzyczał mu, co się stało…
Więcej nie zdążył… Dostrzegł, że za oknem było już widno! W pośpiechu zjadł śniadanie. Pomyślał, czy to już wszystko… Zabrał GPS, telefon i powerbank'a. Do plecaka wrzucił kanapki, kilka puszek energetyków i ruszył w teren. Trail i event czekają!
Stojąc na podanych współrzędnych, znajdujesz się na jednym z placów w Łukowie - skrytka nie została tam ukryta. Kesz to mikrus, w którym znajduje się tylko logbook. Proszę zabrać ze sobą coś do pisania, pieczętowania. Bardzo proszę o dyskretne podejmowanie.