Kesz ten jest poświęcony zarówno miejscu, jak i osobie. Przy czym jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Oczywiście, nie da się wykluczyć, że Grażyna mieszkając w Lublinie przechodziła "przejazdem śmierci" jako mała dziewczynka, a także pod wiaduktem jako dorosła kobieta, ale dowodów na to nie mam żadnych.
Zacznijmy od miejsca: "przejazd śmierci" to okryte złą sławą miejsce na ulicy Bychawskiej (obecnie Kunickiego), gdzie droga łącząca dzielnicę Dziesiąta z reszta miasta krzyżowała się z torami kolejowymi. Miejsce to było znane z licznych wypadków śmiertelnych, stąd nazwa.
Z tego powodu już w 1911 roku rozpoczęła się budowa wiaduktu, którą to jednak przerwał wybuch I wojny światowej. Ciekawostką jest to, że wiadukt traktowany był jak obiekt strategiczny, tak tajny, że po wojnie nie udało się nawet odnaleźć jego planów!
Do budowy wiaduktu powrócono ostatecznie w Odrodzonej Rzeczpospolitej, w roku 1925, zaś udało się ją dokończyć w roku 1928. Co ciekawe, pierwotny wykonawca zrezygnował z budowy, przez co ukończyła ją inna firma. To fatum będzie ciążyć nad tym miejscem: gdy w drugiej dekadzie XXI wieku dokonywano kompleksowego remontu wiaduktu, to z placu budowy 'uciekły' bodajże dwie firmy. Przez wiele lat wiadukt był znany z tego, że na ulicy pod nim zbierała się woda deszczowa, przez co przejazd tunelem po obfitszych opadach dostarczał niezapomnianych przeżyć, zarówno dla kierowców, jak i dla pasażerów.
Skoro omówiliśmy już miejsce, czas opowiedzieć o osobie.
Grażyna Chrostowska jest patronką dużego placu tuż obok wiaduktu, stojącego w miejscu dawnego "przejazdu śmierci".
Urodzona w 1921, była poetką oraz działaczką podziemia niepodległościowego podczas drugiej wojny światowej. Została aresztowana przez Gestapo w maju 1941 roku, kiedy odwiedzała wraz z ojcem w areszcie gestapo swoją siostrę, Apolonię. Obie wywieziono we wrześniu 1941 do Ravensbruck, gdzie zostały rozstrzelane 18 kwietnia 1942 roku.
Kilka dni przed śmiercią Grażyna napisała swój ostatni wiersz, pt. Niepokój:
Niepokój
Dzień ten taki właśnie, jak „Niepokój” Szopena.
Ptaki nisko kołujące nad ziemią niespokojne.
Spłoszone z gniazd swych nadsłuchują.
W przyrodzie cisza. Ciepło jak przed burzą.
Z zachodu płyną niskie, ciemne chmury
Przewalają się po niebie wiosenne wichury.
Przyczajony lęk w sercu.
Tęsknota… tęsknota…
Chcę chodzić po rozmokłych, po dalekich drogach,
Słuchać szumu wichrów… Łowić oddech wiosny,
Czuć jak najgłębiej. Odnaleźć ciszę miłości.
Idę. Nie znajduję. Wciąż zmierzam i wracam.
Gdzieś daleko zostały chałupy wieśniacze,
Chmury poszły na wschód. I na wschodniej stronie
Stoją drzewa samotne, ciemne, pochylone.
W wichurze stoją i w ciszy, chwiane niepokojem.
Jej wiersze ocalały: część została przemycona z więzienia na zamku lubelskim, pozostałe zachowały się w pamięci współwięźniarek i zostały spisane już po wojnie.
O keszu:
Preforma PET, w środku logbook i ołówek, w miejscu, skąd rozpościera się wspaniały widok na wiadukt i plac Grażyny Chrostowskiej. Umieszczony z dala od jakichkolwiek elementów infrastruktury kolejowej, do której w ogóle nie trzeba się zbliżać.