Przechadzając się uliczkami wolskiego Koła, mamy niezwykłą okazję zetknąć się z całym wachlarzem niezwykłych nurtów architektonicznych. Tutejszymi licznymi osiedlami robotniczymi objawia nam się przekrój wielu wzniosłych koncepcji urbanistycznych.
Z jednej strony widnieją przedwojenne bloki Towarzystwa Osiedli Robotniczych (TOR) i Banku Gospodarstwa Krajowego wzdłuż Obozowej. Stoją równo, bokiem do ulicy niczym karne oddziały wojskowe. Tuż obok napotykamy uderzający kontrast. Osiedle bloków długich, o płynnych kształtach. Budynki nie tamują przestrzeni. Przepływa ona swobodnie przez prześwity i bramy wsparte na okrągłych w przekroju słupach czy obłych filarach. Przyroda przenika się z architekturą. To osiedle Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (WSM) "Koło-Wschód" ("Koło II").
Architektami tej perły powojennego modernizmu byli Szymon i Helena Syrkusowie, przed wojną związani ze środowiskiem awangardy artystycznej. To od imienia projektantki, lekko sfalowany blok przy ul. Ringelbluma 2 nazwany został "Uśmiechem Heleny".

"Uśmiech Heleny"
W blokach projektowanych na osiedlu WSM Koło-Wschód architekci zastosowali autorskie rozwiązania. Prefabrykaty były produkowane na miejscu, z gruzu, który zwożono na Moczydło - były to resztki rozebranych po wojnie ruin domów na Woli, Młynowie i zachodnim Śródmieściu. Powstała z nich górka (dwie kolejne usypane z gruzów są na Czerniakowie i Szczęśliwicach) stanowiąca dziś integralną część parku Moczydło (w latach 80 działał na niej wyciąg narciarski).

Osiedle zaprojektowano jako zespół 50 luźno stojących bloków galeriowców i klatkowców oraz żłobków, przedszkoli, szkół, domów społecznych. Budynki mają znakomite proporcje i zaskakują detalami architektonicznymi, takimi jak wychylające się balustrady balkonów czy osłony wejść w formie plasterków sera.
Pierwsza część osiedla powstała u schyłku lat 40. i składała się z 13 dużych bloków. To one są dziś najcenniejszą częścią zespołu. To klatkowce i galeriowce. I jedne, i drugie ożywione są wieżami klatek schodowych, z tym że w galeriowcach są one wolno stojące.

W 2008 r. Koło II wpisano do rejestru zabytków jako wybitny przykład architektury powojennego modernizmu. Chroni on zarówno układ urbanistyczny, jak i około 30 poszczególnych budynków.
Picasso?!
Pablo Picasso przyjechał do Polski w sierpniu 1948 r. na odbywający się we Wrocławiu Światowy Kongres Intelektualistów. Miał być w Polsce trzy dni, a został dwa tygodnie. Przy okazji odwiedził Kraków, obóz w Auschwitz i Warszawę. Tu spotkał swoich przyjaciół - architektów Helenę i Szymona Syrkusów. Na Kole było już prawie gotowe osiedle WSM. 3 września Syrkusowie zawieźli Picassa na budowę. Artysta był pod wrażeniem funkcjonalności wznoszonych bloków i wykorzystania jako materiału budowlanego mielonego gruzu ze zburzonego miasta. Zwiedzając pusty jeszcze dom przy ul. Deotymy 48, w jednym z mieszkań narysował węglem na ścianie syrenkę z młotkiem zamiast miecza w dłoni (symbol odbudowy i pracy). Dzieło mistrza miało ok. 180 cm wysokości.

Prawdopodobnie jedyne zdjęcie wolskiej Syrenki Picassa
Wkrótce potem klucze do mieszkania z syrenką odebrała w spółdzielni nowi właściciele. Lokatorzy musieli znosić nieustanne wycieczki do syrenki. Przyjeżdżali ludzie z całej Polski. Do mieszkania przy Deotymy od rana do wieczora dobijały się delegacje z zakładów pracy i szkół, niekiedy po kilkaset osób dziennie. Wizyty często były niezapowiedziane (nie było jeszcze wtedy telefonów). Pewnego razu zawitał nawet sam Bolesław Bierut ze swoją świtą. Gospodyni z początku była dumna, że ma w domu rysunek największego artysty XX w. Szybko jednak straciła sympatię do syrenki i zawiesiła przed nią zasuwaną kotarę. W końcu zwróciła się do spółdzielni o zgodę na zamalowanie dzieła podczas remontu pokoju.
W sierpniu 1953 r. zarząd WSM odpowiedział pozytywnie. "Przyszli malarze. Rozstawili swoje drabiny. Jeden zabrał się za ścianę z Picassem. Rany - powiedział malarz - kto to pani zrobił. Mój szwagier by to namalował. I chlapnął farbą. No i nie było już syrenki Picassa".
Według wielu sprzecznych teorii obraz wciąż może znajdować się pod warstwą farby. Inne osoby sugerują jednak, że w czasie prac remontowych skuto także stary tynk (doszczętnie niszcząc rysunek) - potwierdzają to wykonane ostatnio prześwietlenia ścian. Najprawdopodobniej dzieło przepadło już na zawsze.
Kesz:
Skrzynka to preforma PET ukryta w sercu osiedla WSM Koło-Wschód. Znajduje się zaledwie kilkanaście metrów od drzwi mieszkania w którym Picasso namalował Syrenkę (lokal nr. 8). Bądź bardzo ostrożny i zachowaj szczególną dyskrecję podczas podejmowania pojemnika. Pamiętaj, że pobliski budynek jest galeriowcem - możesz być obserwowany z jednego z wielu tarasów. Jeśli nie masz możliwości podjęcia kesza bez spalenia miejscówki, wróć tu innym razem.