Skip to content

4 Baśniowy Wałbrzych Traditional Cache

Hidden : 8/17/2018
Difficulty:
1.5 out of 5
Terrain:
1.5 out of 5

Size: Size:   small (small)

Join now to view geocache location details. It's free!

Watch

How Geocaching Works

Please note Use of geocaching.com services is subject to the terms and conditions in our disclaimer.

Geocache Description:


Baśniowy Wałbrzych

Zapraszamy Was na niedzielny spacer podczas którego poznacie baśnie i legendy o Wałbrzychu. Krótka seria 10 keszy na podstawie książki Baśniowy Wałbrzych.

Turecka studnia - Danuta Orska
    Wielka zapanowała radość, gdy Pan zamku Grodno powrócił z wypraw krzyżowych jako zwycięzca. W całym zamku aż huczało od śmiechów i muzyki. Parobcy z dziewkami i i wiechy na dziedzińcu tańcowali.
    Służba żwawo krzątała się po zamkowych komnatach, rychtując powitalną ucztę na cześć władcy i jego dzielnych rycerzy. Do wielkiej biesiadnej komnaty wnosili ławy do siedzenia baranicami wyściełane, stoły bielonym płótnem nakrywane, na których drudzy misy zjadłem przednim stawiali. A czegóż tam nie było! I ptactwo pieczone przyrządzane na słodko i upieczony odyniec a na żerdzi wbity, prosięta z jabłkiem w ryjku. Kosze pełne dorodnych owoców rodzimych i zamorskich stawiane na stół a kolorem w słońcu wygrzane mieniły się jako kwiaty między pieczystym. Na sam koniec wnoszono dzbany pełne czerwonego wina i rozstawiano puchary złocone do wznoszenia toastów.
    Na honorowym miejscu za stołem usadowił się hrabia z małżonką, niezwykle urodziwą niewiastą. Dalej rozsiedli się dzielni wojownicy fetując zwycięstwo wraz ze swoim panem. Wino lało się strumieniem, przepijano toasty jeden do drugiego. Grajkowie upojeni trunkiem i pokrzepieni jadłem grali, jakby jeno muzyka była w całym świecie. Co młodsi zrywali dziewki do tańcowania a one z piskiem wirowały, aż spódnice i zapaski pod powałę się wspinały, odsłaniając gołe uda. W końcu grajkowie z utrudzenia na chwilę smyki opuścili i muzyka ustała. Zrobiło się tak cicho, jak by maku na grzędach nasiał. Tylko dziewki leciutko w garść chichotały jeszcze rozbawione. Pół pacierza trwało nim pana Grodna do głosu dopuszczono.
    Hrabia wstał, ujął puchar z winem i uderzył weń pierścieniem rubinami wysadzanym. Rozległ się po komnacie dźwięk, jakoby dzwony kościelne walić zaczęły. Rozbawiona gawiedź zamilkła.
     - Wojowanie z wrogiem - zaczął przemowę hrabia - to honor każdego rycerza. W imię Boga walczyliśmy z tymi, co na wiarę chrześcijańską nastawali i pokonaliśmy niewiernych. Trudy nasze wynagrodziły liczne trofea zdobyte na wrogu, takoż i zastępy jeńców w jasyr wziętych z rozbitych hord tureckich.
    Władca na chwilę zawiesił głos, upił łyk wina z kielicha i rzekł:
— Między jeńcami, com ich na zamek wprowadzić kazał, jeden Turek ze znacznego rodu był się znalazł imieniem Sawasz. Tedy rozporządzeniem moim giermkiem go uczyniłem jako sługę przybocznego. Pan zamilkł na chwilę, a potem nakazał:
— Wprowadzić Turka!
Tedy straż zamkowa przywiodła jeńca do komnaty, gdzie zgromadzeni byli biesiadnicy. Przed obliczem panującego stanął jeniec. Był on niewielkiej postury, śniadawy i czarnym jak sadze w kominie owłosieniu. Resztki bogatego odzienia przewiązanego w pasie trokami znakowało, że to człek niezwyczajny. Stał tak chwilę dumnie wyprostowany, patrząc w stronę pana. Wtem w komnacie dały się słyszeć głosy, wprzódy słabowite, potem mocniejsze:
— Na kolana... Na kolana. Na kolana! — coraz to głośniej i głośniej.
Wrzawa była tak wielka, że słów już żadnych odróżnić nie można było, jeno tumult wielki i jeden jazgot. Hrabia uniósł rękę. Na dany znak w komnacie zaległa cisza. Turek ugiął kolana i upokorzył się przed panem. Wówczas ten przemówił:
— Żem miłosierny i krzywdy nijakiej z grymasu robić nie jestem zwyczajny, na zamku jako mój sługa przyboczny zostaniesz. Baczenie mieć będę na twoje sprawowanie. Kiedy się sprzeniewierzysz, pójdziesz jako twoi kompani do wyrobisk skalnych na ciężkie roboty.
    Wtenczas Turek, nie wstając z kolan, ręce złożył jak do modlitwy, trzy razy dotknął czoła i pokłonił się hrabiemu nisko w podzięce za łaskawość. Na dany przez hrabiego znak, straż wyprowadziła jeńca z biesiadnej komnaty.
    Zabawie i ucztowaniu końca nie było. Świt nastawał i mgła bieluśka jako mleko z rannego udoju po górach się rozlała, gwiazdy z nieba pospadały na drugi koniec świata, słońce jeszcze z nocy nieprzytomne, w dolinach osiadłą rosę spijało. Tu i ówdzie polegiwali utrudzeni balowaniem biesiadnicy. Nowy dzień zaglądał na dziedziniec zamczyska. Złociste promienie słońca przedzierały się przez gęstwinę splątanych gałęzi i listowia, rozświetlając z wolna mury starego Grodna. Życie zaczynało toczyć się dalej zwyczajnym trybem. W końcu mijały i lata: jedni się rodzili, inni umierali. Wyprawiano weseliska, chrzciny i pogrzeby. Turek służył wiernie swemu panu. Jednako w zadumie wracał myślami do swoich, do krainy, z której się wywodził. Tęsknota go brała za żonami, których miał wiele, jako przystało bogatemu Turkowi, za dziateczkami swoimi, które wyrastały bez ojca.
    Któregoś dnia, kiedy słońce stało wysoko, a zapach siana unosił się wszędy, ośmielony życzliwością hrabiego padł mu do nóg prosząc o ułaskawienie i obdarowanie go wolnością za lata wiernej służby, aby mógł wrócić do krainy, z której pochodził.
    Hrabia w swojej wspaniałości przyrzekł mu wolność, ale pod jednym warunkiem.
— Musisz na dziedzińcu zamkowym wykopać studnię — rzekł. — Jak ją wykopiesz i znajdzie się w niej woda, to wtenczas puszczę cię wolno — dodał. W sercu Sawasza zaświtała nadzieja powrotu do ojczyzny, którą tak haniebnie musiał był opuścić i z nastaniem dnia zabrał się za wykruszanie skały, w której miał być wykopać owa studnię. A nie było to łatwe, oj nie. Bo zamek Grodno stał na bardzo twardej skale. Przez długie dwadzieścia roków, krusząc skałę, turecki niewolnik dumał o wolności. A że był zawzięty w sobie, postanowił, że studnię wykopać musi. Nawet gdyby jakiego czarta o pomoc przyszło prosić albo na wiarę chrześcijańską się obrócić.
    Jednego dnia, kiedy Turek o świcie właził do rozkopanej jamy, głębokiej na sześć sążni, oczom jego ukazała się na dnie kamienistym upragniona woda. Radość Sawasza była ogromna! Na kolanach zanosił modły do opatrzności, że była tak łaskawa i wspomagała jego utrudzenie.
    Władca Grodna dotrzymał danej obietnicy i z jego rozkazu godnie Turka na drogę zaopatrzono. Długo tułał się uwolniony jeniec po lasach i bezdrożach, nim dotarł na miejsce przeznaczone — do swojego Turkiestanu, który kiedyś był jego ojczyzną. Ale teraz wszystko tam było nie takie, jak dawniej.
— Nie dziwuj się człeku, toć nie było cię więcej niż ćwierć wieku — odpowiedział zagadnięty przez przybysza starzec. — Jedni po świecie się rozproszyli, inni pomarli a drudzy się sprzeniewierzyli — westchnął ciężko starowina i stukając kosturem po wybojach, poszedł przed siebie mamrocząc coś pod wąsem.
    Sawasz familii nie znalazł, ani też miejsca, gdzie onegdaj stał jego pałac z przepychu na całą okolicę słynący. Turek usiadł, złapał się rękami za głowę i głośno zaszlochał. Serce jego rozdarło się z bólu, jakby kto weń półksiężycem raził. Zapadał już zmrok i słońce na czerwono za góry się chowało, ustępując miejsca księżycowi z całą świtą gwiazd, kiedy po długich rozmyślaniach Sawasz postanowił wrócić do Lechistanu, na zamek Grodno, gdzie wiele lat życia oddał hrabiemu w posługach. Wybrał się więć w drogę na powrót. Kiedy stanął u bram zamku, straż — uznając go za obcego — nie chciała wpuścić za mury. Zagrodziła mu wejście halabardami. Turek zaklinał pilnujących bramy żołnierzy i błagał, aby zaprowadzili go przed oblicze hrabiego. Dopiero po długich przemowach wzięli Turka we dwóch pod pachy, zawlekli do zamku i ostawili w sieni. Przykazali, żeby na wezwanie hrabiego czekał, a sami poszli z meldunkiem do pana.
    Jakie było zdziwienie hrabiego, kiedy rozpoznał w przybyłym owego niewolnika, którego onegdaj obdarował wolnością.
-Jaka przyczyna nakazała ci na powrót zjawić się w moim grodzie? — zapytał klęczącego u jego stóp Turka.
    Przybysz opowiedział hrabiemu o swojej niedoli, prosząc pana, aby mu w swojej łaskawości pozwolił pozostać na zamku, gdzie wiernie do dni ostatnich służyć mu będzie. Wyznanie Sawasza poruszyło hrabiego i  w swojej dobroci zezwolił na pozostanie przydzielając mu funkcję parobka stajennego z prawem posiadania dozgonnie, oddzielnej izby do pomieszkania.
    Takim to sposobem Turek na powrót znalazł się w Lechistanie. A hrabia zyskał podwójnie: studnię na dziedzińcu i niewolnika, który służył mu wiernie do końca swoich dni. Kto nie wierzy, niech do zamku Grodno pojedzie: studnia do tej pory się tam znajduje.


Dla osób wolących słuchać mamy wersję na słuchawki - https://youtu.be/xjgtFtk_D9k

O keszu:

Mały pojemnik z logbookiem i ołówkiem. W keszu ukryte są literki potrzebne do odnalezienia finału. Do każdej skrytki jest spoiler kiedy koordynaty będą przeszkadzać a nie pomagać.

Zapraszamy do zaprzyjaźnionej skrytki związanej bardziej z legendą. Zamek Grodno TU KLIKNIJ

Polecamy serdecznie!

Additional Hints (Decrypt)

Cvra, xnzvra

Decryption Key

A|B|C|D|E|F|G|H|I|J|K|L|M
-------------------------
N|O|P|Q|R|S|T|U|V|W|X|Y|Z

(letter above equals below, and vice versa)