Baśniowy Wałbrzych
Zapraszamy Was na niedzielny spacer podczas którego poznacie baśnie i legendy o Wałbrzychu. Krótka seria 10 keszy na podstawie książki Baśniowy Wałbrzych.
Czarne kamienie - Liliana Wiercińska - Gronuś
Dawno, dawno temu na wałbrzyskiej ziemi, pośród wzgórz zielonych, w ubogiej chatce mieszkała wielodzietna rodzina - taka, jakich wiele. Matka głównie zajmowała się domem, choć czasem też pracowała w polu. I oczywiście opiekowała się swoimi dziećmi, a miała ich dziewięcioro. Ojciec ciężko uprawiał mało urodzajną ziemię, pomagał w młynie, niekiedy pasał owce i kłusował na dziką zwierzynę. Niestety, często też zapominał, że jest głową tak licznej rodziny i przesiadywał w szynku, grając w karty i pijąc piwo. Dochodziło tam czasem do kłótni i bójek między mężczyznami, którzy wypili zbyt wiele. Gdy panowie szukali zapomnienia w alkoholu, kobiety przejmowały większość męskich obowiązków: pracowały w polu lub obejściu. Z tego też względu nie mogły poświęcać swoim dzieciom tyle czasu, ile by chciały. Choć - co trzeba przyznać - głównie opiekowały się najmłodszymi pociechami, które albo gorączkowały, albo ząbkowały. W tym czasie starsze dzieci zajmowały się przeważnie pracą, ale problem był ze średnimi, bowiem te nie umiały być tak pomocne i często znikały z obejścia na dłuższy czas. I takim właśnie średnim dzieckiem był Janek, który powinien paść owce, ale tego nie lubił. Jego głowa zajęta była wszystkim, co się wokół niego działo. Patrzył jak pszczoły zbierają miód, obserwował motyle, podglądał ptaki. Wszędzie go było pełno.
Pewnego razu chłopiec zauważył norę, do której lisica znosiła upolowane ptaki. Obserwował to miejsce przez kilka dni, aż w końcu doczekał chwili, gdy czarne noski młodych lisków wychyliły się z nory. Upodobał sobie jednego z nich. Bardzo chciał zabrać go do domu. Jednak gdy Janek zbliżył się do norki, ziemia zapadła mu się pod nogami. Jakoś udało mu się wyczołgać z jamy, ale był cały brudny i osmolony. Schylił się aby otrzepać spodnie i nagle dostrzegł w jamie małe, błyszczące, czarne kamyki. Chłopięcym zwyczajem pozbierał je i schował do kieszeni.
Wieczorem Janek wyciągnął znalezione w norze czarne kamienie i począł się nimi bawić. Mama zauważyła, że strasznie się przy tym ubrudził. Nakazała więc, aby umył ręce. Ale po chwili Janek ponownie się bawił i nie dość, że znów miał czarne ręce, to jeszcze poplamił spodnie. Zdenerwowana matka nakazała mu natychmiast wyrzucić te „brudne" kamienie. Janek cisnął je w piec, który po chwili zrobił się czerwony od żaru, dając tym samym przyjemne ciepło! Kamienie płonęły, najpierw niebieskim płomieniem, potem rozżarzały się do czerwoności i na koniec zamieniły w popiół. Chłopiec opowiedział o tych dziwach matce, ale ta - zapracowana — skarciła go, żeby nie zawracał jej głowy. Późnym wieczorem, gdy ojciec wrócił z szynku, chłopiec przysiadł obok niego na drewnianej ławie. Jemu też próbował opowiedzieć o dziwnych kamieniach, które po wrzuceniu do pieca wypalają się na popiół. Ale i ojcu nie bardzo chciało się wierzyć w fantazje chłopca. Następnego dnia Janek znów zawędrował do jamy liska. Nazbierał pełne kieszenie tajemniczych kamieni. Ponowił próbę: wrzucił je do pieca i czekał. Już po chwili w izbie było przyjemnie ciepło, a w piecu, aż huczało. Kamienie rozżarzone do czerwoności paliły się przez długą chwilę. Matka wreszcie zainteresowała się zabawą chłopca. Zwróciła uwagę na płonące kamienie, bo dzięki nim jadło tego dnia ugotowało się szybciej niż zwykle. Rozmówiła się z mężem i uradzili, że pójdą zobaczyć do lisiej jamy. Podążali za chłopcem w milczeniu. W końcu dotarli do celu i Janek wskazał rodzicom lisią norę. Nazbierali sporo kamieni. Piec wesoło huczał cały czerwony od dziwnych węgli. Już po kilku dniach wieść rozniosła się po całej wsi. Ludzie zbierali tajemnicze czarne kamienie i zanosili je do swoich domów. Po pewnym czasie, zadowoleni z ciepła, już nie tylko wybierali węgle z jamy, ale i wokół niej poczęli kopać. Kamienie bowiem sprawiały, że w domu było cieplej i strawa gotowała się szybciej. Z każdym dniem węgla wydobywali coraz więcej i więcej. I tak z nic nieznaczącej lisiej jamy, dzięki ciekawemu dziecku, odkryto na naszych ziemiach węgiel. W miejscu, gdzie lisica miała młode, powstała pierwsza kopalnia węgla na terenie Wałbrzycha. Nazwano ją „Lisią Sztolnią ". Z czasem zaczęły też powstawać inne miejsca wydobycia węgla. Rozwinęło się górnictwo i kominy poczęły wyrastać jak drzewa. Na pamiątkę pierwszej kopalni w Wałbrzychu ustawiono wielki kamień z emblematem górniczym, młotkiem i perlikiem oraz napisem, że w tym miejscu 18 czerwca 1794 roku z podziemi wypłynęła pierwsza barka z węglem. Nieco dalej nad bramą jednego z budynków umieszczono płaskorzeźbę przedstawiającą górnika pchającego łódź. Było to godło karczmy „Pod Żeglugą", w której pokrzepiali się woźnicy czekający na węgiel. Zasiadali w niej też górnicy po pracy i opowiadali o tym, jak to Karkonosz — duch gór i skarbów podziemnych - przechadza się po kopalnianych korytarzach.
Dla osób wolących słuchać mamy wersję na słuchawki - https://youtu.be/PBLu9fAkrV4
O keszu:
Mały pojemnik z logbookiem i ołówkiem. W keszu ukryte są literki potrzebne do odnalezienia finału. Do każdej skrytki jest spoiler kiedy koordynaty będą przeszkadzać a nie pomagać.
Zapraszamy do zaprzyjaźnionej skrytki związanej bardziej z legendą. Lisia Sztolnia TU KLIKNIJ
Polecamy serdecznie!