Przy ulicy 3 Maja 22 znajduje się murowana kamienica z początku XX wieku, teoretycznie jedna z wielu, jakie znaleźć można w centrum. Jednak ta konkretna kamienica posiada bardzo interesującą historię: w jej murach mieszkała cała mozaika dwudziestowiecznych mieszkańców Lublina. Wśród nich znajdziemy i przedwojennych bogatych żydowskich kupców, rodzinę powojennych działaczy komunistycznych, bohatera II wojny światowej, przedsiębiorców, architektów, fotografów i podwójnego mordercę. I ta ostatnia postać będzie nas najbardziej interesować.
Ale zanim do niej przejdziemy, wspomnijmy krótko o lokatorze mieszkania pod numerem 5, poruczniku Marianie Mokrskim, patronie jednej z lubelskich szkół oraz ronda przy ul. Zana. Porucznik Mokrski urodził się w 1915 roku. Maturę zdał w gimnazjum im. hetmana Zamoyskiego i został przyjęty na Wydział Morski Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu. W czasie II wojny światowej został bohaterem, gdy jako nawigator okrętu podwodnego ORP „Orzeł” umożliwił w 1939 roku ucieczkę jednostki z Tallina, gdzie została internowana.
Mokrski z pamięci (!) narysował mapę dna Bałtyku i cieśnin duńskich i przy pomocy tej mapy nawigował okręt na trasie Tallin – Anglia. Podróż do Anglii trwała 6 tygodni! W nagrodę porucznik dostał od dowódcy okrętu pochwałę i dwie ostatnie puszki ananasa – prawdziwy order czasów wojny. Do dzisiaj w londyńskim muzeum im. gen. Sikorskiego mapa ta jest przechowywana.
Niestety, szczęście porucznika, podobnie jak całego okrętu skończyło się w czerwcu 1940 roku, kiedy to ORP „Orzeł” nie wrócił z patrolu. Jako datę śmierci przyjęto datę, kiedy okręt miał wrócić do portu – 8 czerwca 1940 – i taka to data istnieje na symbolicznym nagrobku porucznika na cmentarzu przy ulicy Lipowej.
Ale wróćmy do mordercy.
Jest 25 marca 1957 roku. 9.30 rano. Z kamienicy przy 3 Maja 22 wypada młody człowiek, który krzyczy, że zamordowano jego rodziców. Po chwili w kamienicy roi się od milicjantów i dziennikarzy – otóż kilka dni wcześniej przy 3 maja 14 otwarto redakcję „Kuriera Lubelskiego” – tak więc dziennikarze mieli sensację na wyciągnięcie ręki. I nie mylili się – w najbliższych tygodniach nakład „Kuriera” sprzedawał się na pniu.
Ofiarami okazało się małżeństwo Gorzelów – dwoje długoletnich działaczy komunistycznych. Oboje doświadczeni przez powojenny los – ze względu na swoją działalność byli kilkukrotnie celem ataków antykomunistycznej partyzantki w swojej rodzinnej wsi. Już w 1945 pod osłoną oddziałów ORMO wyprowadzili się z rodzinnej wsi – Kozic pod Piaskami – i zamieszkali w Lublinie. Co więcej, do rodzinnej wsi wracali rzadko i nigdy, ale to nigdy, nie zostawali tam na noc.
Dodatkowego smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Franciszka Gorzelowa znała się z Józefem Franczakiem „Lalkiem”, ostatnim z partyzantów (pochodzili z jednej wsi) – i to prawdopodobnie właśnie Franczak stał za przynajmniej częścią ataków na rodzinę Gorzelów.
Nic dziwnego więc, że pierwszą hipotezą śledczych była właśnie zemsta „ludzi z lasu” na działaczach komunistycznych. Hipoteza ta szybko upadła – obie ofiary zostały zabite przy pomocy młotka, co wskazywało raczej na pospolity mord. Co więcej, dość nieudolnie próbowano upozorować napad rabunkowy – z kieszeni jednaj z ofiar zniknęły pieniądze, ale jednocześnie morderca nie zdjął z ręki drogocennego zegarka ani nie ukradł portfela drugiej.
Zgon, zdaniem lekarza, nastąpił zaledwie kilkadziesiąt minut przed znalezieniem ciał, co sugerowało przedział pomiędzy 8mą a 9tą.
W chwili znalezienia zwłok w mieszkaniu było dwoje domowników: Ryszard Gorzel, starszy syn Franciszki i Mieczysława oraz ich szwagierka, żona brata gospodarza. Podejrzane było to, że kobieta nic nie słyszała: ani odgłosów szamotaniny, ani jakiegoś chociażby pukania do drzwi – pojawiało się więc pytanie: jak morderca wszedł do mieszkania? Ciała odnalazł Ryszard, który pracujący jako mechanik w warsztacie przy ulicy Orlej, który przyszedł do domu na drugie śniadanie. Młody człowiek zeznał, że najpierw poszedł do kuchni, aby przygrzać sobie bigosu, a później zajrzał do sypialni rodziców, gdzie odnalazł ciała.
Jednak w jego zeznaniach szybko wykryto niespójności – wątpliwości śledczych wzbudził fakt, że wybiegając z domu starannie ominął wszystkie ślady krwi, czego raczej nie zrobiłaby osoba w szoku. Dodatkowo, śledczy zauważyli na ślady twarzy Ryszarda zadrapania, na jego odzieży drobiny krwi, które raczej nie powinny się tam znaleźć, zaś jego zeznania nie do końca pokrywały się czasowo. Podczas rewizji w warsztacie na Orlej znaleziono młotek, na którym znajdowały się ślady krwi ofiar. To ostatecznie pogrążyło Ryszarda Gorzela. 29 marca mężczyzna został aresztowany, a następnego dnia przyznał się do zamordowania rodziców.
Jaki był powód morderstwa rodziców? Miłość. Do kobiety Ryszard chciał ożenić się z Danutą, pracującą na poczcie jako telefonistka. Niestety dla niego, jego wyboru nie pochwalała matka. Z jakiegoś powodu nie lubiła nie tylko swojej niedoszłej synowej, ale także jej rodziców (malarzu pokojowym i gospodyni domowej), których określała podobno jako „element niepewny klasowo z odchyleniem dewocyjnym”.
Danuta nalegała na ślub (kościelny!) jeszcze przed Wielkanocą, która wypadała pod koniec kwietnia 1957. Kiedy Ryszard poszedł porozmawiać z matką o ślubie, zamiast jej zgody dostał cios w twarz (stąd wzięło się zadrapanie). Niewiele myśląc chwyci za znajdujący się w sypialni rodziców młotek (który został tam po tym, jak dzień wcześniej naprawiał okno) i uderzył matkę kilka razy. Wybiegając z sypialni rodziców zderzył się z ojcem. Chcąc pozbyć się jedynego świadka uderzył ojca w głowę, a kiedy ten padł na ziemię, zaciągnął go do sypialni i tam uderzył w głowę jeszcze kilka razy.
Jednak wygląda na to, że morderstwo musiało być zaplanowane, bo Ryszard wpadł na pomysł upozorowania napadu rabunkowego – musiał się jednak śpieszyć, bo w mieszkaniu ciągle była szwagierka. Opróżnił więc tylko portfel matki i wyrzucił rzeczy z szafy na podłogę, pozorując poszukiwanie kosztowności. Następnie owinął narzędzie zbrodni w gazetę i udał się do pracy. Młotek ukrył w warsztacie, w nadziei, że milicja go nie znajdzie. Starał się zachowywać naturalnie. Po dwóch godzinach uznał, że będzie podejrzane jeśli, jak co dzień, nie przyjdzie do domu na drugie śniadanie. Wychodząc zabrał z pracy klucz francuski (który potem zostawił w mieszkaniu, żeby zmylić śledczych).
Kiedy dotarł na miejsce, jego stryjenka już wstała. Poszedł do kuchni, ogrzał bigos, a następnie rozmawiając z krewną niby przez przypadek dostrzegł krew w przedpokoju, wpadł do sypialni rodziców, aby następnie wybiec na ulicę wzywając pomocy.
Proces Ryszarda Gorzela rozpoczął się 27 czerwca 1957 r. przed Sądem Wojewódzkim w Lublinie. 1 lipca 1957 r. Ryszard Gorzel został skazany na podwójną karę śmierci przez powieszenie oraz na pozbawienie praw publicznych i obywatelskich na zawsze. W ostatnim słowie oskarżony powiedział, że nie chciał zabić rodziców.
Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski.
Wyrok został wykonany 14 listopada 1957 roku na dziedzińcu więzienia mokotowskiego w Warszawie.
Jako ciekawostkę należy podac fakt, że Danuta wystosowała do sądu prośbę o zezwolenie na ślub z oskarżonym. Ponoć do końca nie wierzyła w jego winę i wciąż go kochała. Zgody nie uzyskała, zaś sąd w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że dziewczyna była moralnym współsprawcą tej zbrodni.
Teraz zajmijmy się keszem: stojąc na koordach początkowych jesteś przed bramą kamienicy, w której mieszkali Gorzel i Mokrski. Nad bramą znajdują się dwie daty, zapisane cyframi rzymskimi.
Zapisz je cyframi arabskimi, a następnie dodaj do siebie. Powinieneś uzyskać czterocyfrową liczbę. Wynik zapisz jako ABCD.
Przykład, jeśli daty zapisane nad bramą kamienicy to 1900 i 2000, to w wyniku dodawania uzyskasz 3900.
Teraz udaj się w (B-D)(A+D)(C+C),A(A+C) metrów na azymut D(B+D)(A+C),(A+D)D. Uwaga: nawiasów nie mnożymy.
Tam szukaj kesza, a przy okazji - po drugiej stronie ulicy, tuż obok apteki mieścił się warsztat, w którym pracował Ryszard Gorzel. Idąc po kesz, podążałeś dokładnie jego śladami, od miejsca zbrodni aż po miejsce, gdzie ukrył narzędzie mordu.
W keszu znajduje się tylko logbook, koniecznie weź coś do pisania.
Miejsce w dzień bardzo zmugolone, miej oczy dookoła głowy.
Proszę o niezamieszczanie zdjęć maskowania w logach.