To miejsce i jego historię odkryłam kilka lat temu, właściwie przypadkiem. W czasie spaceru zwróciłam uwagę na lipy rosnące w polu – skojarzyły mi się z drzewami sadzonymi zwykle w pobliżu kapliczek. Zeszłam ze ścieżki i pod drzewami zobaczyłam zdewastowany postument. Pomyślałam, że może w tym miejscu kiedyś stała kapliczka, którą potem przeniesiono kilkanaście metrów dalej, ale prawda okazała się znacznie ciekawsza.
Pod koniec XVII w. do Wrocławia z Norwegii przybył rzeźbiarz, Thomas Weisfeldt. Bardzo utalentowany (jego prace znajdują się m.in. w kościele Św. Krzyża czy Bożego Ciała), ale niestety porywczy. W 1715 r. w akcie szału pobił swojego młodocianego pomocnika i dłutem obciął mu rękę. Obciążono go za to karą pieniężną i dodatkową pokutą – miał sfinansować materiał i własnoręcznie wykonać kamienną figurę św. Jana Niepomucena, którego kult właśnie zaczynał szerzyć się na Śląsku. Był to pierwszy Nepomucen, jaki powstał we Wrocławiu. Pomnik stanął przed bramą Mikołajską a kiedy w 1746 r. rozbudowywano forytyfikacje miejskie Nepomucena przeniesiono na Osobowice i postawiono przy dawnym szlaku pielgrzymkowym wiodącym na Górę Kapliczną, dokładnie w tym miejscu w którym stoimy. Ale to nie był koniec jego wędrówki.
Nepomucen bez większego uszczerbku przetrwał wojny i czasy komuny, starzał się tylko i trochę niszczał, jednak w latach 80 dosięgnął go poważny cios - figurę zdewastowano. Najpierw w klasyczny sposób, utrącając jej głowę, która walała się gdzieś w krzakach, a potem nieudolną konserwacją (głowę przytwierdzono za pomocą cementu a posąg odmalowano „na bogato” : biała twarz, czarny zarost a cokół na niebiesko i czerwono). Aby zapobiec kompletnemu zniszczeniu (w międzyczasie fragment tarczy herbowej przytwierdzonej do cokołu odrąbano i próbowano sprzedać na wrocławskim targu staroci) Nepomucena przeniesiono na dziedziniec przed kościołem i poddano renowacji (sfinansowanej przez żonę ówczesnego konsula Niemiec). Możecie go tam odwiedzić - wracając zatrzymajcie się przy kościele św. Teresy przy ul. Osobowickiej albo przejdźcie tą urokliwą dróżką obsadzoną brzozami (cały czas prosto do końca i na rozstaju w lewo).