Weź coś do pisania!
Z Zerwanym Mostem związana jest miejscowa legenda. Na przełomie XIX i XX wieku postanowiono wybudować trasę łączącą Białystok z Jeżewem. Niezbędna była oczywiście budowa mostu. Powstał projekt i w granicach roku 1900 zaczęto budowę 365 metrowego mostu na wysokości 7,5m nad lustrem wody.
Roboty się przeciągały, no i wtedy podobno w sprawę wmieszał się diabeł. Obiecał, że dokończy budowę mostu w kilka dni, ale kto pierwszy przejdzie po nowym moście, będzie ofiarą diabła. Cóż było robić, robotnicy nie byli w stanie sami budowy dokończyć, przystali więc na pakt z diabłem.
Jak diabeł obiecał, tak się stało, most powstał błyskawicznie, a robotnicy wymyślili fortel i jako pierwszy przez most został przepuszczony stary, kulawy koń. Rozwścieczony diabeł zapowiedział, że ten most, jak i każdy następny wybudowany w tym miejscu, będzie stał 11 lat, po czym wybuchnie wojna.
Ciekawostką jest, że most ukończono w 1903 roku, a jak wiadomo 11 lat później wybuchła I wojna światowa. Most został spalony, odbudowano go w roku 1928, minęło 11 lat i nastał wrzesień 1939 roku. Od tej pory nikt nawet nie myśli o odbudowie mostu. Mieszkańcy są przekonani, że jeśli powstanie nowy most, wybuchnie kolejna wojna.
Tak naprawdę, most nie został zerwany, a spalony. Pierwsi podpalili go 25 sierpnia 1915 roku Rosjanie. Zrobili to, by opóźnić zmierzające w stronę Białegostoku wojska niemieckie. W bitwie, która się wtedy tu rozegrała zginęło czterech Rosjan i 56 Niemców. Ich szczątki leżą na niewielkim cmentarzu na tzw. Babiej Górze w pobliżu Kruszewa. Po bitwie pozostały też dziury po pociskach na podmurówce dawnego mostu.
Drugi raz drewnianą konstrukcję spalili sami mieszkańcy Kruszewa w okolicach 13 września 1939 roku, kiedy już padła Wizna. We wsi pojawili się polscy żołnierze i powiedzieli, że trzeba zatrzymać hitlerowców. Mieszkańcy wzięli furę ze słomą, postawili ją na środku mostu i podpalili. Most cały spłonął. Dzięki temu Niemcy musieli się tu na chwilę zatrzymać, a Białystok zyskał cenny czas na zorganizowanie obrony.
Warto odwiedzić te miejsce, ze względu na ciszę i spokój. Rozległy, podmokły teren to ostoja wielu gatunków ptaków. W rozlewiska Narwi można wpatrywać się godzinami.
