Skip to content

You’ll never walk alone – Roy Letterbox Hybrid

Hidden : 10/7/2019
Difficulty:
2.5 out of 5
Terrain:
2.5 out of 5

Size: Size:   regular (regular)

Join now to view geocache location details. It's free!

Watch

How Geocaching Works

Please note Use of geocaching.com services is subject to the terms and conditions in our disclaimer.

Geocache Description:


You’ll never walk alone – Roy

 

You’ll never walk alone.

 

When you walk through a storm
Hold your head up high
And don't be afraid of the dark

At the end of a storm
There's a golden sky
And the sweet silver song of a lark

Walk on through the wind
Walk on through the rain
Though your dreams be tossed and blown

Walk on, walk on
With hope in your heart
And you'll never walk alone

You'll never walk alone

 

 

                Piosenka napisana w 1945 roku do musicalu Carousel[5]. Muzykę napisał Richard Rodgers[3] zaś słowa - Oscar Hammerstein II[3]. Rozsławiona została gdy w 1963 piosenkę tę nagrali Gerry & The Peacemakers[5]. Szybko stała się hymnem piłkarskiego klubu FC Liverpool(8). Jak do tego doszło? Otóż jako bardzo popularna pieśń była puszczana z głośników przed meczami na stadionie przy Anfield Road. Gdy pewnej soboty utworu zabrakło, kibice w momencie wejścia zawodników na stadion zaczęli śpiewać ją a capella. Od tej pory każdy mecz na tym stadionie jest poprzedzony wykonaniem „You’ll never walk alone”[5]. Kiedy wielotysięczny tłum dołącza do Gerry'ego Marsdena, czuć atmosferę, której próżno szukać w jakimkolwiek innym miejscu na Ziemi. Obecnie utwór jest tak bardzo związany z klubem, że tytuł "You'll Never Walk Alone" widnieje zarówno w herbie jak i nad wejściem na stadion, w bramie Shankly'ego[6].


                Utwór ten doczekał się wielu coverów w różnych stylistykach: operowej (np. Placido Domingo), jazzowej (np. Louis Armstrong), punkowej, soulowej (np. Aretha Franklin). Z piosenką ta zmierzyli się też Elvis Presley czy Frank Sinatra. W popularnych serwisach internetowych można znaleźć wiele ciekawych interpretacji.

                Co ciekawe jako swój hymn traktuje tę piosenkę kilka innych klubów sportowych (w Niemczech, Austrii, Włoszech, Szwajcarii czy Finlandii).

 

Roy

 

 

Roy’a zobaczyłem po raz pierwszy na lotnisku w Bydgoszczy. Dziwne miejsce na spotkanie z rodowitym Anglikiem. Oczywiście wiedziałem, że przyleci ale nigdy wcześniej się nie widzieliśmy. To był grudzień 2007 roku. Gdy przybyliśmy do domu, panie zajęły się przygotowywaniem świątecznej kolacji a mnie wygoniły z kuchni i nakazały zagadywać gościa. Co było o tyle dziwne, że moje mniemanie o znajomości angielskiego było wtedy (a i teraz jest podobnie) raczej marne. Ale skoro taka rola to trzeba ją grać. Najłatwiej jest rozmawiać o muzyce i sporcie. Z muzyką nie było problemów (dość szybko ukazało się, że zainteresowania mamy podobne). Ze sportem było gorzej. Skoków narciarskich On nie rozumiał a ja specjalnie się piłką nie interesowałem. Choć oczywiście wiedziałem, że Jerzy Dudek[1] gra w FC Liverpool. I że w 2005 roku wygrali Ligę Mistrzów(8). Okazało się, że to jest miłość życia Roya. Jak mówił „Anglia może przegrać; Liverpool nigdy!!”. Resztę wieczoru spędziliśmy na rozmowie o TYM klubie i TYM finale. „Dudek Dance!!!”. Na pytanie czym się zajmuje zawodowo odpowiedział: „Zabijam owce”. Tak naprawdę to jako pracownik fundacji zajmującej się opieką nad rezerwatami przyrody namawiał okolicznych farmerów aby (za odpowiednim odszkodowaniem) zrezygnowali z wypasu owiec.

Następnym razem zobaczyliśmy się w sierpniu 2008 roku w Londynie[0]. Zwiedzanie miasta z Royem w dniu meczu jego ukochanego klubu było „dość dziwne”. Zaglądał do każdego pubu aby być na bieżąco z wynikiem meczu. Następne dwa dni spędziliśmy na zwiedzaniu okolic (szeroko rozumianych) Londynu. Zabrał na w takie miejsca, że mi by chyba do głowy nie przyszło, że można tam zabrać obcokrajowca (np. w pobliże elektrowni atomowej w Dungeness[2]). Ale tereny które nam pokazywał były przepiękne. Tu akurat kilkaset hektarów otoczaków.


Następnego dnia wybraliśmy się na Beachy Head[1] koło Eastbourne oglądać przepiękne, białe klify.


W czasie tych dwu dni na łonie natury pokazał mi swą druga pasję. „Ptaszkowanie”. Podobnie jak my (keszerzy) prowadził swoją statystykę znalezień. Jaki ptak, gdzie, kiedy, w jakiej ilości. Zapisał grube zeszyty takimi danymi. Bo szukał ptaszków na cały świecie.

Nie będę opisywał wszystkich naszych spotkań. Ot, w sierpniu 2009 w Chorzowie byliśmy razem na koncercie U2 a we wrześniu tego samego roku w Huddersfield, w północnej Anglii, zostaliśmy szwagrami. W 2010 roku wybraliśmy się na spływ Brdą.  Przy okazji Roy pierwszy raz odwiedził Krzywogoniec. Zakochał się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. I od tej pory co roku część urlopu spędzał w Polsce. Właśnie tu! To z Jego inicjatywy my również zaczęliśmy znowu przyjeżdżać na działkę. I razem wprowadzaliśmy zmiany. Podczas któregoś spotkania padła taka luźna propozycja, że „kiedyś tam w przyszłości” pójdziemy razem na mecz w Liverpoolu. I tak toczyło się życie.

Aż we wrześniu 2013 roku Roy dowiedział się, że choruje na Stwardnienie Zanikowe Boczne[3]. Chorobę na którą nie ma lekarstwa. Która bardzo szybko przykuła Go do wózka inwalidzkiego.


Nie był już w stanie przyjechać ani tym bardziej dolecieć do Polski. Teraz to my musieliśmy mu ten kawałek naszego kraju zawozić. Bardzo się bałem pierwszej (po wykryciu choroby) wizyty w Anglii. Wiedziałem, że jadę aby pomóc im (Royowi i jego żonie) w ogarnięciu chaosu jaki wstąpił w ich życie. A na miejscu okazało się, że znowu jedziemy na wycieczki bo jest jeszcze tyle miejsc które Roy chce mi pokazać. I tak było za każdą następną wizytą. Roy (chociaż coraz słabszy i coraz mniej sprawny) zarządzał zwiedzanie kolejnego miejsca. „Ptasie” klify w Bempton,


półwysep Suprn,


Mahlam Cove w Yorkshire Dales National Park,


Jego rezerwaty (był managerem w pięciu),


York. Ogólnie cała północna Anglia. A gdy zaczęła się moja przygoda z geocachingiem mocno mnie dopingował i „stawiał kolejne cele”. Nie znał wcześniej tej zabawy i bardzo się zdziwił, że w "Jego" rezerwatach też są skrytki. Brał czynny udział w evencie jaki zorganizowałem w okolicy gdzie mieszkał.


Od kiedy został zmuszony do przemieszczania się na wózku Jego ideą stało się udostępniania ścieżek w rezerwatach dla ludzi będących w podobnej sytuacji. Planował, zdobywał fundusze, nadzorował prace. W lipcu 2019 roku jedna z takich ścieżek w rezerwacie Fairburn Ings otrzymała jego imię.



W styczniu 2018 pojechaliśmy „na wakacje” do Hambleton[9] (niedaleko Blackpool). W czasie tego pobytu miał miejsce mecz Liverpool vs Manchester Citi (14.01.). I Roy (choć miał wejściówkę) nie miał z kim na ten mecz pojechać. Zapytał czy zrealizujemy nasz „stary” plan. Ucieszyłem się bo choć nie jestem fanem piłki nożnej to przecież o legendzie stadionu na Anfield Road słyszałem.

Okazało się, że mecz to nie tylko 90 minut gry. To cały ceremoniał. Przyjazd do Liverpoolu, zwiedzanie okolic stadionu, zakup szalika meczowego, poznanie historii (tej wesołej i tej smutnej),


zdjęcie z Jerzym Dudkiem i innymi słynnymi graczami (właściwie to zdjęcia ze zdjęciami). Obowiązkowy lunch przed meczem (fish and chips – jakże by inaczej). Wykład z historii hymnu Liverpoolu i wysłuchanie jak 50 tysięcy ludzi śpiewa „You’ll never walk alone”. Niezapomniane przeżycie!!!!! No i sama gra. Trafiłem chyba na mecz sezonu. Liverpool wygrał 4 do 3.


Wyraz szczęścia jaki zobaczyłem na twarzy Roya zostanie mi w pamięci do końca życia.

19.10.2018 roku o godzinie 6 rano Roy odszedł. Ale „Nigdy nie będzie szedł sam”.

 

 

Skrytka

UWAGA!!! Skrytka nie znajduje się na kordach znacznika. Przeczytaj uważnie powyższy tekst. Jestem pewien, że z łatwością znajdziesz kordy etapu. Kod do kłódki to rok kiedy „You’ll Never Walk Alone” zostało nagrane przez zespół Gerry & The Peacemakers. Dalej postępuj zgodnie z instrukcjami jakie tam znajdziesz.

PAMIĘTAJ: Pieczątka, stanowi stałe wyposażenie pojemnika i nie podlega wymianie!!! W skrytce znajdziesz także logbook, długopis i certyfikat FTF (choć to tylko pierwszy znalazca).

Additional Hints (No hints available.)