Mieszkańcy mówią na to miejsce „Jabramki”. Jednak większość z nich zapytana o genezę tej nazwy rozkłada ręce: „tak się mówiło, ojce tak mówiły, babka tak mówiła.” Po dotarciu do najstarszych tubylców, ze strzępków ich pamięci wyłania się opowieść z nutą legendy.
Otóż ziemia ta należała jeszcze przed wojną do niejakiego żyda Jabrama. Po odjęciu wiejskiej gwary, która lekko zniekształciła nazwisko okazuje się, że brzmi ono Abram. Jegomość ten prowadził na terenach między fosą nad którą stajesz podejmując kesza, a klasztorem, który aktualnie rysuje się na horyzoncie – karczmę. Historii o tym co działo się w owym przybytku opowiadać nie będę, bo mogą to czytać dzieci. Jednak sugestywny jest sam finał historii, bo według przodków moich rozmówców karczmę diabli wciągnęli do piekła razem z biesiadnikami. Faktem jest, że tereny te były przed laty podmokłe, wręcz bagniste, ale czy to niepewny grunt, czy siła nieczysta – już się nie dowiemy.