„Jadwiga”, „Józef”, „Julian”, „Marcin”, „Mieczysław” to nie imiona osób najczęściej odwiedzających to miasto, lecz właśnie źródełek siarczkowych, znajdujących się w nim. Skąd takie, a nie inne imiona źródeł? Uczczono w ten sposób znane i cenione osobistości Leska: Jadwiga (żona starosty Gąsiorowskiego), Józef (Bielak – były burmistrz), Julian (Jankiewicz – były burmistrz, uczestnik powstania styczniowego), Marian (Moszczeński – aptekarz, ławnik), Mieczysław (burmistrz Małek) oraz Antoni (św. Antoni – nie związany z tymi osobistościami).
Tradycje zdrojowe Leska sięgają okresu sprzed I wojny światowej, kiedy na tych terenach znajdował się punkt zdrojowy. Źródlana woda zawierała dużą ilość siarki oraz węglany alkaliów soli i potasu i mogła mieć duże znaczenie dla chorób gośćcowych i schorzeń nerkowych.
W 20-leciu międzywojennym powstał tu niewielki zakład przyrodoleczniczy, który był wówczas jedną z większych atrakcji miasteczka. Po nim zostało już dzisiaj tylko wspomnienie, chociaż plany były bardzo ambitne i zakładały m.in. w 1937 r. budowę łaźni, a samo Lesko miało stać się, jak to określano wówczas, nowym zdrojowiskiem w Karpatach Polskich. Dzisiaj, pozostałością po dawnych urządzeniach są ocembrowane studnie sześciu źródeł, figurka Matki Boskiej z napisem „Uzdrowienie chorych”, pamiątkowy kamień, usytuowany po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego i kamienny stolik z szachownicą.
Co do samego kesza, to litrowy pojemnik z logbookiem, długopisem i rzeczami na wymianę. Dla Pierwszego znalazcy mała niespodzianka
. Kto już zna moje kesze, pozna bez problemu moje maskowanie
Ps
Kordy nieco szaleją ale wskazówka wyjaśnia wszystko