Jakiś czas temu przeglądając mapę mojej okolicy natrafiłem na Diabelną Łąkę. Zaintrygowała mnie ta nazwa, więc pierwsze co, to udałem się do profesora Google, który jedyne co miał do powiedzenia to jakiś geodezyjny "bełkot". Próbowałem się czegoś dowiedzieć u obsługi lądowiska, które znajduje się niedaleko ale zostałem odesłany do nadleśnictwa, gdzie z chwilą pytania o Diabelną Łąkę zostałem nagle potraktowany bardzo chłodno, niczym intruz. Podobnie było w kole łowieckim. Nikt, nic nie wie, ale intuicyjnie wyczuwałem, że to temat tabu.
Wybrałem się więc osobiście na tą łąkę by na miejscu spróbować dociec, skąd ta nazwa, gdyż łąki zwykle nie mają nazw. Miejsce bardzo ciekawe, zróżnicowane, klimatyczne, posiada swoistą aurę, której nie da się opisać, to trzeba zobaczyć i poczuć osobiście. Mimo, że byłem tam za dnia, to czułem się jakoś dziwnie. Nie wiem, czy to moja nakręcona wyobraźnia czy faktyczna aura tego miejsca szeptała "idź już stąd". Specyficzny szum wiatru w koronach drzew, specyficzny szelest krzewów i traw. No nie, ale się nakręciłem, a może jednak nie?
Po pewnym czasie zupełnie przypadkowo poznałem na spacerze po lesie starszego pana, który jak się okazało był emerytowanym milicjantem z Obornik i to on właśnie opowiedział mi dawną historię zabójstwa popełnionego na Diabelnej Łące.
W skrócie było to tak......w czasach wczesnego PRL-u dwóch wysoko prominentnych myśliwych przyjechało do Puszczy Nadnoteckiej na polowanie. Miejscowy leśniczy z Dąbrówki Leśnej zaprowadził ich na Diabelną Łąkę, gdyż z racji wodopoju w postaci strugi przepływającej wzdłuż łąki dużo zwierzyny przychodziło tutaj nocą na popas. Dodatkowo na każdym z dwóch przeciwległych końców łąki znajdowała się ambona - w sam raz dla każdego z myśliwych.
Z nie wyjaśnionych przyczyn, w środku nocy, na łąkę powrócił towarzyszący wcześniej leśniczemu drwal z Bąblińca i został śmiertelnie postrzelony przez jednego z najprawdopodobnie podpitych już prominentów. W trakcie śledztwa żaden z nich nie przyznał się do winy. Badania balistyczne również nie wskazały jednoznacznie kierunku z którego padł strzał, ponieważ po trafieniu żył jeszcze jakiś czas mogąc się poruszać. Poza tym nie wyjaśniono z której strony nadszedł. Żaden ze śledczych nie zwrócił również uwagi, że na zdjęciach denata, jeden z trzech palców lewej dłoni drwala (pozostałe dwa stracił w wypadku) wyraźnie coś wskazuje. Nikt nie skojarzył, że być może drwal ostatnim tchnieniem wskazał kierunek, z którego padł strzał. Milicja również jakimś cudem nie odnalazła gilzy od grubośrutowej loftki. Jak nic, tak właśnie miało się potoczyć dochodzenie w tamtych czasach - tak, aby nie skazywać wysoko postawionego prominenta.
Sprawa ostatecznie została umorzona rzekomo z braku możliwośći jednoznacznego wskazania winnego. Pomijam tutaj również wątek zatargu leśniczego z drwalem, który mógł mieć związek z tym zabójstwem. To tyle.
Jeśli udasz się na wskazane współrzędne, to odnajdź "dłoń" drwala. W odległości 60 metrów we wskazanym kierunku odnajdziesz zestarzałą "gilzę" loftki. W niej ukryty jest leśnie zamaskowany kesz z logbookiem, ołówniem, temperówką, certyfikatami dla pierwszej trójki oraz fanty na wymianę.
Powodzenia.