Kapliczka Chrystusa Frasobliwego na Blichu - miejscem podniecającym fantazję ludzką
Kto w Wielką Niedzielę podczas rezurekcji przyłoży ucho do ziemi koło Kapliczki Chrystusa Frasobliwego, znajdującej się w Szymbarku koło Zimnej Wody, usłyszy z głębi głos bijących dzwonów. Stał tam bardzo dawno temu kościółek, który zapadł się pod ziemię. Jego legendarna historia jest niezwykle ciekawa. Otóż, pewnego razu przechodziła w tym miejscu bogata pani. Z ciekawości wstąpiła do kościółka, by obejrzeć jego wnętrze. Wtenczas zgubiła drogocenny pierścień, którego już nie udało się jej odszukać. Rozgniewana, wypowiedziała słowa: - "Ażeby się zapadł". W niedługim czasie, drewniany kościółek zapadł się pod ziemię tam.
Pewna szymbarska wieśniaczka szła na targ do Gorlic. W obydwu rękach niosła ciężkie kobiałki. W jednej z nich miała masło i sery, w drugiej koguta "głospodorza", któremu wcześniej nie zdążyła związać nóg. Po drodze wstąpiła do kościółka, by zmówić pobożnie pacierz. Rozmodlona, nie zorientowała się, że kogut wyskoczył z kobiałki i po chwili znalazł się na wieży kościelnej. Stamtąd piał. Na tenże głos, pełna rozpaczy i gniewu krzyczała: - "Ażeby się zapot". I w tym samym czasie zapadł się kościółek pod ziemię wraz z kobietą i kogutem.
Pewna szymbarska wieśniaczka powracała z pola. W tejże chwili odezwał się dzwon na Anioł Pański. Postanowiła wstąpić do kościółka. W momencie przekroczenia wysokiego progu, uderzyła dużym palcem o niego. Uczuła ogromny ból. Paznokieć oderwał się od ciała, a z rany płynęła krew. Wtedy ona, w przypływie ogromnego gniewu zawołała: "Ażebyś się zapot". I powstała wielka szczelina, która pochłonęła i kościółek, i kobietę.
Od Węgier, doliną rzeki Ropy, szli Tatarzy na Biecz. Wszyscy zdrowi i w sile wieku mężczyźni z tego grodu wyjechali w tym dniu na wojnę. W mieście pozostały tylko kobiety z dziećmi, starcy i nieliczne straże. Wiedzieli, że dostaną się w ręce haniebnego wroga. Uklękli, gdzie kto mógł i wznosili gorące prośby do Boga, ażeby ich ustrzegł od strasznej rzezi. Bóg zmiłował się nad niewinnymi. Tatarzy doszli do Szymbarku. W okolicy Zimnej Wody, gdzie jest największe zwężenie doliny Ropy, ukazała się im jasność z nieba, która stanowiła granicę nie do przejścia. Biecz został uratowany. Tatarzy wrócili z niczym na pamiątkę odwrotu dzikich hord, wystawiono tę oto kapliczkę.