1. Sakramentarium. Obiekt stojący tuż przy wmurowanym w mur kościelny kamiennym krzyżu jest gotyckim (XV w.) dawnym sakramentarium ze śmiałowickiego kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Wawrzyńca. Sakramentarium to specjalne pomieszczenie na Najświętszy Sakrament, pełniące podobną rolę co tabernakulum. Upowszechniło się w średniowieczu, a zwłaszcza w okresie gotyku. Sakramentaria były częstokroć lokowane po lewej stronie (od strony nawy), tuż obok ołtarza głównego, który wówczas najczęściej przybierał formę retabulum i stanowiły integralną część prezbiterium kościoła. Sakramentaria były wznoszone w różnych formach. Początkowo powstawały w formie zamykanych nisz, oprawianych częstokroć dekoracją architektoniczną i rzeźbiarską. Od XIV stulecia przybierały kształt strzelistych wież, traktowane były jako świątynia w świątyni, dlatego też nadawano im bardzo wyszukaną formę.

2. Kościół parafialny w Śmiałowicach to budowla, której początki sięgają zamierzchłych czasów, gdy tatarskie ordy powracały na dalekie stepy z bitwy pod Legnickim Polem, łupiąc mijane wsie i osady. Wtedy to – w 1. połowie XIII wieku – wzniesiono pierwszą orientowaną świątynię, jako jednonawową przestrzeń z prostokątną częścią prezbiterialną w całości przekrytą drewnianym stropem. Zachowała się jej wczesnośredniowieczna struktura – choć wielokrotnie zmieniana, w epokach renesansu, baroku i wieku XX – charakterystyczna w tym specyficznie tkanym, przez średniowiecznych muratorów, dwuwozówkowym wątku cegieł. Nakładające się kolejne warstwy budowli – oraz wyposażenie wnętrza prowadzą dziś „czytelną i dość jasną narrację” odsłaniając kolejne ważne, niekiedy przełomowe wydarzenia z historii Kościoła, miejscowości i dziejów sztuki na Śląsku.
Pierwsza pisana wzmianka o kościele pojawia się w 1318 roku, w której to – w kontekście zapisanych na rzecz ołtarza czynszów - wymieniany jest proboszcz.
Husyckie rajzy – niosące pożogę i zniszczenie – były jednym z czynników przebudowy kościoła już w wieku XV, kiedy to wzmocniono nadwątlone mury i dobudowano zakrystię. Być może zaadaptowano ją ze wcześniejszej rodowej kaplicy, na co wskazywać by mogły zworniki sklepienne w sklepieniu krzyżowo-żebrowym z herbami rodzin von Seidlitz i von Schindel. Kolejne wyniszczające nawałnice przetaczające się po terenie Dolnego Śląska, w szczególności – mająca w swym podłożu konflikt religijny – wojna Trzydziestoletnia, spowodowały znaczne szkody w substancji architektonicznej kościoła. Cztery lata po zawarciu pokoju, specjalnym dekretem cesarz Ferdynand IV przekazuje świdnickim Jezuitom śmiałowickie dobra, a dwa lata później kościół parafialny.
Poszerzono wówczas nawę, rozbudowując kościół w kierunku południowym, kosztem starej absydy, w późniejszym czasie wyciągając nowe już, półkoliste prezbiterium. W wyniku tych działań przesunięta została oś pierwotnego rozplanowania, przebiegająca wcześniej przez środek wieży. Zmieniono częściowo sposób komunikacji, czego śladem są m.in. zamurowane, ostrołuczne ościeże na ścianie południowej. Z przyołtarzowej niszy po stronie południowej wyprowadzono tumbowy nagrobek, ustawiając go wtórnie, w pionie, na ścianie zachodniej. Zasklepiono także na nowo nawę, gdzie na wypracowanych lustrach koleby, stworzono iluzjonistyczne przestawienia malarskie.
Zmiany wyposażenia były wynikiem nowatorskich koncepcji propagowanych przez zakon – płynących na Śląsk z Rzymu via Wiedeń – który w tym dekoracyjnym kostiumie barokowym widział nowy, doskonały środek krzewienia i wzmocnienia wiary w tych niezwykle trudnych i skomplikowanych czasach. Owo nowatorstwo jezuitów nie było jednak wprowadzane na siłę i za wszelka cenę. Zachowywano i szanowano to, co stanowiło dla mieszańców więź z tradycją, przeszłością i wiarą ojców. Tak postąpiono z późnomanierystycznym ołtarzem - stojącym tu jeszcze przed tą okrutną wojną i gotycką Madonną – których nie oddalono. Ołtarz, dekorowany - klasycznym dla tego stylu – ornamentem chrząstkowo-małżowinowym, jest jakby w swej strukturze dalekim echem, pięknych jeszcze nastaw gotyckich, w które artysta prócz całej swej wiedzy, talentu i zmysłu artystycznego wkładał całą swoją wiarę. Także pozostałe wyposażenie – aż do form klasycyzujących – zachwyca zdobnym detalem, kunsztem wykonania i pieczołowitością z jaką starano się oddać niekiedy skomplikowany przekaz. (…)
Wyjątkowym zbiorem śmiałowickiego kościoła są zachowane, całopostaciowe, późnogotyckie i renesansowe płyty nagrobne z XV i XVI wieku, eksponowane wewnątrz i na zewnątrz świątyni. Prześledzić na nich możemy zmieniające się na przestrzeni wieków style w modzie, uzbrojeniu, obyczajach i konwenansach, a w szczególnych przypadkach w konwencji miłości dworskiej. Najpiękniejszym spośród nich jest – późnogotycki w formie płyty wierzchniej tumby – nagrobek Hertwiga (+1575) i Jadwigi (+1588) von Seidlitz. Ten „kamienny portret” – pana i pani na Kraskowie i Śmiałowicach – jest ewenementem w przedstawieniach tego typu nie tylko na Śląsku, przede wszystkim ze względu na kunszt wykonania. Jedyną analogię – tak wysokiego poziomu artystycznego – odnajdujemy w Raciborzu i to w tumbie książęcej, co jest niejako zbyt śmiałym zestawieniem, ponieważ książę nie licząc się z kosztami, mógł sobie pozwolić na najprzedniejszych rzeźbiarzy. Artysta, który wykonał nagrobek w Śmiałowicach, swą klasą dorównuje a niekiedy nawet przewyższa dzieła, którymi szczycą się znane europejskie ośrodki. To piękne przedstawienie zachwyca, skłania do zadumy, refleksji. Bo długo można studiować te wszystkie zakodowane symbole, wyrażające się w specyficznych ułożeniach postaci, odkrywać ukryte znaczenia towarzyszącego zwierzęcia, przedmiotów. Same gesty mówią bardzo wiele, jak choćby ta położona przez mężczyznę ręka na sercu. Czy znaczy coś więcej prócz afektacji, gestu deklarowanej miłości, wiążącej się niby podwójnym, misternie przedstawionym łańcuchem?
Warto samemu to sprawdzić, odpowiedzieć sobie na te i inne pytania, odwiedzając kościół w Śmiałowicach, który jest miejscem niezwykłym, wyjątkowym, miejscem, w którym ten „zatrzymany przepływ czasu, uśmiechy ludzi sprzed stuleci” ubogacając to piękne wnętrze, skłaniając także nas do zatrzymania się, zadumy i przemyślenia. Ów czas spędzony w świątyni pozostawia w nas pewność iż to coś, za czym tak nieustannie biegniemy, zatracając niekiedy rachubę i orientację – jest tu niedaleko, w kościele i nigdy właściwie nie przemija.
Tekst opracował: Ks. Marcin Gęsikowski