Pomysł na kesza naszedł mnie podczas zwiedzania jednego z muzeów w Nowym Jorku. Znawcą sztuki nie jestem ale stwiedziłem, że akurat ten obraz idealnie nada się na zagadkę. Powycinałem wszystkie 12 elementow i lekko poprzestawiałem centralny element obrazu. Aby odnaleźć pojemnik finałowy trzeba zgadnąć co to za obraz i poukładać wszystkie elementy na swoje miejsce, wtedy z łatwością uzyska się pozycję finałową.

Dla utrzymania poziomu trudności pominąłem wartości stopni. Poniżej zamieszczam niewykorzystane elementy, dla tych co lubią układać puzzle do końca.

Miejsce ukrycia potrafi być bardzo ruchliwe i przez to można bardzo łatwo spalić kesza. Zalecam wzmożoną dyskrecję lub podejmowanie w godzinach wieczornych. Dla pierwszego znalazcy doczepiony został certyfikat/bryloczek.