Schron przeciwatomowy
Powstał w latach ’50 minionego stulecia. Tzn. tak się przypuszcza, bo w roku 1962 już był. W ogóle to dużo tutaj domysłów i gdybań, bo nie zachowały się, a raczej nikt nie dotarł do dokumentów z czasów budowy schronu. Wiadomo, że na tej budowie nikt nie oszczędzał, że zastosowano technologie najlepsze z możliwych. Pomimo upływu lat w schronie nie ma wilgoci, ani insektów, urządzenia elektryczne działają bez zarzutu, wentylacja musi być wzorowa, skoro nie ma zaduchu i specyficznego zapachu piwnicy.
Powierzchnia też niebagatelna bo aż 500 m kw. Trudno to sobie wyobrazić. O podziemnych korytarzach informują jedynie dwa "grzybki" na trawniku. Jeden z nich to wyjście ewakuacyjne, a drugi to wyloty wentylacji.

Obiekt pilnie strzeżony
W czasach słusznie minionych na teren posesji nikt nie powołany nie miał prawa się dostać. Nawet jeśli ktoś próbował sforsować płot, to jak spod ziemi pojawiał się radiowóz i panowie milicjanci zdejmowali delikwenta z płotu. Jeśli to byli chłopcy, “ręcznie” im tłumaczono, że więcej nie mają się tu zapuszczać, czasem była nagana skierowana do szkoły. A jeśli dorośli byli zbyt ciekawi to tutaj sprawa była dużo poważniejsza. Najpierw 48 godzin aresztu na Jasnej, czasem zwolnienie z pracy, a zdarzały się też karne przesiedlenia w inny rejon Polski. Uszy i oczy służb specjalnych były wszędzie.
Do schronu mógł wjechać nawet samochód. Prowadziła tam wybetonowana droga, przykryta płytą z blachy falistej. Nawet ze zdjęć lotniczych wyglądało to jak zwykła wiata, garaż, czy szopa. I tym właśnie wjazdem dla samochodów dostajemy się do pilnie strzeżonego niegdyś schronu.
Do wejścia prowadzą grube, metalowe drzwi opatrzone żelaznymi zamkami i judaszami. Będziemy je jeszcze kilka razy mijać we wnętrzu.
Cały obiekt musiał być zaopatrzony w niezależne źródła wody, energii, odprowadzenia ścieków. W pierwszym pomieszczeniu silnik Diesla napędzający agregaty prądotwórcze, zasilany ropą. W kolejnych centralka telefoniczna, pomieszczenia sanitarne z miejscem do zdjęcia skażonych skafandrów.
Centrum dowodzenia
Docieramy w końcu do sali narad. Duży stół, okienka do sąsiednich pomieszczeń, aby był bezpośredni kontakt z operatorami poszczególnych jednostek w terenie, podległych organizacyjnie pod sztab w Kaliszu. Obok rząd budek telefonicznych. Jedna ze ścian jest obrotowa, i w ten sposób można bezpośrednio przejść do prawdziwego centrum dowodzenia. Ogromna konsola, dziesiątki małych lampek, nazwy miejscowości, na środku magnetofon szpulowy (!) do nagrywania wydawanych rozkazów, a po drugiej stronie telefon, również z niezależnym zasilaniem. W tym miejscu można było uruchomić alarm w dowolnej miejscowości w okolicy Kalisza. Wduszenie przycisku na konsoli uruchamiało jednocześnie światełko na mapie i widać było jaki obszar jest objęty zagrożeniem. Co ciekawe, wszystkie te urządzenia do dzisiaj działają bez zarzutu 🙂

(wielkopolskaciekawie.pl)
O skrytce:
Kesz to pojemnik mikro (magnetyk) mieszczący w sobie tyko logbook więc weż ze sobą coś do pisania. Tuż obok skrytki znajduje się miejsce parkingowe, jednakże aby zwiedzić budynek trzeba zapłacić.
POWODZENIA! 