Na obszarze dzisiejszego Krakowa w przeszłości leżała ciekawa wioska – Piaski Wielkie. Zamieszkiwała ją ludność o specyficznym na tamte czasu ubiorze i zawodzie, ale na całą Polskę słynęła ze swej niesamowitej kiełbasy. Oto jej historia!
Rzecz, jak to w Małopolsce bywa najczęściej, tłumaczy legenda.
Przed wiekami, za czasów Kazimierza Wielkiego, tereny pomiędzy Krakowem i Bochnią porastał gęsty las zwany Czarnym Lasem. Drużyna królewska wyprawiała się tam na polowania, często zresztą z samym królem na czele. Razu pewnego królewska drużyna łowiecka pobłądziła w lesie i w środku nocy trafiła na małą chatkę stojącą na wzgórzu zwanym Czajna. Drewniane domostwo zajmował niejaki Lascyk (Laszcyk, Leśniak). Chcąc podjąć niespodziewanych i wygłodniałych gości jak najlepiej Lascyk wyłożył na stół pęta kiełbasy, która wędziła się pod powałą. Dla króla osiłek okazał się być zgubny. Kazimierz Wielki tak dalece zasmakował w podanym mu specjale, że odtąd żadna kiełbasa i pod żadną postacią mu nie smakowała. Nic dziwnego, że Lascyk, który następnego dnia odprowadził orszak królewski na skraj lasu, stał się ulubieńcem ochmistrza dworu, który musiał dbać o to aby na stole królewskim nigdy nie brakowało kiełbasy i innych wybornie przyrządzonych przez Lascyka mięs.
Lascyk nie był w ciemię bity, więc ilekroć jechał na Wawel z kiełbasą, tyle razy zabierał ze sobą więcej towaru, który sprzedawał w mieście. Złościło to okrutnie rzeźników krakowskich, dla których pomysłowy rzeźnik z Czarnego Lasu stanowił groźną konkurencję. Powiedzieli więc co trzeba komu było trzeba i któregoś razu straż miejska zatrzymała Lascyka u bram, i pod pretekstem, że nie był członkiem cechu rzeźników, zabrała mu mięso a jego wyrzucono precz. Zasmuciło to ochmistrza, który nie zamierzał zrezygnować z zaopatrywania dworu w wędliny Lascyka. Posłał tedy do niego wiadomość, aby ten obmyślił sposób na dostarczenie towaru na Wawel. Lascyk myślał, myślał... i wymyślił. Wyciął w lesie długie kije, wydrążył ich środki i ...nadział kiełbasami. Następnie bez przeszkód dotarł na Wawel. Gdy wyciągał swój towar z kijów, zobaczył go sam Kazimierz Wielki, który docenił spryt rzeźnika i nadał Lascykowi i jego rodzinie po wieczne czasy prawo do handlu mięsem w Krakowie. Wkrótce wokół chatki Lascyka wyrosła osada, której zaczątkiem była jego rodzina. Osadę tą nazwano później Piaski, a jej mieszkańców, na pamiątkę sprytu Lascyka, Kijakami.
Tyle legenda, a co na to źródła historyczne?
W istocie Małopolska w średniowieczu była krainą, przez którą przemierzały liczne stada wołów, prowadzone z dzisiejszej Mołdawii i Ukrainy do różnych miast europejskich. To właśnie tutaj, szczególnie w Krakowie i otaczających go wsiach, kwitł ogromny w swej skali handel wołami. Właśnie dlatego droga, która prowadziła od Przemyśla przez Jarosław, Łąńcut, Tarnów i Bochnię do Krakowa zwano szlakiem wołowym. Jego przebieg utrwaliła wyznaczona w poł. XIX w. przez austriaków linia kolejowa. To prawda, że te ogromne przepędy bydła organizowane i finansowane były głownie przez potężnych kupców krakowskich, sam kupiec jednak nie trudził się pilnowaniem stada w podróży. Do tego potrzebował...kowbojów, których dostraczyły takie podkrakowskie wsie jak Piaski Wielkie czy Łagiewniki. Trudnili sie oni przepędem bydła, ale też rzeźnictwem. Ich symbolem i narzędziem pracy był kij, dlatego zwano ich Kijakami. W XIX w. kij ten stał się nieodłącznym elementem stroju. Podobno gdy Kijak brał woły od jakiegoś hodowcy na kredyt, zastawiał swój kij. Nikt nie wątpił wtedy, że dług ureguluje. Kij bowiem dla Kijaka był tym czym dla szlachcica szabla.
Żródło: https://www.malopolska.pl/dla-mieszkanca/kultura-i-dziedzictwo/dziedzictwo-niematerialne/malopolskie-legendy