Skip to content

Koronowskie Legendy Mystery Cache

Hidden : 1/30/2023
Difficulty:
3 out of 5
Terrain:
2.5 out of 5

Size: Size:   micro (micro)

Join now to view geocache location details. It's free!

Watch

How Geocaching Works

Please note Use of geocaching.com services is subject to the terms and conditions in our disclaimer.

Geocache Description:


[PL]

Koronowo jest miasteczkiem z długą i ciekawą historią. Początki miasta związane są z przeniesieniem z Byszewa konwentu cystersów i założenia w 1288 roku nowego klasztoru na terenach wsi Smeysche. Kolejne akty lokacji miasta z 1359 roku, a następnie z 1368 roku, wystawione przez króla Kazimierza Wielkiego, doprowadziły w 1370 roku do założenia miasta. I jak to bywa w miejscowościach o tak bogatej historii, na przestrzenie dziejów powstało wiele legend związanych z różnymi ciekawymi miejscami czy obiektami miasteczka.

Aby odnaleźć skrytkę finałową, przeczytaj dokładnie poniższe skrócone wersje koronowskich legend i wykonaj następujące zadanie:

„Skąd się wzięła nazwa Grabina?”
Dawno, dawno temu burmistrzem Koronowa był człowiek o imieniu Mateusz. Dobry to był gospodarz, wszyscy go chwalili. Burmistrz chętnie rozmawiał z mieszkańcami miasta i troszczył się o ich los.
Pewnego razu nieopodal miasta swój tabor rozbili Cyganie. Dziwni to byli ludzie. Przychodzili do karczmy i próbowali zniechęcić mieszkańców Koronowo do swojego burmistrza. Cyganie obiecali Koronowianom wszelkie bogactwa, byleby tylko podpisali cyrograf.
Kiedy burmistrz Mateusz dowiedział się o podburzaniu mieszkańców miasta, udał się do wójta cygańskiego z informacją co czynią nowo przyjezdni Cyganie. Ten jednak oznajmił, że nie zna tych nowych Cyganów. Tegoż dnia wieczorem miejscowi Cyganie zaczaili się na przyjezdnych Cyganów i w końcu doszło między nimi do bójki. Kiedy z głów przybyłych Cyganów spadły czapki, okazało się, że z głów sterczą im rogi. Były to po prostu diabły, a nie Cyganie!
Wściekli i zdemaskowani Cyganie uciekali z karczmy wołając:
- Zobaczycie! Tak Wam dokuczymy, że aż Wam się żyć odechce! Ukradniemy Wam księżyc i ciemność zalegnie nad całym miastem!
Kilka dni później burmistrz Mateusz zachorował. Wezwał do siebie Cygankę, dzięki której mógł wyzdrowieć. Cyganka zaleciła burmistrzowi udanie się na wzgórze górujące nad miasteczkiem. Burmistrz Mateusz miał tam spędzić trzy noce i każdego poranka myć się rosą. Tak właśnie burmistrz uczynił. Kiedy pewnego dnia leżał on na wzgórzu i spoglądał w stronę ukochanego Koronowa, usłyszał w krzakach podejrzane szmery. Nagle z krzaków wyszli jacyś dziwni osobnicy, po czym ustawili drabinę i zaczęli się na nią wspinać.
- Toć to diabły... - powiedział Mateusz. - Oni chcą nam ukraść księżyc.
Burmistrz zerwał się na równe nogi i krzyknął:
- Niech Was piekło pochłonie na wieki wieków, amen!
I w tym momencie rozległ się straszliwy grzmot. Drabina straciła swoje szczeble, a diabły zaczęły spadać w dół. Szczeble drabiny powbijały się pionowo we wzgórze. A po diabłach ślad zaginął. Kiedy następnego dnia o poranku Mateusz się obudził, był zdrów i ze zdumieniem zobaczył, że w tym miejscu, w których wcześnie wbite były szczeble drabiny wyrasta młody grabowy lasek. Dlatego też to miejsce nazwano "Grabiną".

„O powstaniu klasztoru Cystersów”
Niezbyt zamożny mieszkaniec tej okolicy – niejaki Bogumił – postanowił Bogu na chwałę zbudować świątynię. Jednak niedługo po rozpoczęciu budowy klasztoru zabrakło mu pieniędzy na dalsze prace budowlane. Robotnicy od dłuższego czasu nie dostawali wynagrodzenia za swoją pracę i zagrozili, że znajdą sobie inne zajęcie, za które otrzymają pieniądze. Bogumił w swym kłopocie zaczął żarliwie modlić się, prosząc o pomoc z nieba. Podczas tej modlitwy Bogumiłowi ukazał się anioł i pouczył co miał uczynić.
Postępując w myśl wskazań anioła, wszedł Bogumił do pobliskiej Brdy, i – o dziwo – wszystkie ryby zamiast uciekać przed nim, zaczęły się koło niego pluskać. Bogumił nie miał problemu ze złapaniem ryb gołymi garściami. Zaczął je chwytać jedna po drugiej i wyrzucać na brzeg. Ryb było tak dużo, że Bogumił nie tylko nakarmił wszystkich robotników na budowie, ale także udało mu się je sprzedać. Uzyskane w ten sposób pieniądze starczyły Bogumiłowi na wynagrodzenie dla robotniku i ukończenie budowy świątyni.


„Tajemnica Diabelskiego Młyna”
W zamierzchłych czasach właścicielem terenu, na którym stoi obecnie Diabelski Młyn został Piotr. Nikt nie wiedział skąd ów człek przybył, ale że pracowity był to chłop, wnet wykarczował on kawałek lasu i zbudował młyn wodny z kołem młyńskim. Potem Piotr wykopał stawek, dzięki czemu woda z pobliskiego strumyka o nazwie Salnica poruszała koła młyńskie.
Chleb pieczony z mąki, która powstawała w młynie Piotra był najsmaczniejszy w całej okolicy. Z tego powodu do młyna chętnie oddawali swoje ziarna chłopi z Więzowna, Mąkowarska, Tryszczyna, Byszewy czy Łąska. Piotra miał tak dużo zleceń, że czasami chłopi na zmielenie ziarna musieli czekać kilka dni. Klientów nie brakowało, dlatego też Piotr dosyć szybko się bogacił. Ludzie mówili, że podobno młynarz po nocach liczył ile ma pieniędzy w workach.
Ale szczęście w końcu opuściło Piotra, ponieważ pewnego dnia zabrakło wody w Salnicy. Staw przy młynie był pusty, więc Piotr musiał odprawić chłopów, którzy przyjechali zemleć zboże. Kiedy chłopi rozjechali się do swoich domów, Piotr postanowił dokopać się do źródła strumyka, żeby sprawdzić co się stało z wodą. Młynarz zabrał się do roboty. Kopał dół od świtu do zachodu Słońca. I tak przez kilka dni.
W końcu Piotr dokopał się do diabelskiej karczmy, w której bawiły się diabły.
- To wyście sprawili, że przestała płynąć Salnica – zwrócił się Piotr do rogatych stworów.
- Tak, to my – odpowiedziały.
- Dajcie mi źródlaną wodę – odpowiedział Piotr.
- Damy ci ją wtedy, gdy dojdziemy do porozumienia – zaproponowały diabły. - Ale zanim to nastąpi, napijmy się wina, jakiego jeszcze w życiu nie piłeś.
Długo opierał się młynarz diabelskim propozycjom, lecz w końcu uległ i podpisał umowę z diabłami. Cyrograf był podpisany krwią z serdecznego palca, a jego treść była następująca: „Woda od pierwszych promyków Słońca do zachodu będzie obracała koło młyńskie, a właściciel młyna od zachodu do wschodu przyjmie postać diabła”...


„Skarby Grabiny”
Drogą od Starego Dworu szedł do Koronowa smukły chłopak. Opuścił on rodzinną wieś, ponieważ chciał w mieście znaleźć jakąś pracę. Dawno już nosił się z tym zamiarem bo w domu rodzinnym się nie przelewało. W mieście jest wiele zawodów, więc chłopak stwierdził, że nauczy się albo piece stawiać albo buty robić. Na chleb na pewno zarobi.
Kiedy tak chłopak wędrował przez lasy i wzgórza Grabiny do Koronowa, na pniu zwalonego drzewa ujrzał siedzącą piękną, jasnowłosą dziewczynę.
- Popatrz – wskazała dziewczyna dłonią – widzisz to miasto, do którego idziesz? Znajdziesz tam pracę, którą pokochasz, będziesz miał powóz i konie. Będziesz bogaty, bardzo bogaty.
- Kim ty jesteś, dziewczyno, że przyszłość przepowiadasz? – zapytał chłopak.
Nieznajoma roześmiała się i wstała z kamienia.
- Pójdziemy? – wzięła w rękę tobołek, który dotychczas leżał u jej stóp.
- Pozwól, że ci pomogę – ofiarował swoją pomoc chłopak.
- Wiesz co jest w tym tobołku? Są w nim wszystkie skarby tego wzgórza co się Grabina nazywa. Jeśli zechcesz, będą twoje.
Chłopak spojrzał na dziewczynę zdziwiony.
- Będą twoje te skarby – powtórzyła dziewczyna. – Ale pod jednym warunkiem: w drodze na rynek miasta nie wolno ci powiedzieć ani słowa i obejrzeć się za siebie.
Chłopak, zdziwiony coraz bardziej kroczył w dół ku miastu. Dziewczyna zaś szła za nim o kilka kroków nucąc jakąś piosenkę. Kiedy skończyła, znów się odezwała:
- Będziesz bogaty, jeśli wytrwasz. Ja słów na wiatr nie rzucam.
Młodzieniec szedł raźno trzymając w ręku skarby Grabiny. Było mu radośnie na duszy. W końcu minęli klasztor i zbliżali się do mostu, który łączył obydwa brzegi rzeki.
- Coś ciężki ten skarb – pomyślał chłopak zdziwiony. – I chyba z każdym krokiem staje się coraz cięższy!
Chłopak przygarbił się i z coraz większym trudem stawiał kroki. Czuł, że jeszcze chwila, a wypuści z rąk tobołek ze skarbem.
- Nie, nie zrobię tego! – walczył ze sobą w myślach. – Muszę zdobyć te skarby!
Ale ręce mu mdlały coraz bardziej, pot zalewał oczy. Kiedy zupełnie opuściły go siły, chłopak zatrzymał się i zaklął głośno ze złością. W tym momencie tobołek ze skarbem znikł. Zniknęła także dziewczyna. Zawiedzony chłopak ruszył dalej do Koronowa...
Wiele lat upłynęło od tego dnia. Chłopak pracował w pocie czoła, aż wreszcie dorobił się sporego majątku. Wspominając przygodę z piękną dziewczyną, która ofiarowała mu skarby Grabiny, mówił:
- Łatwo mogłem zostać bogaczem z pomocą czarów, ale zadowolony jestem, że wszystko co posiadam, zawdzięczam własnej ciężkiej i uczciwej pracy. Jak powiada przysłowie: bez pracy nie ma kołaczy.


Współrzędne skrytki finałowej:
N 53°18.[A-F-D][(B*C)+E]'
E 017°56.[B-C][A+F-E]'
UWAGA: Nie mnożymy kwadratowych nawiasów (!)

SKRYTKA: odłóż dokładnie w to samo miejsce (!)

 

Flag Counter

Additional Hints (Decrypt)

CY // Trbpurpxre cenjqr Pv cbjvr...

Decryption Key

A|B|C|D|E|F|G|H|I|J|K|L|M
-------------------------
N|O|P|Q|R|S|T|U|V|W|X|Y|Z

(letter above equals below, and vice versa)