Obelisk poświęcony baonowi „Karpaty” pułku AK „Baszta”

Aby odnaleźć skrytkę musisz wykonać następujące zadania:
(1) określ koordy etapu pośredniego na podstawie relacji ppłk. Eugeniusza Tyrajskiego ps. „Sęk” (znajdującej się poniżej w listingu)
(2) na koordach początkowych znajdziesz obelisk upamiętniający poległych powstańców warszawskich – na podstawie informacji z tablicy pamiątkowej oblicz liczbę metrów i azymut, zgodnie z poniższym zadaniem:
Liczba metrów to suma liczb (A+176+B+C+D), które znajdziesz na tablicy pamiątkowej w wierszu:
„W walce zginęło [A] powstańców, żołnierzy Kompanii K-[B], K-[C] i K-[D]”
Azymut wyliczysz mnożąc przez siebie cyfry roku, w którym obelisk z tablicą pamiątkową został odsłonięty (1 VIII [●●●●] r.), a następnie od tego iloczynu odejmiesz liczbę 186,4
(3) kesz znajduje się w odległości i na azymucie wyliczonym zgodnie z pkt (2), podstawionych do koordów pośrednich określonych zgodnie z pkt (1) (relacja „Sęka”)
UWAGA: nie podstawiaj metrów i azymutu do koordów początkowych, tylko do koordów pośrednich
***********
Tor wyścigów konnych na Służewcu odgrywał kluczową rolę strategiczną dla Powstania Warszawskiego. Zajmował na tyle rozległy teren, że opanowanie go umożliwiłoby lądowanie alianckich samolotów z zaopatrzeniem dla Polaków.
Niestety Niemcy również uznawali Wyścigi za jeden z kluczowych punktów w mieście. W czasie okupacji wykorzystali tor jako lotnisko wojskowe. 1 sierpnia 1944 roku było strzeżone przez około 800 dobrze uzbrojonych żołnierzy SS, wspomaganych przez pojazdy opancerzone.

Teren Wyścigów na dolnej części zdjęcia lotniczego RAF z sierpnia 1944 r. – widoczne pasy startowe
***********
Relacja ppłk. Eugeniusza Tyrajskiego ps. „Sęk” żołnierza kompanii K-2, batalion „Karpaty”, pułk AK „Baszta” – uczestnika akcji na Wyścigach
1 sierpnia 1944 r. o godz. 15.00 dostałem polecenie aby natychmiast zgłosić się róg Puławskiej i Woronicza (nie byliśmy wcześniej skoszarowani). Ojciec wiedział co robię. Odprowadził mnie kawałek. Mieszkaliśmy wtedy na ul. Fabrycznej. Na Górnośląskiej była żandarmeria wojskowa. Poszliśmy Rozbrat i w górę Myśliwiecką koło gimnazjum Batorego. Tu pożegnałem się z ojcem. Więcej go już nie zobaczyłem. Zginął po powstaniu w obozie koncentracyjnym.
Od Alej Ujazdowskich do placu Unii dojechałem "na cycku" niemieckim "zerem". Tam przesiadłem się do innego tramwaju. Na przystanku tramwajowym przy Woronicza stał "Kutrzeba" i kierował wszystkich za dworzec kolejki grójeckiej do willi, gdzie 2 dni wcześniej złożyliśmy broń. W willi dowódca kompanii por. "Pawłowicz" rozdawał uzbrojenie. Ja otrzymałem piękny kb 1938 radomskiej produkcji ale... bez jednej sztuki amunicji. Dowódca powiedział, że zdobędę ją na wrogu.
Staliśmy przed willą we trzech: ja, mój przyjaciel Adaś Szpaderski "Kordian" i Kazio Tesławski "Racuch", który dwa dni wcześniej wrócił z partyzantki. Kazio zwykle tryskający humorem był jakiś osowiały. Zapytałem go co REALNIE się dzieje. A on odpowiedział: Wiecie co, tutaj to lepiej od razu dostać w łeb, aniżeli być rannym. Przecież cholera wie, czy tu jest jakaś pomoc. Ja mu na to, żeby się nie wygłupiał. I jak się potem okazało był pierwszym zabitym w naszej kompanii. Przypadkowy pocisk trafił go na samym początku walki, prosto w oko, trup na miejscu. Pół godziny wcześniej przewidział swoją śmierć.
Po uzbrojeniu, nasza kompania z euforią udała się okrężną nieco drogą, przez pola wsi Zagościniec w kierunku Wyścigów, gdzie stacjonowały oddziały niemieckie. Mieliśmy je zaatakować. W drodze na Wyścigi zorientowano się, że nie tylko ja nie otrzymałem żadnej amunicji do kb. Ponieważ amunicja była wcześniej przewożona z Bielan, dowódca naszego plutonu "Jim" polecił "Kutrzebie" by wrócił po nią do willi na Wiśniowieckiego (ob. Niedźwiedzią). Razem z "Kutrzebą" poszedł jego 15-letni cioteczny brat Andrzej Kobendza "Jędrek", który przyłączył do naszej drużyny w chwili wybuchu Powstania. Nie wrócili już do nas. Po wojnie okazało się, że obaj zginęli 1 sierpnia na Wyścigach.
Na Wyścigi, przez furtkę w murze od strony wsi Zagościniec pierwsza weszła kompania K-1, potem my K-2. K-3 miała atakować od strony wsi Wyczółki. Po przebiegnięciu przez stajnie, gdzie zaskoczeni Niemcy zostawili wiele broni i amunicji dotarliśmy do budynku kantyny, wysuniętego najbardziej w kierunku trybun przy głównym torze wyścigowym. Na terenie Wyścigów stacjonowała jednostka konna SS. Było ich łącznie około 800. Nasze oddziały liczyły razem około czterystu kilkudziesięciu, o wiele słabiej uzbrojonych. Poza tym Niemcy byli zawodowymi żołnierzami a u nas młode chłopaki po szkoleniu okupacyjnym.
Niemcy szybko ochłonęli po zaskoczeniu i podjęli działania zmierzające do wyparcia nas ze zdobytego terenu. Stanisław Łopusiński "Waluś", który niedawno wrócił z partyzantki, ustawił na pierwszym piętrze na stole przy oknie zdobyty po drodze lekki karabin maszynowy. Rozpoczął ostrzeliwanie z niego stanowisk niemieckich. Niemcy strzelali do nas z trybun i sprzed trybun. Między innymi z krzaków jakieś 150 m przed nami strzelał karabin maszynowy. "Walusiowi" zaczęła zacinać się taśma. Zawołał mnie do pomocy: "Zostaw ten karabin i trzymaj mi taśmę, żeby mi się nie zacinała". Taśma szła nierówno przez komorę zamkową. Podskoczyłem z pomocą. Ogień zaczął równo iść, karabin aż odrzucało do tyłu przy długiej serii. Była ona jednak skuteczna, bo niemiecki karabin maszynowy zamilkł. "Waluś" zginął następnego dnia.
Zanim zostałem na chwilę taśmowym "Walusia" prowadziłem ogień z karabinu z sąsiedniego okna. Gdy na moment wychyliłem głowę poczułem ciepło na włosach. Odwróciłem się i zobaczyłem na mojej wysokości dziurę w ścianie. Gdybym ułamek sekundy wcześniej podniósł głowę dostałbym pocisk w samo czoło. Jeszcze raz okazało się, że mam wielkie szczęście, Opatrzność czuwała nade mną.
W tym momencie wpadł do nas "Kordian" i powiedział o śmierci "Racucha". Sytuacja robiła się coraz trudniejsza. Przed naszym budynkiem pojawił się samochód pancerny i zaczął ostrzeliwać nas z działka. Próbowaliśmy z "Walusiem" rzucić w niego granaty, ale IDEALNA odległość była zbyt wielka. Ogień lkm-u i kb nie mógł mu wyrządzić żadnej szkody. W pewnej chwili od chłopców z zewnątrz od strony stajni dostaliśmy rozkaz: "Wycofać się. Niemcy nas otaczają!".
Zaczęła się tragedia. Nasz niepełny batalion, około 400 ludzi, jak na warunki powstańcze nawet nieźle uzbrojonych, nie mógł sprostać 800-osobowej, posiadającej ciężki sprzęt, załodze obytych w walce SS-manów. Przejściowym naszym sukcesem było utrzymanie przez kilka godzin prawie całych Wyścigów (z wyjątkiem trybun).
Zaczęliśmy się wycofywać. Niemcy wstrzelali się w otwartą przestrzeń między kantyną i stajniami. Potem dostajemy również ostrzał z innego kierunku. Wydaje się, że jesteśmy przez Niemców otaczani. Udało się nam jakoś skokami, pojedynczo wydostać się ze stajni i wysuniętych na południe budynków. Uznaliśmy, że jedyną drogą odwrotu będzie tor treningowy położony na zachód od stajni i zabudowań.
Cały teren treningowego toru wyścigowego był pod ciągłym ogniem niemieckiej broni maszynowej. Kto nie wytrzymał nerwowo i poruszał się skokami, musiał w końcu dostać. Widziałem jak padają kolejni koledzy. Ja nie wykonałem żadnego skoku. Przeczołgałem się około 300-400 metrów w linii prostej, kryjąc się czasami za trupami kolegów. Twarda szkoła kpr. "Zawiszy" ocaliła mi życie. I pomyśleć jak go przeklinaliśmy na ćwiczeniach.
Po przeczołganiu się w kierunku północno-zachodnim przez część toru treningowego znalazłem się za załomem muru, który stanowił naturalną osłonę. Dotarło nas tam około 15-20. Większość była ranna. Przy pomocy wiązki sidolówek chcieliśmy zrobić wyłom w murze, ale nic z tego nie wyszło. Przy samym murze rosły drzewa. Wdrapaliśmy się na jedno z nich z kolegą, z drzewa na mur. Siedząc okrakiem na murze odbieraliśmy kolejnych rannych podawanych przez innych dwóch kolegów. Tylko nasza czwórka nie odniosła żadnych obrażeń. Opuszczaliśmy, jak najdelikatniej, kolejnych rannych kolegów za mur. Niestety tam już nie miał kto ich odebrać. Uważam to za największe swoje dokonanie w czasie Powstania. Nie strzelanie, w czasie którego trafiło się wroga lub nie, ale ocalenie życia kilkunastu rannym kolegom. Wśród naszej całej czwórki był też mój przyjaciel "Waluś". Następnego dnia zginął na Czerniakowie, kilkaset metrów od domu w którym mieszkał.
Na treningowym torze wyścigowym zostało wielu zabitych i rannych. Wśród nich zginął tam 16-letni "Drzazga II". Był bardzo zdolny, przed Powstaniem pomagałem mu w nauce, pożyczałem książki. Po 5 dniach spotkałem na Czerniakowie jego matkę. Gdybym ją zobaczył pierwszy, uciekłbym ukradkiem. Ona dosłownie chwyciła mnie za rękaw. "Gdzie jest Jurek?". Mnie zamurowało. Nie miałem jej odwagi powiedzieć prawdę. Przez mózg przebiegła błyskawiczna myśl. Niech ona się przyzwyczai, że jego nie ma. Tłumaczyłem, że batalion został rozbity, że część chłopaków z kompanii K-1 i K-3 poszła do lasu, może z nimi poszedł też jej syn. Nie wierzyła mi. To spotkanie z matką poległego kolegi było dla mnie równie traumatyczne jak NIEŚĆ rannych towarzyszy broni przez mur Wyścigów.
Wszyscy ranni powstańcy, którzy pozostali na terenie Wyścigów zostali przez Niemców podobijani. Następnego dnia Niemcy ściągnęli mieszkańców wsi Zagościniec, kazali niedaleko płotu wykopać ogromny dół i pościągać z pola wszystkie trupy: poległych i pomordowanych. W tym grobie złożono ciała kolegów z K-1, K-2 i K-3 oraz z kompanii B-1, którzy atakowali 2 sierpnia fort przy ul. Smyczkowej. W 1945 r. ekshumowano ze zbiorowej mogiły ponad 150 ciał. Zidentyfikowano z nich 68. W mogile spoczęli również mieszkańcy wsi Zagościniec i Służewiec, których Niemcy ściągnęli do zbierania ciał a następnie rozstrzelali. Grób podobno zasypali już Ukraińcy.
źródło: http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/relacje/relacja32b.html
***********
W roku 2014, w którym przypadała 70. rocznica powstania warszawskiego, w hołdzie opisanym bohaterom akcji na Wyścigach, na Torze Służewiec zorganizowana została gonitwa im. Pułku AK „Baszta”.
***********
Dodatkowe informacje dot. akcji na Wyścigach:
***********
Możesz sprawdzić swoje rozwiązanie zagadki w serwisie
certitude.