Przygody Kartuskiego Gryfa
Tym razem gryf z Kartuz udał się na wycieczkę do Gdańska. Jak on to zrobił? Otóż, skorzystał ze środka komunikacji (o wdzięcznej nazwie) łączącego obie miejscowości. Pojazd został zaparkowany na nietypowym przystanku. Gryfowi bardzo spodobało się, co widział w tej okolicy i wyczytał, że w tym miejscu była niegdyś skocznia narciarska o punkcie K na 30 metrze. Obecnie widać pozostałości terenowe rozbiegu i zeskoku, które to są wykorzystywane przez amatorów zjazdów rowerowych, którzy nazwali to miejsce Tomac na cześć amerykańskiego rowerzysty o takim właśnie nazwisku.
Gryf odleciał już dalej sam, ale pojazd pozostał, może coś jeszcze zostało w środku ;) (skrytka to nie jest klipsiak, w pobliżu jest kesz z OC)