Der Hutmacher in Stettin“
Im Schatten alter Speicherbauten,
wo Oderfluten leise gehen,
sah man einst – wer will’s bestreiten –
den Hutmacher durch Straßen wehen.
Mit Zylinder, schief wie seine Fragen,
und einem Lächeln winderschräg,
sprach er mit den Möwen, an Regentagen,
über Zeit, die niemals vergeht.
Er tanzte auf dem Hakenterrassenstein,
als ob die Stadt sein Wunderland,
ließ Uhren rückwärts ticken, klein
war ihm Vernunft – zu eng, zu schmal, zu bland.
Im Café am Schlossplatz, halb vergessen,
stellte er seine Teekanne auf,
sprach zu Kellnern in Rätselsätzen –
„Wie viele Minuten braucht ein Lauf?“
„Ein Lauf wohin?“ – doch er entschwand
und tauchte später auf beim Hafenlicht.
„In Stettin“, flüsterte er, „bleibt nichts im Stand –
nicht die Stadt, nicht das Ich, nicht das Gesicht.“
So webt er weiter – durch Träume, Gassen,
wo Kinder staunend stehenbleiben,
und alte Damen mit Regenschirmen fassen
die Ahnung, dass Welten sich überschreiben
Kapelusznik w Szczecinie
przekład poetycki
W cieniu starych spichlerzy,
gdzie Odra cicho płynie,
widziano niegdyś – kto zaprzeczy –
Kapelusznika w ulicznej głębinie.
W cylindrze krzywym jak pytania jego,
z uśmiechem krętym jak wiatru cień,
rozmawiał z mewami w deszczu lejącego,
o czasie, co nie zna słowa „dzień”.
Na Hakenterrasse tańczył jak w bajce,
jakby to miasto – jego cudowny świat,
cofał zegary w dziecięcej igraszce,
rozsądek – zbyt ciasny mu był, zbyt blad.
W kawiarni przy zamku – pół zapomniany –
stawiał imbryk jak relikwię lat,
do kelnerów mówił zagadkami:
„Ile minut trwa bieg przez świat?”
„Jaki bieg?” – pytali, lecz już go nie było,
znów pojawiał się w świetle portowych latarń.
„W Szczecinie,” – szeptał – „nic nie stoi w miejscu –
ani miasto, ni ja, ni twarz na gitarach.”
Wciąż snuje się przez sny i zaułki,
gdzie dzieci w zdumieniu wstrzymują krok,
a starsze panie z parasolkami
chwytają go
wzrokiem – na chwilę, co wlokł.