Jeśli macie już za sobą szóstą wspinaczkę, a zarazem rozgrzewkę po dłuższej przerwie, to teraz czas na coś znacznie trudniejszego. Oczywiście piszę to z perspektywy dość niskiej osoby, ale już samo sięgnięcie do pierwszej gałęzi nastręczyło mi nie lada problemu. W dalszej części wyższy wzrost jest już mniejszą zaletą, gdyż trzeba lawirować pomiędzy konarami – w tym przypadku, im ktoś jest niższy, tym lepiej. Na koniec należy już tylko znaleźć dobry punkt podparcia aby bezpiecznie się wpisać.

Co ważne, wspinaczka to jedno, ale pamiętajcie, że zaczynacie przy skarpie, więc realna droga w dół jest jeszcze dłuższa! Miejcie to na uwadze przy ocenie swoich możliwości i, tak jak zawsze, pamiętajcie – są rzeczy ważniejsze od kolejnego kesza w statystykach.