To był jeden z naszych pierwszych spacerów. Żył już kilkanaście miesięcy, ale nie wychodził wcześniej za dużo, więc dopiero uczył się, że spacer to jest coś dla niego i że można mieć z niego radość. Jak to zwykle bywa w takich małych głowach, granica wyznaczona zbyt daleko to granica, która nie istnieje. Tak też było tym razem. Co się wydarzyło? Nie do końca wiem, brak też świadków. Na całe szczęście na jasnym psie wszystko widać jak na dłoni. Rozdzieliliśmy się na spacerze, dostał nowe imię, na które już reagował, więc po prostu zdecydował się nie przybiegać na zawołanie, a skoro tak, to już wiedziałam, że tam gdzieś w krzakach odbywa się pojedynek pies kontra pokusa. I pokusa może być (nie)oczywistym zwycięzcą. Wybiegł z krzaków dumny, pokryty czekoladowo-burą smugą tak gęstą i grubą, że spadała kleksami przy co bardziej nagłych zrywach. Kiedy zbliżył się na dwa metry już wiedziałam, że to nie jest tylko błoto. Że to jest to, co każdy z nas robi, ale mało kto w krzakach i w takiej ilości. Zapięłam go na smycz, droga powrotna do domu wyglądała jak po ostrej imprezie -- wymiotowałam do każdego kosza, potem jeszcze pod wanną. Mimo że wydarzyło się to 7 lat temu, czasem to wspomnienie do mnie wraca. Zapach zszedł po trzech kąpielach w soku pomidorowym. Polecam w beznadziejnie smrodliwych przypadkach. Pomaga też na plamy. Omijajcie nieznane krzaki, mogą w nich być papierzaki.
Podejrzani:
Fonem - sznaucer o ego doga niemieckiego, w sercu ogień, na sierści pokój. Ktoś go wyrzucił z samochodu, a potem ktoś przejechał mu po łapach rowerem, a mógł przejechać, bo Fonem leżał w rowie pobity i ze złamanymi łapami. Poszłam oddać książki do biblioteki i tak Fonem trafił do mnie. Kochał smaczne rzeczy, ale jadł je jak nindża -- nabierał do ust, ale nie za dużo, trzeba mieć godność! A potem ssał, dopóki się nie rozpuszczą na amen.
Chomsky - biało-beżowy piesek bojowy. Ktoś go uwięził na lince w sadzie, ale ktoś go uratował. Potem ktoś go adoptował, ale bardzo źle się nim zajmował, a potem go oddał, bo Chomsky gryzł i ciągnął. I tak trafił do nas i znalazł miłość do końca swojego świata. Nie dojadał, więc zjadał wszystko, co leżało na ziemi przez całe życie. Amator śmierdzących rzeczy.
Psikus - charcik kundelcik o truskawkowym odcieniu beżu, ogień to przy nim letni wyczyn płomienia na patyku, biega, więc żyje. Trafił do nas jako szczeniak, więc je w zasadzie rzeczy nietypowe, z fanaberii, bo z głodem nie miał na szczęście zbyt wiele wspólnego. Ksywy, które ma w domu, pochodzą od tego, co zjadł. Chlebek, Kapusta von Chrupek, Cukinia, Cukierek, Delicja.
Wafel - czarna niespodzianka. Jeszcze nie wiadomo, co z niego wyrośnie, ale rośnie jak mały Psikus -- nie chodzi o tempo, ale o etapy rozwojowe -- tu coś zgryzie, tam umaże się kremem rumiankowym, bo najwyraźniej środy są dla niego dniem SPA dla psa. Jego podejście do życia to na razie "łiiii!". Ma ksywę Szczerbatek, bo gryzie i jest czarny i pojawił się znienacka. Jest u nas dwa tygodnie, za rok podobne historie będą o nim.
Miejsca:
- wały wiślane
- ogródek
- pokój
- przedpokój
Motywy:
- łiii!
- dla zasad
- bo było
- mniam
Wskazówki:
- na jasnej sierści lepiej widać,
- sprawca nigdy nie myślał o sobie w kategoriach godności,
- w żadnym ogródku nie spotkano do tej pory takiej gnojnej górki,
- to, co spało, zjadane było na bieżąco. smakowało
Kto, gdzie i dlaczego wytarzał się w brązowej mazi? W sprawdzatorze podaj imię, miejsce (jak w zagadce) oraz powód (jak w zagadce), bez przecinków.
*Pies to nie jest zabawka. To źródło miłości, bezwarunkowej, silnej, nie zawsze idealnej. Przemyśl, zanim weźmiesz psa, bo zabawne momenty to są momenty, dłuższe, krótsze, ale momenty. Są też zobowiązania, świadomy proces zrozumienia jego potrzeb i wplecenia ich w wasze wspólne życie, koszty, kiedy psu potrzebna jest pomoc behawiorysty, kiedy pies zachoruje. W przypadkach nagłych i przewlekłych te koszty mogą być naprawdę wysokie. Jeśli chcesz poznać pieska, ale bez zobowiązań, weź schroniskowca na spacer. Dla Ciebie to chwila, dla niego to może być najjaśniejszy moment w roku. Wiesz, że psy śnią, rozważają swoje życie i mają marzenia i wspomnienia? Mlaszczą, chrapią, kochają i zazdroszczą. To nie jest tak, że mieszkanie w bloku jest za małe dla psa. No chyba że mieszkasz na 20 metrach i chcesz doga albo bernardyna. To nie jest tak, że serce może być za małe dla psa, one mają magiczne zdolności rozciągania serca, cierpliwości i uważności na świat. Dla psa ważne jest kilka fajnych aktywności, spacer, na którym może bez pośpiechu powęszyć i poczucie bezpieczeństwa. I człowiek, który odmieni jego los.
Możesz sprawdzić swoje rozwiązanie zagadki w serwisie
certitude.