RYS HISTORYCZNY:
Zamek w Golubiu-Dobrzyniu to późnogotycko-renesansowy zamek zbudowany na początku XIV wieku przez Zakon Krzyżacki na pograniczu ziem dobrzyńskiej i chełmińskiej. Pełnił funkcję warowni oraz siedziby komtura krzyżackiego.
Po zakończeniu wojen z Zakonem Krzyżackim w XV wieku zamek przeszedł w ręce polskie i został przekształcony w rezydencję renesansową. Szczególny wkład w jego rozbudowę miała Anna Wazówna, siostra króla Zygmunta III Wazy, która rezydowała tam na początku XVII wieku. To za jej czasów zamek nabrał bardziej reprezentacyjnego charakteru.
Przez wieki zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli i był świadkiem wielu wydarzeń historycznych, w tym wojen szwedzkich, które przyniosły mu spore zniszczenia. W XIX wieku popadł w ruinę, ale w XX wieku został odrestaurowany.
Obecnie Zamek Golubski pełni funkcję muzeum oraz miejsca organizacji licznych wydarzeń kulturalnych, w tym słynnych turniejów rycerskich, przyciągając turystów swoją bogatą historią i legendami.

___________________________________________________________________________________________________________________
LEGENDY I DUCHY ZAMKU GOLUBSKIEGO
Zygmunt Kwiatkowski
Legenda o Annie Wazównie
W dawnych wiekach mieszkała na Zamku Golubskim i żyła w nim długie lata bardzo mądra i wykształcona królewna. Była prawa i sprawiedliwa, za co lud ją lubił i szanował. Kochała ona również swych poddanych i baczyła by nikt im krzywdy nie czynił i by żyli dostatnio a spokojnie. Choć była siostrą króla, pozostawała jednak zawsze skromna, w pracy szukając zajęcia dla siebie. Zbierała przeto różne zioła, którymi leczyła chorych, przywracając im zdrowie i ulgę w cierpieniach czyniąc. Pomagała biednym i wdowom, opiekowała się sierotami i chorymi.
Nie lubiła strasznie próżniaków i plotkarzy, których precz ze swego starostwa przepędziła, zakazując im na zawsze powrotu do Golubia. I jak legenda głosi, próżniacy ci i plotkarze długo po jej śmierci jeszcze Golub omijali, a lud tu żył prawy i sobie życzliwy.
I tak lud Golubia do prawości się przyzwyczaił i plotkarstwem się brzydził, że kiedy do grodu mimo zakazu, jeden z największych plotkarzy, Pokorą nazywany, powrócił i na powrót plotkować począł, mieszczanie pochwycili go i sami srogo ukarali, język i uszy obcinając.
Jak szelma potem po świecie chodził i nikomu już krzywdy nie czynił, boć pisać nie umiał, a anonimów wówczas jeszcze nie znano.
Owa królewna ta, tak związała się z Golubiem i tak go pokochała, że kiedy umarła, duch jej na Zamku Golubskim co wieczór się pojawiał i cicho chodząc po komnatach sprawdzał, czy zamkowi jakaś krzywda się nie dzieje. Nawet dziś, choć wiele wieków już upłynęło, duch Anny Wazówny na zamku się pojawia, co grzeczniejszym turystom się ukazując, a nawet rozmawiając z nimi. Podobno do niektórych uskarżała się nawet, że co noc musi odbywać daleką wędrówkę z Torunia, gdzie w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny złożone są jej prochy, aby odwiedzić zamek golubski i starostwo swoje.

Duch Anny Wazówny wędrując po krużgankach i komnatach zamku golubskiego, najczęściej widoczny, jeno trzaskającymi drzwiami dając znać o sobie, skrzypiącą podłogą i tajemnymi szelestami. Pojawia się zaś przy wszystkich ważniejszych okazjach, jak na władczynię tego zamku przystało. Bywa zawsze na słynnych balach golubskich, organizowanych na. Pojawia się wówczas, wywołana tajemniczymi zaklęciami gospodarza balu, wychodząc z ukrytego przejścia w murze zasłoniętego obrazem. Po trzykrotnym zaklęciu gospodarza balu, obraz pokrywa się całunem mgły, z którego wyłania się śliczna i wspaniała postać księżny Anny Wazówny, w koronie na głowie, w białej, bogato perłami i kosztownościami zdobionej sukni. Pozdrawia uczestników tej fantastycznej biesiady, a nawet toast z nimi wypija i na balu aż do pierwszego brzasku dnia zostaje. A potem nagle znika, by znów pojawić się kiedyś przy wielkiej i ważnej okazji. By dać znać, że pamięta o zamku i pragnie nie tylko jego rozwoju, ale życzy mu powrotu do dawnej chwały i sławy z okresu swego panowania.
Legenda o zakonniku i pięknej golubiance
Jak głosi legenda, a prawda potwierdza, golubianki od dawien dawna z niezwykłej urody słyną. Ten szczególny urok i czar golubianek sprawił, że w jednej z nich w dawnych i odległych wiekach zakochał się brat zakonny, choć reguła klasztorna tego wzbraniała. Szybko odkryto ich miłość i tajne schadzki. Na brata zakonnego zaczęły spadać kary coraz surowsze i okrutniejsze.
Kiedy one jednak nie odnosiły skutku, wtrącono brata zakonnego do podziemnego lochu, który do dnia dzisiejszego w zamku oglądać można. Surowa to była kara i okrutna. Dwa piętra pod ziemią, wśród ciemności i zaduchu, skąd nikt nie był zdolen się wydostać, ni nawet westchnienie przekazać. Miłość jego była jednak tak wielka, że żadne cierpienie nie mogło zmusić go do wyrzeczenia się pięknej golubianki. Kiedy wyciągnięto go po trzech miesiącach z okrutnego lochu i zażądano wyrzeczenia się ukochanej, odmówił, dotrzymując wierności uroczej golubiance. Wtrącono go na powrót do lochu, gdzie po kilku tygodniach zakończył życie.

Golubianka zaś okazała się godną tych wielkich szlachetnych uczuć i choć miała tysiące propozycji małżeńskich, pozostała do końca życia wierna, dając dowód jeszcze jednemu przymiotowi golubianek - wierności i stałości uczuć.
Ta zakochana para z odległych wieków do dzisiejszego dnia spotyka się na zamku. Kto nie wierzy, niech o północy spojrzy na krużganek golubskiego zamku, a na pewno zobaczy przytuloną do siebie, ukrytą w cieniu poddasza krużganka zakochaną parę golubskich duchów.
Legenda o wójcie Samwoju.
Kiedy Krzyżacy na wzgórzu opodal Golubia zamek ogromny wznosili, panowanie tu swoje rozciągając, zaczęli na mieszkańców miasteczka różne podatki i ciężary nakładać. Naruszali prawa i wolności mieszkańców, tradycją i zwyczajami utrwalone, czynili gwałt i samowolę.
W owych czasach wójtem Golubia był mężny i prawy Samwoj. Występował on odważnie w obronie praw i honoru mieszkańców Golubia, krzywdy nie pozwalając im czynić. Nie podobało się to Krzyżakom, przywykłym do bezwzględnego posłuszeństwa swych poddanych. Wiedzieli, że nie złamią prędzej godności i oporu Polaków dopóki im wójt Samwoj przewodzi. Przeto zaprosili go na zamek i obmyślili mu śmierć okrutną. Kiedy przybył na zamek, napadło niespodziewanie na niego kilku zbirów, powaliło na ziemię, spętało rzemieniami i zawlekło do sali tortur. Poddano go tam wymyślnym mękom. Wbijano drzazgi za paznokcie i przypalano ogniem, chcąc tym przestraszyć Samwoja, zmusić go do upokorzenia i błagania o litość. Mężny był jednak Samwoj. Nie prosił o litość, nie błagał o życie, jęku nawet nie wydał.
Drażniło i złościło to braci zakonnych. Szczególnie zaś samego komtura, który przypuszczając, że wójt przy tak licznych świadkach jest gotów raczej umrzeć, niż się upokorzyć, wyprosił wszystkich z sali tortur, polecając im stać za drzwiami i słuchać jęków i krzyków torturowanego wójta, dopóki sam ich do sali ponownie nie poprosi. Przeto stali tam posłusznie. Po chwili usłyszeli rzeczywiście okropne jęki i przeraźliwe krzyki. Dziwili się jeno, że torturowany wójt charcząc z bólu, niemieckie słowa z siebie wydobywał. Kiedy jęki ucichły i stojący na dziedzińcu Krzyżacy weszli do środka, oniemieli z przerażenia i zdziwienia. Nad rozpalonym ogniem, tam gdzie uprzednio wisiał wójt Samwoj, zwisało bezwładne, martwe ciało ich komtura.
Tymczasem wójt golubski, który uwolnił się dzięki swej olbrzymiej sile, rozrywając krępujące go rzemienie, spętał komtura, zawiesił go nad ogniem i znając ukryte przejście w murze, które zapamiętał jeszcze z czasów budowy zamku - uciekł. Dotarł do pobliskich lasów i posuwając się nimi, nie ku ziemiom polskim, lecz na północ, gdzie najmniej się go spodziewano, dotarł na Litwę i jak legenda głosi, walczył tam przeciwko Krzyżakom pospołu z Litwinami. A kiedy doszło do pierwszej rozprawy z Krzyżakami w bitwie pod Płowcami, wójt golubski Samwoj, małym oddziałem, z Litwy przyprowadzonym dowodził.
Zaś duch okrutnego komtura, krwawym komturem zwany, do dziś na Zamku Golubskim pokutuje. Wśród ciemnej nocy, z dawnej sali tortur wydobywają się straszne jęki i złorzeczenia. Skóra od nich cierpnie i włosy się jeżą na głowie nawet najbardziej odważnym.
Do dzisiejszego dnia sale te oglądać można, które jedynie kółkami w suficie umocowanymi świadczą o dawnym swym przeznaczeniu, przejście do Muzeum PTTK dziś stanowiąc. Jak legenda mówi tu najczęściej w nocy słychać okrutne jęki duchów, lub przeraźliwe głosy samego krwawego komtura.

Ucieczka z niewoli.
Golub był zamożny i zawdy bogaty. Położony w zakolu rzeki Drwęcy, otoczony zewsząd murami potężnymi, zachwycał swą obronnością i pięknym położeniem. Rzeka Drwęca dostarczała ryb w obfitości wielkiej i wody czystej dostatek, nasłonecznione zaś zbocza wzgórz, za murami miejskimi się rozciągające zaopatrywały mieszkańców w owoce i płody wszelkie. I tak żył lud Golubia w dostatku i dobrobycie.
Aż nagle na Rzeczpospolitą nawałnica szwedzka runęła, nie oszczędzając i Golubia. Golub zdobyto i splądrowano. A kiedy dumni i hardzi mieszkańcy miasteczka odmówili zapłaty dodatkowo nałożonej jeszcze kontrybucji, w pobliskie lasy uciekając, Szwedzi do niewoli kobiety, dzieci i starców ostałych w mieście zabrali i na dziedzińcu zamkowym uwięzili. Nie wiadomo jaki byłby los zakładników, których bez jedzenia trzymano i śmiercią straszono, w ten sposób pragnąc wymóc kontrybucję, gdyby nie pomoc jakowejś nieznanej kobiety.
Kiedy na dziedzińcu zamkowym zakładnicy stłoczeni leżeli, głodni i zziębnięci, pojawiła się im nagle kobieta w królewskie szaty odziana i pomoc obiecała. Był to oczywiście duch Anny Wazówny. Poprowadziła ich do piwnic, gdzie odkryła im tajne przejście do podziemnego krużganka prowadzące i uciekać kazała.
W ten sposób zakładnicy niezauważeni przez szwedzkie straże, zamek opuścili i podziemnym krużgankiem uciekać poczęli. Daleka była przed nimi podróż, bo jak legenda głosi, krużganek ów pod korytem rzeki przechodził i do drugiego zamku w Radzikach Dużych prowadził.
Po pewnym czasie zauważono jednak nieobecność więźniów i szukać ich poczęto, a kiedy odkryto drogę ucieczki, w pościg spiesznie ruszono. Biegli Szwedzi podziemnym korytarzem, przybliżając się szybko do wycieńczonych głodem i osłabionych zakładników. Odległość zmniejszała się z każdą chwilą, do biegnących żołnierzy zaczęły już dochodzić głosy uciekających kobiet i dzieci. Przyśpieszyli kroku, aby dopędzić zakładników i jak najszybciej wyładować na nich swój gniew i złość. Lecz i uciekający słyszeli tupot pędzących żołnierzy szwedzkich i ich krzyki i szybciej jeszcze uciekać poczęli. Strach ich obleciał ogromny, bo przecież wraz z tymi głosami przybliżała się ku nim okrutna śmierć.
Wydawało się, że już nic nie uratuje przed nią uciekających, gdy nagle ziemia zadrżała. To olbrzymi kamień ze zbocza wzgórza, jakowymś sposobem zaczął się obsuwać i coraz szybciej w dół toczyć. Łamał i kruszył wszystko na drodze do Drwęcy się staczając. Wpadł do wody akurat w miejscu, gdzie pod korytem rzeki podziemny krużganek przechodził. Załamał go swym ciężarem i drogę ścigającym przegrodził. Wielu z nich zostało zabitych od razu, inni zaś potopili się. Tylko nieliczni zdołali ujść i powrócić do zamku. Szwedzi dowiedziawszy się o owym wydarzeniu w popłochu uciekli. Zakładnicy zaś spokojnie do miasta powrócili. Kamień zaś ów ogromny pośrodku koryta rzeki, w pobliżu miasta do dziś leży, legendę tę dziwną a szczęśliwą potwierdzając.
Było też owe wejście do podziemnego lochu prowadzące, które jeszcze przed odrestaurowanie zamku oglądać było można. Wejście to z prawej strony bramy się znajdujące, zamurowano zostało na początku prac konserwatorskich, pokrywając nimbem tajemnicy jedną z ciekawostek zamku.
Zaklęte schody
Ma też zamek inne legendy, mniej straszne i okrutne. Jedna z nich opowiada o zaklętych końskich schodach, znajdujących się w Zamku Golubskim. W wielu zamkach średniowiecznych panował zwyczaj, że do komnat mieszkalnych, mieszczących się na pierwszych piętrach, wjeżdżano na koniach. Tam dopiero z nich schodzono i służba odprowadzała konie do stajni. Stąd nazwa końskich schodów. Wjeżdżano nimi na koniach nie z powodu lenistwa rycerzy, jeno ze względu na ciężkie zbroje, jakie rycerze na sobie dźwigali.
Takie schody zachowały się do dnia dzisiejszego w wielu zamkach Polski i Europy. Można je oglądać i podziwiać. Są takie schody również w zamku golubskim. Ale są to schody niezwykłe i zaczarowane. Bo kto nimi pierwszy raz przejdzie, to w przeciągu roku czasu w chwili dla siebie poważnej może zarżeć jak koń.
Turyści niezbyt wiarę dają tej legendzie, śmiało wchodzą na schody, nie wierząc w czarodziejską ich moc lub przygody niezwykłej szukając. A jak głosi współczesna legenda różne już były z tego powodu śmieszności i nieporozumienia. Ktoś tam zarżał przy oświadczynach, inny znów przed pocałunkiem dziewczynę rżeniem wystraszył. Ponoć komuś na wykładach też się to przytrafiło. Był też wypadek, że na ślubnym kobiercu stojąc, jeden z młodzieńców miast "tak" odpowiedzieć, rżeniem ceremonię ślubu przerwał i los starokawalerstwa sobie zgotował.
Lecz to tylko legenda i wierzyć w nią nie trzeba, choć ponoć prawdą to jest co opowiada.

Jak cegłę na budowę zamku golubskiego transportowano.
Potężny jest Zamek Golubski i potężne mury posiada. Grubość ich w niektórych miejscach do ponad dwóch metrów dochodzi. Do wybudowania tak olbrzymiej kaszteli dziesiątki tysięcy sztuk cegły potrzebowano i niezliczoną ilość wozów wapna, tudzież drewna i innych materiałów. Trza to było zgromadzić na wzgórzu, gdzie zamek miano postawić.
Legenda opowiada, że cegłę z cegielni grębocińskiej aż transportowano, a był to transport osobliwy i nieczęsto spotykany. Krzyżacy zgromadzili lud z całej okolicy i w luźnym szeregu go ustawiwszy, cegłę podawać z rąk do rąk kazali. W ten sposób cegła grębocińska na Zamek Golubski poprzez ten szereg ludzki, w prostej linii wędrowała. Pracowali tam mężczyźni i kobiety wespół z dziećmi i starcami. Wszystkim cegłę podawać kazano. Inaczej bowiem do tak długiego szeregu (ok. 30 km) ludu by nie starczyło.
Jak wyroki śmierci na Zamku Golubskim Krzyżacy wykonywali.
Krwawe i okrutne były czasy krzyżackiego panowania. W tym okresie Zamek Golubski był ośrodkiem terroru i represji. Ponure i złowieszcze to były dni dla Golubia. Krzyżacy czynili wszystko, aby wywołać i utrzymać wśród mieszkańców uczucia grozy i lęku. Za wszelakie, nawet drobne przewinienia stosowano surowe kary. Pod byle pozorem zaciągano do sali tortur, gdzie umyślnie męki zadawano. Przecinano skórę, sól w rany sypiąc, ogniem przypiekano, drzazgi za paznokcie wbijano i inne okrutne tortury stosowano. Wymyślano też jak najokrutniejszą śmierć biednym skazanym. Do najstraszniejszej należała śmierć od kropli wody, która dla Zamku Golubskiego tradycją się stała.
Jak legenda opowiada skazanego na śmierć pod kamienną misą przywiązywano. Z misy tej, przez umyślnie zrobioną szczelinę, co chwila kropla wody spadała na głowę skazanego. Pierwsze krople krzywdy nie czyniły, lecz już następne denerwowały, później ból wywoływały, z początku lekki, potem coraz mocniejszy, aż w najokrutniejszą mękę on się przeradzał. Każde uderzenie kropli w głowę uderzeniem młota być się zdawało. Długa to była męka, nim któraś kropla ludzkie życie przerwała. Nie stosowano nigdzie takich egzekucji, jeno w Golubskim Zamku.
Jeszcze pół wieku temu, obok wejścia do Muzeum PTTK dziś wiodącego, umocowana była na górze misa kamienna ze specjalną szczeliną, pod którą Krzyżacy w zamierzchłych wiekach skazanych przywiązywali. Dziś już jej nie ma, jedynie przewodnicy PTTK oprowadzający wycieczki, miejsce to wskazują, opowiadając o tych strasznych egzekucjach i okrutnych torturach, w dawnej sali tortur zadawanych, dziś przejście do Muzeum Regionalnego stanowiące.
Dwie tajemnice zamku
Wiele jest jeszcze legend o Zamku Golubskim i wiele tajemnic nie opowiedzianych do spisania ostało. Jedna z nich mówi o celi pokutniczej, inna zaś o zaczarowanej wnęce opowiada.
W Zamku Golubskim, obok kaplicy, cela pokutnicza się znajduje, gdzie dawniej grzesznych zakonników i rycerzy zamykano i "o chlebie i wodzie" przez kilka dni trzymano. Do dzisiejszego dnia cela ta tajemną moc odpuszczenia grzechów zachowała. Jak legenda głosi, wystarczy tam wejść i chwilę pobyć, aby mleć wszystkie grzechy odpuszczone.

Chętnych do obejrzenia tej celi jest zawsze dużo, szczególnie po hucznych dansingach w kawiarni "Rycerskiej" przez PTTK organizowanych lub też po sławnych balach kostiumowych i sylwestrowych. Aż dziw bierze, że tyle chętnych celę pokutniczą oglądać pragnie.
Jeszcze ciekawsza jest zaczarowana wnęka, gdzie dawniej złote łoże Anny Wazówny stało. Według legendy wnęka ta ma jakowąś moc czarodziejską, wystarczy pomyśleć o czymś, aby ta myśl się spełniła. Spełnia się zawsze tylko pierwsze pragnienie i to takie, które drugiemu krzywdy nie czyni. Wszyscy turyści tam wchodzą, nikt tej okazji nie marnuje, bo przecież zawsze jakoweś pragnienia i marzenia każdy posiada.

_____________________________________________________________________________________________________________
Zadanie do wykonania jest dwuetapowe:
Współrzędne startowe zaprowadzą Cię do głównej bramy. Już zbliżając się powinieneś zauważyć wysoko nad wejściem herb rodowy Wazów. Jaka inskrypcja znajduje się na herbie? Odpowiedź prześlij najlepiej na email virtual.golub@gmail.com, ale możesz również przez formularz kontaktowy ;)
Druga część zadania: Udaj się na waypoint "Punkt widokowy" i z tego miejsca zrób przynajmniej jedno zdjęcie siebie, swojego nicka, drewniaka, albo przedmiotu podróżnego itp. na tle zamku. Zdjęcie dołącz proszę do logu.
Po wysłaniu odpowiedzi nie musisz czekać na odpowiedź zwrotną - możesz od razu logować.
Logi niespełniające wymagań będą usuwane.
Pamiątka, którą możesz wkleić na swoją stronę profilową:
<a href="https://coord.info/GCAJJQ7"><img src="https://i.imgur.com/N4gEbTE.jpeg" alt=""></a>
_____________________________________________________________________________________________________________
UWAGA!
Obowiązuje opłata parkingowa. Wszystkie informacje na oficjalnej stronie Zamku Golubskiego.
Bezpłatny parking znajduje się przy starówce golubskiej ok 10 min spaceru na podanych współrzędnych (waypoint).
_____________________________________________________________________________________________________________
Virtual Rewards 4.0 - 2024-2025
This Virtual Cache is part of a limited release of Virtuals created between January 17, 2024 and January 17, 2025. Only 4,000 cache owners were given the opportunity to hide a Virtual Cache. Learn more about Virtual Rewards 4.0 on the Geocaching Blog.