Stefan lubił podróżować po rodzinnych stronach. Tego dnia wyruszył na północ od Szprotawy drogą na Bolesławiec, przejechał może pięć, może więcej kilometrów i po prawej stronie drogi jego oczom ukazał się jeden silos. Potem zobaczył kolejny. W jego pamięci wróciły obrazy, gdy widział podobne obiekty w czasie swojej podróży po NRD. Jechał wtedy przez trzy kolejne landy i widział podobne silosy. Jeden w Saksonii osiem w Brandenburgii i kilka w Turyngii. Nagle musiał wrócić z podróży sentymentalnej, gdy wskazówka w baku jego pojazdu wskazała zero. Wydawało mu się, że ma samochód zatankowany do pełna, a tu raptem pięć kilometrów za Szprotawą bak jest pusty. Zatrzymał samochód przy silosach, spojrzał na wschód a potem na tą drugą stronę drogi i stwierdził, że chyba będzie musiał tu zanocować. Było już późno, a nie widział w pobliżu żadnych pojazdów. Stwierdził, że zadzwoni po pomoc. Pierwszy z wybranych numerów nie odpowiadał. Dopiero piąta osoba odebrała, ale nie mogła udzielić Stefanowi wsparcia. Kolejną osobą, do której zadzwonił był Marian, który stwierdził, że bez problemu przyjedzie. Minęły trzy minuty i Marian był na miejscu. Wlali do baku wachę zakupioną przez Mariana, było tego sześć litrów i próbowali odpalić samochód. Odpalił za drugim razem. Stefan opowiedział Marianowi o swoich przygodach, w NRD które wypłynęły na powierzchnię jego pamięci na widok silosów. Marian stwierdził, że widział takich sześć sztuk, kiedy przez pięć miesięcy był w delegacji w Czechosłowacji. Cała historia miała swój finał w pospiesznym powrocie Mariana i Stefana do domu, ponieważ okazało się, że brakło paliwa, ponieważ Stefan miał dziurę w baku. Stefanowi przypomniało się, że miał podobną przygodę z samochodem, gdy pracował na Węgrzech. Ale to już inna historia.