PROSZĘ O PODEJMOWANIE KESZA Z DUŻĄ DYSKRECJĄ ALBO WIECZOREM, bo w pobliżu zawsze jest tłoczno!
Kesz to pojemnik, który nie znajduje się na swojej wstępnej lokalizacji. Aby zdobyć informacje na temat koordynatów ukrycia, trzeba rozwiązać prawidłowo zagadkę związaną z „Kroniką Żyrosława”. Miłej zabawy!
Skrytka jest pierwszą z serii "Kronika Żyrosława" będąca fantastyczno- historyczną historią o życiu mężczyzny z Polkowic. Jest to fikcja otoczona rzeczywistymi elementami historycznymi regionu.

Kronika Żyrosława: AKT I: Zapach mąki i wir wiatru
6.11.1928r.
„Witam,
Nazywam się Żyrosław, a oto mój pamiętnik.
Moje całe życie od najmłodszych lat związane było z szumem młyńskich skrzydeł i zapachem świeżo zmielonego ziarna. Ojciec nazwał mnie tak dziwnym imieniem nie bez powodu, bowiem chciał związać mnie z plonami na zawsze. Wychowałem się w Polkowicach, słuchając opowieści ojca o dawnych czasach. Staliśmy pod naszą 16-metrową wieżą młyna, wspominając 6 wiatraków stojących dawniej od strony Lubina i 4 od Głogowa...
Nasz młyn był jednak wyjątkowy. Mój dziad Gniewko pamiętał jeszcze wielki pożar, który strawił stary, drewniany wiatrak stojący w tym miejscu kilkadziesiąt lat temu. Widział, jak nowy właściciel, Ernest Zimmerling, wznosił naszą dumną, tą murowaną wieżę i montował w niej nowinkę techniczną – rezerwową maszynę parową. Jako młody chłopak patrzyłem z zachwytem, gdy syn Ernesta sprowadził prąd elektryczny z zakładów Leopolda Wierzejewskiego. Staliśmy się pierwszym młynem elektrycznym w całej okolicy! To prawdziwa potęga... Ojciec uczył mnie wtedy, jak dbać o ciężkie kamienie młyńskie i jak prowadzić przemiał na przełomie wieków.
Gdy w latach 20. sam przejąłem opiekę nad młynem, praca wypełniała mi całe dni. Była cicha, ciężka w pojedynkę, ale dawała niezwykłą dumę. Kochałem moją profesję. Brało się w dłonie ciepłą mąkę i wiedziało, że karmi się całe miasto. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko jednego…
Agnieszkę poznałem w chłodny, wiosenny poranek. Przyjechała do młyna wozem ze swoim ojcem, tutejszym gospodarzem, zwożąc resztki zeszłorocznego żyta. Miała na sobie prostą, lnianą chustę, a gdy uśmiechnęła się do mnie zza worków, w izbie przemiałowej zrobiło się nagle widno. Od tamtej niedzieli zacząłem wypatrywać jej wozów z rosnącym sercem. Nie chcieliśmy hucznego wesela w karczmie. Byliśmy raczej typem skrytych ludzi. Nasz ślub odbył się tuż pod dumną wieżą wiatraka, w cieniu wielkich, nieruchomych tego dnia skrzydeł, w obecności najbliższej rodziny oraz znajomych sąsiadów z Polkowic. Gdy złożyliśmy sobie przysięgę, Agnieszka wyciągnęła z chusty drobną sadzonkę ze splecionymi 7 korzonkami. Razem, dłońmi stale oprószonymi mącznym pyłem, wykopaliśmy dołek tuż przy ceglanej podwalinie młyna i posadziliśmy krzew. »To na znak naszego nowego życia« – powiedziała Agnieszka, patrząc mi prosto w oczy. »Moja babka mówiła, że ona rośnie tam, gdzie ludzie potrafią trwać przy sobie na dobre i na złe. Gdy wyda pierwsze czerwone owoce, zwiastując obfity plon, nasz dom wypełni się dziecięcym śmiechem«. Przygarnąłem ją do siebie przy głośnym wiwacie mieszkańców. Zapach świeżej ziemi zmieszał się z aromatem mąki i ciepłym powiewem wiatru. Staliśmy tak pod wieżą młyna, patrząc na małą sadzonkę i nie wiedząc jeszcze, że ziemia głęboko pod naszymi stopami kryje tajemnicę, która za kilkadziesiąt lat zmieni losy całej naszej rodziny...”
Zagadka: Wyciągnij dane 1,2 oraz 3 z opowieści i uzupełnij koordynaty. W ich pobliżu znajdziesz skrytkę.
51.50(2)3189,(1).0656(3)70
uwaga: proszę odkładać kesza dokładnie w taki sam sposób, jaki był przygotowany, żeby nikt kolejny nie miał problemu z wyciągnięciem logbooka.
Kesz nie ma nic do pisania w środku, zawiera tylko logbook.
Powodzenia!
+ aktualnie w Wiatraku "Holender" jest mini muzeum, które warto odwiedzić. Polecam szczególnie turystom przejezdnym. Wiartak polkowicki ma swoja stronę internetową, gdzie na powinny być na bieżąco opisywane godziny otwarcia i wydarzenia