Le roi est mort, vive le roi!
Umarł król, niech żyje król - tak marszałek dworu królestwa Francji ogłaszał śmierć starego i rozpoczęcie panowania nowego władcy (korona francuska była bowiem niedysponowalna) - jednym z powodów takiego działania była chęć uniknięcia walk sukcesyjnych, takich jak chociażby Wojna Stuletnia.
W ekologii wojna o panowanie nad danym terenem może trwać dużo, dużo dłużej.
Oto historia o powalonym władcy i dwóch rządnych panowania kuzynkach owego - jednej smukłej i pięknej, drugiej z kolei dużo bardziej wykształconej, choć nieco przysadzistej.
Le roi est mort.
W klimacie umiarkowanym - jaki mamy w Polsce - podstawowym rodzajem szaty roślinnej jest las mieszany - raczej liściasty, choć z domieszkami drzew iglastych. I choć powszechnie za najpotężniejsze drzewo na naszych lasach uznaje się długowieczny dąb szypułkowy (Quercus robur), to jednak głównym gatunkiem lasotwórczym, prawdziwym władcą pierwotnej puszczy był grab pospolity (Carpinus betulus) - nieco mniej imponujący, ale dużo łatwiejszy do rozpoznania nawet dla laika. Zwłaszcza zimą.

Grab posiada bowiem charakterystyczną - "zagrabioną" - korę. Poza tym zazwyczaj dorasta do 35 metrów wysokości, ma gęstą, wysoką koronę i bardzo delikatne - w przeciwieństwie do dębu - jajowate bądź eliptyczne podwójnie ząbkowane liście, także charakterystycznie pofałdowane w harmonijkę. Jest zarówno wiatropylny (anemogamia), jak i wiatrosiewny (anemochoria).

Lasy, które tworzy rzadko są jednogatunkowe. Częstym towarzyszem jest dąb (zarówno szypułkowy, jak i rzadszy bezszypułkowy), zdarza się - w granicy swojego zasięgu - jodła pospolita (Abies alba) czy lipa drobnolistna vel drobnokwiatowa, po łacinie zwana sercowatą ze względu na kształt liścia (Tilia cordata). Takie zbiorowisko roślinne nazywane jest grądem - i jak wspominałem - w naszych warunkach klimatycznych jest zbiorowiskiem dominującym, ba, ostatecznym (w ekologii mówi się, że jest to ekosystem klimaksowy) - gdyby nie przeszkadzać w rozwoju to raczej na pewno w danym miejscu wyrośnie któryś z rodzajów grądu.
Niestety dla grądów, lasy te rosną na dość żyznych glebach. Co oznacza, że pojawienie się człowieka (Homo sapiens) po rewolucji neolitycznej (przypominam - wynalezienie rolnictwa) spowodowało likwidację sporej części grądów (chociażby przez przekształcenie ich w dąbrowy) - na początek przez rolnictwo typu żarowego - czyli poprzez wypalanie lasów...
Vive la roi?
Po przybyciu człowieka po grądach pozostały więc popioły. Przez kilka lat - stosując uprawę kopieniaczą - siano na miejscu byłego lasu zboże, a po wyjałowieniu gleby przenoszono się dalej. W miejscach, gdzie wynaleziono dwupolówkę, a potem trójpolówkę las już nigdy nie wrócił - do dziś są tam pola uprawne, uniemożliwiające sukcesję...
Sukcesję oczywiście ekologiczną. Co to takiego? Ano, jest to proces następowania po sobie kolejnych ekosystemów aż do utworzenia się na danym terenie klimaksu - czyli w Polsce głównie lasu liściastego bądź mieszanego.
Jak to się odbywa? Kto zajmuje miejsce obalonego króla?
Najpierw - po zniszczeniu lasu i zakończeniu uprawy (choć pole też jest ekosystemem) pojawia się łąka - drzew tam nie ma, głównie trawy, zioła, wkrótce przytłumione przez tak ekspansywne rośliny jak światłolubna naparstnica purpurowa (Digitalis purpurea) czy kochająca azot pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica). Ale to tylko przejściowi władcy - ot, żakeria czy inna rabacja. Wkrótce teren ten przejmują zaborcze kuzynki graba...
Pierwszą - tą smuklejszą - przywiał tu wiatr. Szybko jednak bierze sprawy we własne ręce i pnie się ku światłu - rośliny zielne nie mają wielkich szans. To brzoza brodawkowata (Betula pendula) - jedno z najpiękniejszych drzew nie tylko w Polsce, ale chyba i na świecie. Traktowana jest - słusznie - jako gatunek pionierski, czyli taki, który jako pierwszy zajmuje na przykład nieużytki. Czy pogorzeliska.

Druga kuzynka jest nieco rozważniejsza. Nie rzuca się od razu na wolne miejsce. Muszą sprowadzić ją tam jacyś posłańcy (zoochoria) - sójka, czy orzechówka. Leszczyna pospolita (Corylus avellana) jest jednak bardziej bezwzględna niż frywolna brzoza. Rychło tworzy gęste zarośla - wspaniałe miejsce do życia dla zwierzyny płowej - tłumiące wszelkie inne próby zajęcia terenu.

Tak, zdecydowanie grabowi dużo trudniej będzie pokonać leszczynę niż brzozę.
Vive la roi.
W końcu jednak drzewa przeważą. Brzoza spróchnieje, a leszczyna zostanie składnikiem podszytu leśnego. Grab wróci.
Ale grąd nie będzie już taki sam jak wcześniej. Zapewne z drzewostanu wypadnie jodła - przez środkową Polskę przebiega północna granica zasięgu występowania tego gatunku, więc z wielkim trudem populacje jodłowe się odnawiają. Może za to wyrośnie przywleczony z Ameryki dąb czerwony (Quercus rubra) albo masowo sadzona przez człowieka sosna pospolita (Pinus sylvestris)?
Kto to wie...
Jeszcze słowo o sukcesji ekologicznej.
Czy proces ten ma wpływ na nasze życie czy otoczenie? Tak. Nawet zdecydowanie tak.
W dawnych wiekach, w czasach pierwszych rolników wypalających lasy, miał także niebagatelne znaczenie dla przeżycia grup ludzkich. Porastające nieużytki zarośla leszczynowe były bowiem nie tylko magazynem mięsa w postaci saren, dzików czy jeleni, ale także dostarczały niezwykle kalorycznych orzechów laskowych - jednego z głównych źródeł tłuszczu w tamtych wiekach. W sumie dużo łatwiej dostępnego niż zwierzęta.

Obecnie o sukcesji ekologicznej może przekonać się każdy kto ma działkę niedaleko lasu. Ona po prostu zarasta - do niedawna w związku z obostrzeniami prawnymi właściciel był w stosunku do tego ekologicznego procesu całkowicie bezradny. Wystarczyła chwila nieuwagi, a brzozy pokrywały całą powierzchnię i wyciąć ich nie wolno było.

Sukcesji podlega każde miejsce w Polsce - czy to będzie nieużywany chodnik, czy niezamieszkały dom.
Natura jest cierpliwa, ale w końcu - nawet po tysiącu lat - wszystko przejmie z powrotem. Niech żyje król.

Skrytka umieszczona na stanowisku ruderalnym, na którym zaczęła się sukcesja ekologiczna.