Kordy dokładne. Za dnia miejsce bardzo uczęszczane. Sztuką jest nie tyle znalezienie kesza ile takie jego podjęcie, żeby nie spalić skrytki. Proponuję metodę na "wiązanie sznurowadła", nawet jeśli macie na nogach klapki. Weźcie ze sobą coś do pisania !
DZWONNICA jest jedną z najstarszych budowli w Środzie. Stoi obok kościoła parafialnego św. Andrzeja. Kościół początkowo był romański. Przebudowano go w latach 1378 – 1388 a czternaście później zakończono budowę wieży dzwonniczej. Miała ok. 33 m. wysokości i dach w kształcie piramidy wys. 11 m., której szpic wieńczyła pozłacana kula. Podczas wiosennej burzy 10 kwietnia 1598 r. w szpic uderzył piorun, zabił kościelnego i jego rodzinę a wieżę pozbawił szpica. Nigdy go już nie odzyskała.
W średniowieczu wieża pełniła funkcję przeciwpożarową. W 1556 r. powołano specjalnego urzędnika miejskiego, który z jej szczytu miał w nocy nadzorować miasto i w przypadku dostrzeżenia ognia alarmować dęciem w trąbę. Pewne wątpliwości co do skutecznosci jego działania może budzić wiek powołanego na ten urząd – kiedy go obejmował, Herman z Lubania miał 94 lata. Dlaczego, zapytacie, Herman dął w trąbę a nie, jak należałoby się spodziewać (i jak pokazują w filmach), bił w dzwony? Otóż dlatego, że ich nie było. W latach 30. XVI w. przez Śląsk przetaczała się fala "tureckiego strachu". Przekonani realności zagrożenia ze strony Turków mieszczanie w 1531 r. zdjęli dzwony i przetopili je na 4 ośmiocetnarowe armaty, które miały bronić miasta.
Dopiero 114 lat później (w 1645 r.) cztery odlane we Wrocławiu dzwony zawisły nad miastem i po raz pierwszy zabrzmiały w Boże Narodzenie. Jeden z tych dzwonów nadal można obejrzeć (a nawet dotknąć) podczas wspinaczki na szczyt dzwonnicy.
W 1686 r. proboszcz Schönweise zdecydował się na niecodzienną, choć bardzo przydatną miastu, nowinkę. Umieścił mianowicie na dzwonnicy nowy zegar z cyferblatami widocznymi z wszystkich czterech stron wieży. Kosztował on 124 talary i w całości został sfinansowany z dochodów fary. Zegar w pełnej krasie widać na przedwojennych zdjęciach (patrz galeria) a ślad po nim to widoczne do dziś dnia dziwne deski wiszące na wieży.
Wieża wybudowana jest na planie kwadratu o wymiarach 9x9 metrów i ma kształt graniastosłupa. Grubość murów w najszerszym miejscu osiąga 2,6 m. Natomiast im wyżej tym większe zwężenie – na szczycie jest to już tylko 1,2 m. Od strony Rynku we wnęce wieży znajduje się kopia średniowiecznej figurki Matki Boskiej (oryginał znajduje się w muzeum archidiecezjalnym we Wrocławiu).
Na koniec dwie ciekawostki – średniowieczna i współczesna.
10 sierpnia 1546 r. występ w mieście dał linoskoczek z Brukseli (jak sam o sobie mówił) Franciszek Heineban. Rozpiąwszy linę pomiędzy jednym z okien dzwonnicy a pobliskim domem dwa razy przeszedł po niej. By urozmaicić pokaz dawał popis swej siły fizycznej wisząc na jednej ręcę, sprawności – klęcząc na linie i pragnieniu – wypijając nieznany trunek (piwo ?) z butli.
Czterysta lat później (lata 50. XX w.) Tadeusz Kawka, mieszkaniec Bukówka i pracownik zakładu nasiennictwa, też dał popis swojej .... mniejsza o to ;) Nasz bohater wszedł na dach dzwonnicy, złączył ze sobą kilka parasoli i skoczył. Wcześniej założył się o to z kolegą. Szczęśliwie skoczka porwał wiatr i wiatr zniósł go na wystawy sklepowe. Skończyło się na niegroźnych dla życia obrażeniach.
W sezonie wieża jest otwarta do zwiedzania. Na szczyt wiedzie 140 stopni (kiedy się zasapiecie wspomnijcie na 94 – letniego Hermana z Lubania ;). Do obejrzenia nie tylko panorama miasta, ale również dzwon z 1634 r. (można odczytać na nim datę i nazwę miasta) oraz wyryte na belkach kilkusetletnie "grafitti".