Skip to content

Pomniki AK i KBW w Krężnicy Traditional Cache

Hidden : 9/24/2013
Difficulty:
2 out of 5
Terrain:
1.5 out of 5

Size: Size:   micro (micro)

Join now to view geocache location details. It's free!

Watch

How Geocaching Works

Please note Use of geocaching.com services is subject to the terms and conditions in our disclaimer.

Geocache Description:


andrzej1961 ukrył jeszcze... Geocaching Polska

Nieprzyjacielskie pomniki w Krężnicy Okrągłej


Zdjęcie pomnika AK w Krężnicy Okrągłej

PL OPIS MIEJSCA I SKRYTKI

MIEJSCE:
Oddział dyspozycyjny Kedywu należący do lubelskiego inspektoratu AK od wiosny 1943 roku działał na terenie trzech obwodów: lubelskiego, puławskiego i kraśnickiego. Od lutego 1944 roku oddziałem dowodził cc ppor. Hieronim Dekutowski ps. „Zapora” (1918-1949), zwany komendantem zarówno przez swoich żołnierzy, jak i ludność, na której terenie działał do roku 1947. Oddział „Zapory” miał na swoim koncie kilkadziesiąt akcji zbrojnych. Największą z nich, uważaną także za największą akcję partyzancką Lubelszczyzny czasów okupacji niemieckiej, była akcja w lesie pod Krężnicą Okrągłą, na szosie pomiędzy Chodlem a Bełżycami. Dość szczegółowy i wierny obraz bitwy przekazali w swych relacjach uczestniczący w niej żołnierze: 24 maja 1944 roku w Krężnicy Okrągłej oddział stoczył bitwę, w której zdobyto 56 jednostek broni – tylu Niemców zostało wówczas zabitych. W godzinach rannych zajęto stanowiska po wschodniej stronie lasu. Nadjechał osobowy samochód, w którym pod eskortą cywilnego Niemca i granatowego policjanta przewożono milion złotych. Po linii poszła budująca wiadomość o zdobytej gotówce, gdyż potrzebne były pieniądze na podstawowe wydatki oddziału, w którym częściej było głodno niż syto. Zabrano swoich zabitych i rannych, broń zdobyczną oraz dziesięciu jeńców i wycofano się. Dwóch kierowców, Polaka z poznańskiego i Czecha wcielonego przymusowo do Wehrmachtu, przyjęto do oddziału. Z żołnierzy polegli: Marian Figlus ps. „Mewka”, Edward Szabesta ps. „Czarny”, Jan Smutek ps. „Swen” oraz Stanisław Pietras ps. „Gwizd”. 25 lipca 1944 roku na Lubelszczyznę dotarły wojska sowieckie. Zaczęło się wielkie polowanie na żołnierzy Armii Krajowej. Dziś w Krężnicy Okrągłej na skraju lasu przy drodze wojewódzkiej 747 stoją dwa pomniki: 1. Pomnik żołnierzy AK, który do 2004 roku miał napis: “Teren wokół obelisku to miejsce na którym Oddział Partyzancki AK pod dowództwem cichociemnego por. Hieronima Dekutowskiego ps. “Zapora" oraz zastępcy por. Stanisława Wnuka ps. “Opal” w dniu 24 maja 1944 roku rozbił i zniszczył kolumnę 16 samochodów niemieckich. W akcji polegli: pchor. Jan Szebesa ps. “Czarny”, szer. Marian Figlus ps. “Mewka", szer.Jan Smutek ps. “Swen" i szer. Stanisław Pietras ps. “Gwizd”. W hołdzie poległym - pamięci potomnym, Towarzysze Broni — Społeczeństwo”. Obecnie napis na tablicy brzmi: “W tym lesie w dniu 24 maja 1944 roku oddział part. AK cc por. "Zapory" - Hieronima Dekutowskiego rozbił Kolumnę 16 samochodów Wehrmachtu. W czasie zaciętej bitwy polegli dzielni Koledzy: Marian Figlus ps. “Mewka", Stanisław Pietras ps. “Gwizd”, Jan Smutek "Swen", "Wodnik", Edward Szebesta "Czarny". Cześć ich pamięci !!! Koledzy 2004 r.”.


Tablica na pomniku "Zaporczyków".

Nieopodal tego pomnika stoi inny pomnik wzniesiony w latach PRL ku czci 14 żołnierzy Mazowieckiej Jednostki KBW poległych 24 września 1946 r. w zasadzce urządzonej przez oddział ze zgrupowania WiN “Zapory". Z opisu uczestnika bitwy Eugeniusza Mordonia ps. „Gitarka”: To jest dobre miejsce na zasadzkę. Od strony Chodla wysłano tylko tylne ubezpieczenie. Poszliśmy w trzy erkaemy. Pamiętam, że przy jednym erkaemie był „Długi” ze „Szczurkiem”, przy drugim Maniuś „Pilot” i ja, ale nie pamiętam, kto był przy trzecim erkaemie. Do dziś z tamtego ubezpieczenia żyje jeszcze tylko „Szczurek”, ale i on nie pamięta załogi trzeciego erkaemu. Samochody z Lublina, z Bełżyc jechały zawsze tamtędy. Była u nas taka zasada, że jak jedzie jeden samochód wojska, nie zaczepiać. Zaatakować dopiero wtedy, jak będzie jechała kolumna. Ale bolszewicy też nie byli głupcami. Połapali się. Jedzie wojskowy amerykański samochód studebecker. Patrzymy, pusty. Jeden żołnierz tylko stoi. Żeby nie zdradzać się, że to zasadzka, to my zachowujemy się cichutko. Pojechał. A oni kładli się w tych burtach i nie było ich widać. Jeden żołnierz tylko stanął, to wydawało się, że pudło samochodu jest puste. Tak jak gdyby wiedzieli, że tam jesteśmy. Myślę, że na pewno o tym wiedzieli. Ale u nas cała zasadzka obstawiona była od strony Bełżyc, od Lublina. Liczyliśmy, że stamtąd nas zaatakują. Zalegliśmy w trzy erkaemy na skraju lasu. Odległość pomiędzy nami była może 70–100 metrów. (…) Przy lesie biegła droga. Żeby chłopi nie wjeżdżali do lasu po drzewo, to był taki zaorany rów, którego brzeg tworzył mały nasyp. Właśnie za tym nasypem położyliśmy się, koło dębu, a na wzgórku ustawiliśmy erkaem. W plecaku mieliśmy jabłka, więc gryziemy te jabłka. Z początku żałowaliśmy, że nie będziemy widzieć walki, bo zasadzka po tamtej stronie lasu leży, to nic nie zobaczymy. Leżymy sobie spokojnie. Przyleciał ktoś od nas, chyba „Wisła”, spytać, co słychać. Drogą na Chodel jeden samochód pojechał, za jakiś czas drugi, potem trzeci. Wszystkie puste. Znowu czwarty z jakimiś cywilami pojechał, też w stronę Chodla. A to bolszewiki grupowali siły w Chodlu. Dlatego się kładli w samochodach, żeby ich nie było widać. Ale wtedy to my z Mańkiem jeszcze niczego nie podejrzewaliśmy. Ale tak się przyglądamy, a tu… Bo jak zza wzniesienia wychodzi człowiek, to widać mu najpierw czubek głowy, potem coraz wyżej… To wygląda na początku jak kretowisko, które rośnie. Przyglądamy się, a tu jakieś sto czy dwieście metrów od nas, jak okiem sięgnąć, pełno kretowisk rośnie! Po chwili już po pas ich widać. Tyraliera niemożliwie wielka na nas idzie! Co robić? Strzelać chyba! – Maniuś, bij z erkaemu! – mówię do Mańka, bo ja u niego amunicyjnym byłem. Ale spoglądamy na tamten erkaem z boku. Też już się chłopaki przyczaili. Ale na razie nie strzelają. Podpuszczamy więc ich bliżej. Jak podejdą nam już blisko, jak już wejdą na tę równinę…Chcieć dać znać tamtym z przodu, to musiałby któryś z nas do nich lecieć. A nas tylko sześciu i jeszcze osłabiać erkaemy? Niemożliwe. Bolszewiki podeszli nam już prawie na rzut granatem, jak otworzyliśmy do nich ogień. Z tych trzech erkaemów na raz. Ale jak zagrały nasze erkaemy, jak zagrały też bolszewickie, to nasi z przodu już wiedzieli, że coś tu się dzieje. Pierwszy, pamiętam, przyleciał kapitan „Wisła”. – Co jest, chłopaki?! Boże kochany! – krzyknął. Nie czekał na odpowiedź i pognał z powrotem. Ale chyba zanim nawinął, zaczęli się zlatywać chłopaki od przodu. Wysłał „Wisła” któregoś pewnie, żeby całe siły ściągać. Co parę minut dolatywali chłopaki i wszystko to kładło się obok nas, za tym nasypkiem na brzegu lasu. Całe uderzenie poszło na nas. Broniliśmy się chyba z dziesięć minut, niczym przegrupowanie nastąpiło, a może więcej na te trzy erkaemy ich trzymaliśmy. Ale jak który z chłopaków dolatywał, to od razu ognia w bolszewików. W końcu trochę ich od tego ognia zaczęło padać, więc zaczęli się skokami wycofywać. Walka trwała… nie wiem jak długo. Jak już u bolszewików widać było załamanie, to któryś od nas stanął i krzyknął: – Chłopcy! Naprzód! Nie wiem, który to był: „Wisła”, „Jadzinek” czy może kapitan Stanisław Łuksik ps. „Ryś”? A może to nawet był któryś ze zwykłych chłopaków? Tego nie mogę powiedzieć, bo człowiek takich rzeczy nie pamięta. W tym momencie wszystko się podniosło i z lasu wyszła na bolszewików nasza nawałnica. Jak bolszewicy to zobaczyli, jak biedne zaczęli zmykać… Który tam był jeszcze żywy, to pouciekali. Pamiętam, przeskakiwało się przez nich. W każdym razie już na końcu to pogoniliśmy ich z pół kilometra do przodu. Szczęście, że „Wisła” nas wtedy wysłał na ubezpieczenie. Bo jakby nam bolszewicy do lasu wleźli, to byśmy już ich nie wygonili. To byłby koniec. A jaka ich była siła? Kilka kompanii chyba. A nas, co nas tam było? Dwa plutony: pluton „Jadzinka” i pluton „Rysia”. Może nas było trzydziestu, może trochę więcej ludzi. Myślę, że nie więcej. W bitwie pod Krężnicą Okrągłą we wrześniu 1946 roku „bolszewicy”, jak partyzanci nazywali oddziały UB i KBW, ponieśli straty w liczbie 16 zabitych i kilkunastu rannych. Spośród żołnierzy majora „Zapory” nie zginął nikt. Do niedawna na tablicy wymienione były nazwiska tych, którzy zginęli “w walce o utrwalenie władzy ludowej": ppor Bronisław Wyrwała, kpr Jan Habrajski, kpr Bolesław Rosikon, st. szer. Bonifacy Duda, szeregowcy: Piotr Szymański, Kazimierz Mał, Józef Grochola, Stanisław Popek, Bronisław Król, Roman Kudal, Edward Trawiński, Marian Kamiński, Jan Stegliński i Jan Nowak". Tablica została usunięta.


Pomnik żołnierzy KBW z usuniętą tablicą.

SKRYTKA:
Magnetic. Proszę zabrać coś do pisania.


Additional Hints (Decrypt)

Avfxb

Decryption Key

A|B|C|D|E|F|G|H|I|J|K|L|M
-------------------------
N|O|P|Q|R|S|T|U|V|W|X|Y|Z

(letter above equals below, and vice versa)