
Rodzina Głazów przybyła do Korabnik w czasie okupacji, jako jedna z wielu rodzin wypędzonych ze swoich domów przez Niemców. Istnieje kilka hipotez skąd pochodzili. Według części źródeł ( na co wskazywałaby dobra znajomość języka niemieckiego) Głazowie pochodzili z Wielkopolski. Według innych, z Zamojszczyzny. Jako miejsce pochodzenia w Ich oficjalnych dokumentach okupacyjnych widniała podobno Krynica. Informacje przekazywane z ust do ust w latach późniejszych sugerują, że rodzina miała pochodzenie żydowskie, i zmienila wyznanie na rzymskokatolickie.
Aleksander Głaz, wraz z żoną Rozalią, i dwójką dzieci, Romą i Michałkiem zamieszkali w mieszkaniu wynajętym od państwa Pylów. Głowa rodziny znalazła zatrudnienie w Skawińskich Zakładach Materiałów Ogniotrwałych, czyli popularnej "Szamotce". W czasach okupacji zakłady te, jako obiekt o dużym znaczeniu militarno-strategicznym, znajdowały się pod ścisłym nadzorem najwyższych władz niemieckich. Aby odwrócić od siebie i rodziny uwagę lokalnych folksdojczy, Aleksander Głaz podjął bardzo ciężką, i szkodliwą dla zdrowia pracę przy obsłudze młynów szamotowych.
Jak wynika ze wspomnień ówczesnej sąsiadki państwa Głazów, Pani Marii Sroki, Aleksander Głaz mógł być z wykształcenia lekarzem. z
(...) Kiedy w 1943 roku zachorowałam na ostre zapalenie błon śluzowych gardła, nosa i krtani, to on określił mój stan chorobowy jako krytyczny, spowodowany zakaźną chorobą dyfteryt[em].
Ponaglił moich rodziców o natychmiastową interwencję lekarską, wskazując równocześnienazwę leku, który mógłby mi uratować życie. Tato mój był wówczas pracownikiem portierni w Szamotowni. Znając języki angielski i niemiecki, miał wówczas rozległe kontakty z niemieckimi lekarzami. Kiedy otrzymali od niego informacje o mojej chorobie, natychmiast jeden z nich złożył nam wizytę w naszym domu. Jego lekarska ocena i sugestie zaaplikowania leku potwierdziły moją chorobę dyfterytu, i konieczność stosowania leku wskazanego przez Aleksandra Głaza.
Może dzięki temu w roku 2014 możemy o tych faktach rozmawiać. (...)
Pozostałych członków rodziny, tak wspomina Pan Stanisław Cinal:
(...)Jego żona Rozalia była życzliwą i otwartą osobą. Szybko nawiązywała kontakty z sąsiadami w Korabnikach. Chętnie udzielała korepetycji z języka niemieckiego. Środkiem płatniczym za naukę były jedynie: mleko, jajka i chleb.
Córka Roma, zawsze gustownie ubrana, była urodziwa i pociągająca z długimi, pięknie falującymi włosami o naturalnym kasztanowym kolorze. Była wspaniałym organizatorem zabaw i dyskusji, koleżanką o wybitnej inteligencji i mocnej osobowości, ale też osobą wrażliwą, wzbudzającą ogromną sympatię. To chyba jej osobowość wśród żyjących koleżanek i kolegów była inspiracją upamiętnienia tej zbrodni na Rodzinie Głazów.
Jej młodszy brat, Michałek, bardzo piegowaty i rudy, unikał kontaktów koleżeńskich. Polubił pasanie na pastwisku krów państwa Pylów. Często był widywany na zbieraniu kwiatów na korabnickich łąkach.
Tradycyjnie w każdą niedzielę cała rodzina Głazów uczestniczyła we mszy świętej odprawianej w kościele parafialnym. W ich tymczasowym domu obok krzyża wisiał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, a pod nim komunijna fotografia Romy.(...)
Pierwszego lipca 1944roku, cała rodzina Głazów zginęła, rozstrzelana przez hitlerowców na podwórzu domu w którym mieszkała
Tak wspomina to świadek tych wydarzeń, Marian Juda:
(...)Michałek jakby krył się w łanie zboża, pierwszy został rozstrzelany. Na huk wystrzałów, z domu na podwórko wybiegły matka z córką. Romcia biegła naprzeciw zbrodniarzowi, patrząc mu prosto w oczy i wymierzoną broń. Wołała: „coś zrobił z moim braciszkiem, czy tylko zabijać umiesz?”
Upadła śmiertelnie postrzelona, chwilę później padli matka i ojciec.(...)
Ciała zamordowanych, hitlerowcy zakopali pod lasem, niedaleko dzisiejszej ulicy Leśnej,
Pamięć o tej zbrodni, podtrzymywana jest jeszcze w opowieściach żyjących dzisiaj świadków tych wydarzeń, i ich rodzin, jednakże w świadomości większości Skawinian zdążyła już niemal ulec zatarciu
Aby uchronić rodzinę Głazów przed pozostaniem kolejnymi anonimowymi ofiarami zbrodni hitlerowskich, z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Skawiny, oraz przy wsparciu władz miasta i lokalnych przedsiębiorców 13 listopada 2014roku, w miejscu pochówku pomordowanych ufundowano obelisk upamiętniający wydarzenia sprzed 70lat

Cache:
Niewielki pojemnik "klipsiak", ukryty niedaleko obelisku.
Wewnątrz znajdziesz logbook, ołówek, certyfikaty dla pierwszych trzech znalazców, oraz kilka drobnych fantów na wymianę
Miejsce ukrycia jest osłonięte od oczu osób postronnych,
Dojazd
Z centrum Skawiny do skrytki można dojechać ulicą Korabnicką, skręcając następnie w ul. Leśną w kierunku Libertowa. Najwygodniejszy dojazd od strony Krakowa to trasa od Węzła Zakopiańskiego, ul Zakopiańską, następnie skręt w ul. Taklińskiego, dalej ulicami Petrażyckiego i Graniczną
Komunikacja miejska: W pobliże skrytki można dojechać komunikacją miejską zarówno z centrum Skawiny, jak i z Borku Fałęckiego i Czerwonych Maków. (line MPK Kraków nr: 235 i 203) Od przystanku należy kierować się wzdłuż ul. Leśnej w kierunku Libertowa
W bezpośrednim sąsiedztwie cache'a można w miarę swobodnie zaparkować samochód
Dodatkowe informacje:
Wzdłuż ul Leśnej brak jest chodnika, oraz szerokiego pobocza. W przypadku dojścia w okolice skrytki na piechotę zalecam czujność, a w godzinach wieczornych zaopatrzenie się w jakieś odblaski.
Źródła:
Zdjęcia własne
TOWARZYSTWO PRZYJACIÓŁ SKAWINY Informator Nr: 83 (Wyd: TPS 2014r)
Cytowane wspomnienia mieszkańców Skawiny pochodzą z artykułu "Żywa lekcja historii pt. „To się zdarzyło w Korabnikach 70 lat temu” S. Grodecki opublikowanego w informatorze TPS Nr 83