- Miałem w nocy koszmar. Wogle, to wolę o tym zapomnieć...
- Na prawdę? A co Ci się śniło?
- Że kesza niema...
- Rany boskie! Którego? Mów że szybko!
- Tego nie łatwego, naszego ostatniego...
- Phi! Nie wielka strata, przecież to był zwykły petling...
- Niby zwykły petling, ale jak wysoko! Przecież nie codzień chce mi się tam włazić. Widziałem jeszcze paru kolesi koło miejsca ukrycia. Pewnie zwinęli pojemnik i mają zamiar ukryć go w innym mieście...
- Zaraz, widziałeś jakiś kolesi? Geopodobni?
- Tak, byli dobrze zamaskowani, rozpoznałbym ich napewno. Jeden miał mech na twarzy, drugi pełno liści na głowie, a trzeci niósł przed sobą wielki stos chrustu.
- To przecież szajka dziada borowego! Poważna sprawa! Niebardzo wiem co robić...
- Choćmy to sprawdzić, mam jakieś złe przeczucia.
***
- Poprostu nie mogę w to uwierzyć! Wlazłem na sam czubek i kesza ani śladu! Sen okazał się proroczy. Ale zaraz: patrz, tam idą! To oni!
- Słuchaj, złaź spowrotem, bo spadniesz. Rzeczywiście idzie trzech ludzi, ale jeden się nie ogolił, drugi ma afro na głowie, a trzeci niesie pudło z telewizorem. To nie oni. Schodź już!
- Kurczę, mogłem wziąść od razu zapasowy pojemnik, a tak to będę musiał znów tu przyjść. Dobra, już stąd spadam. Rany, spadaaam! Aaaaaaaa...

