UWAGA! KESZ NIE DLA OSÓB NADWRAŻLIWYCH!
Robert Cieślak należał do tzw. grupy mutantów,
zwanej inaczej grupą piastowską. Grupa zrzeszała
czołowych płatnych zabójców i złodzieji samochodów.
Grupa ta była niespotykanie brutalna,
trudniła się zabójstwami na zlecenie, porwaniami dla okupu,
napadami na tiry i wymuszeniami.Byli oni zbrojnym ramieniem
dla grupy markowskiej.
W sierpniu 2000 roku Cieślak odłączył się od grupy markowskiej
wraz z Jerzym Brodowskim ps. Juri. Próboali oni przejąć
interesy bossa z Marek Andrzeja C., zabijając go,
zamach nie powiódł się, boss trafił do szpitala jednak po kilku
tygodniach udało się do niego dostać ukraińcowi o pseudonimie Alik,
Ten w przebraniu księdza zastrzelił leżącego na łóżku gangstera.
Sam zginął zabity kilka miesięcy później.
23 marca 2003 roku w miejscowwości Parole, niewielki oddział policji,
namierzył tira ze skradzionym sprzętem RTV. Gdy zabezpieczali towar,
nadjechały 3 auta,byli to członkowie gangu mutantów.
Pomimo licznych wezwań przez radio, nikt nie przyjechał na pomoc policjantom.
Zginął wówczas jeden z policjantów. Policja postawiła sobie za punkt honoru
"dopaść" zabójcę policjanta.Gang został prawie całkowicie rozbity,
jednak Cieślak nie zamierzał się poddać, wraz z białorusinem Igorem Pikusem,
byłym żołnierzem KGB, podejrzewanym o 7 zabójstw na zlecenie i poszukiwanym za gwałt,
oraz zamach bombowy na Białorusi, zabarykadowali się w podwarszawskiej Magdalence.
Tam też doszło do jednej z najkrwawszych potyczek bandytów z policją.
Do akcji wysłano 40 komandosów, jednak bandyci spodziewali się policji,
byli uzbrojeni w kilkadziesiąt sztuk broni oraz granaty.
Minutę po rozpoczęciu szturmu, przed domem wybucha pierwsza bomba pułapka,
mająca w obudowie śruby, nakrętki i kaałki metalu. Zgineli wtedy dowódca grupy szturwowej
i jeden z policjantów.Kilkunastu zostało rannych. Rozpętała się bitwa,
wymiana ognia trwała półtorej godziny. Walka zakończyła się gdy dom stanął w ogniu.
Straż pożarna nie mogła przystąpić do akcji, ze względu na ryzyko
kolejnych eksplozji. Obaj bandyci zgineli wewnątrz budynku,
choć nie jest jasne czy za zgon odpowiedzialny był dym czy wybuch granatu.