14 lat temu willa zasłynęła na całą Polskę. Złą sławą, bo rozegrały się w niej dramatyczne wydarzenia. Rok po roku znikali jej właściciele. Ich ciał do dzisiaj nie znaleziono, a lokator domu wylądował za to w więzieniu. Czy jest seryjnym zabójcą? Zniknięcie małżeństwa Drzewińskich media często porównywały do porwania Krzysztofa Olewnika. Co łączy obie historie? Lokalne małomiasteczkowe układy i oczywiste błędy popełnione przez miejscowych śledczych. Różni to, że ciał Drzewińskich do dzisiaj nie znaleziono, a ich synowie wciąż zadają sobie pytanie, co się stało z rodzicami.
Willa Chimera przy ul. Dębowej to zwykły jednopiętrowy dom z czerwonej cegły. Jego wartość polega na tym, że leży w centrum Milanówka, a działka, na której stoi ma ok. 3 tys. mkw. Milanówek to atrakcyjna miejscówka, podwarszawskie miasto ogród, które dzieli od centrum stolicy zaledwie 40 km.
Przed wojną dom należał do stryja Wiesława Drzewińskiego, który wyemigrował do USA. Po wojnie został przejęty przez PRL-owskie władze, które w 1980 r. dały tam Piotrowi B. mieszkanie kwaterunkowe. Nowy lokator zamieszkał z żoną i córką na parterze. Drzewińscy odzyskali dom i w 2005 r. wprowadzili się do niego. Zamieszkali na piętrze. Piotr B. nie był z tego powodu zadowolony. Liczył na przejęcie willi przez zasiedzenie. Zaczął wojnę podjazdową z nowymi mieszkańcami. Najpierw odciął małżeństwu wodę. Aby się umyć albo napić herbaty, musieli ją nosić baniakami od sąsiadów - pisała "Gazeta Wyborcza".
Najpierw znika żona
Wiesław Drzewiński postanowił pozbyć się niechcianego lokatora. Chciał odzyskać cały dom. Zakładał sprawy w sądzie, odwoływał się od decyzji urzędów. Bezskutecznie. A konflikt narastał. Synowie Drzewińskich byli zaczepiani i atakowani przez lokatora na korytarzu, ich mama została kiedyś przez niego pobita. Chociaż trafiła do szpitala i zgłosiła sprawę na policję, umorzono ją.
8 października 2006 r. 59-letnia Elżbieta Drzewińska wyszła rano z domu do pobliskiego kościoła św. Jadwigi na próbę chóru. Nie dotarła tam. Podobno byli świadkowie, którzy widzieli, jak na ul. Dębowej wciągano jakąś kobietę do samochodu. Scenę porwania mieli zaobserwować też dwaj kierowcy. Jeden z nich, zaskoczony szokującą sytuacją, zwolnił, a drugi przez nieuwagę uderzył w jego samochód - opisywała "Bibuła milanowska". Czy to była Drzewińska? Nie wiadomo, bo prokuratura nie zabezpieczyła nagrania z kamery monitoringu, ani nie przesłuchała świadków. Kobieta przepadła bez śladu.
Kilka tygodni po zniknięciu żony Wiesław Drzewiński przyniósł na policję znalezioną w domu kartkę. Była na niej odręcznie napisana przez jego żonę notatka: "Jeżeli umrę lub zginę w ciągu roku od tej chwili, czyli 26 września, to sprawcą mojej śmieci jest Piotr B”. Badanie wykazało, że to pismo Elżbiety Drzewińskiej - opowiadali synowie w programie "Interwencje" Polsat News.
Policjanci nie potraktowali tego poważnie. Niewykluczone, że dali wiarę zeznaniom Piotra B., który twierdził, że starsza pani wyjechała za granicę, a po zaginięciu żony Wiesław wynosił z domu jakieś torby i ich synowie "nie wyglądali na zasmuconych". A lokator miał alibi.
Uciekli za granicę?
Niemal dokładnie rok później znika Wiesław Drzewiński. Jak relacjonowali synowie w Polsat News, musiał wychodzić w pośpiechu, bo zostawił na stole kuchennym przybory do golenia, które zawsze chował. Nie napisał kartki dla synów, chociaż zazwyczaj to robił i zostawiał im pieniądze, gdy wychodził na dłużej. Wraz z nim zniknął tylko jego telefon. Mlodszy syn dzwonił do ojca, ale numer nie odpowiadał.
Miejscowa policja zbagatelizowała zniknięcie małżeństwa. Śledczy podejrzewali, że Elżbieta odeszła od męża, a ten rok później uciekł z domu, bo miał wszystkiego dosyć. Druga wersja była taka, że Drzewińscy to zaplanowali i zbiegli za granicę. W USA mieli daleką rodzinę.
Dlaczego mieliby porzucać synów, których kochali? Na to pytanie policjanci nie potrafili odpowiedzieć, ale na wszelki wypadek prześwietlili całą rodzinę Drzewińskich. Nie znaleźli śladu po zaginionej parze, a lokatora nie gnębili, bo miał alibi. Chociaż to on miał wyraźny motyw, bo śmierć małżeństwa ułatwiłaby mu drogę do przejęcia willi Chimera. Jest w niej zameldowany od 1982 r. Zgodnie z prawem, mógłby ubiegać się o jej przejęcie przez zasiedzenie. Policja szybko umorzyła śledztwo.
- Najpierw porwano moją matkę, a rok później zaginął ojciec. Zamiast szukać porywaczy, skupiono się na sprawdzaniu, czy rodzice nie sfingowali zniknięcia - starszy syn Drzewińskich nie potrafił ukryć rozgoryczenia w Polsat News.
Synowie Drzewińskich, którzy byli już wcześniej zastraszani przez Piotra B., uciekli do Warszawy. Najstarszy W. zrobił to zaraz po maturze. Mieszkali kątem u rodziny i znajomych. To rodzina chłopców zwróciła się do ówczesnego ministra sprawiedliwości o pomoc. Ten nie pozostał obojętny i w Komendzie Stołecznej Policji powstała specjalna grupa zajmująca się dochodzeniem, a śledztwo przejęła łódzka prokuratura apelacyjna. To nie pomogło i w kwietniu 2011 r. dochodzenie w sprawie zaginięcia Drzewińskich zostało umorzone.
Zabójstwo na zlecenie
W lipcu 2014 r. nastąpił przełom w śledztwie. Do łódzkiej prokuratury apelacyjnej, która ostatnio zajmowała się sprawą zaginięcia Drzewińskich, przyszedł Andrzej J., były milicjant i powiedział, że jego kolega z podstawówki, teraz 64-letni Piotr B., złożył mu propozycję zabójstwa dzieci małżeństwa Drzewińskich.
Do dochodzenia włączyło się Centralne Biuro Śledcze. Litewscy funkcjonariusze udając płatnych zabójców z Rosji, spotkali się kilka razy z Piotrem B. Ten był ostrożny i zlecił im "tylko" porwanie P. i W. Drzewińskich. Oferował po 5 tys. euro za każdego z chłopców. "Zabójcy" nagrywali spotkania, a taśmy stały się głównym dowodem w sądzie. W rozmowie nagranej ukrytą kamerą B. nie ukrywał, że chciał się pozbyć synów Drzewińskich, ale zastrzegał "killerom", że musi mieć niepodważalne alibi na czas ich "zniknięcia".
18 grudnia 2014 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Piotr B. jest odpowiedzialny za zniknięcie Wiesława i Elżbiety Drzewińskich i planował zabójstwo ich synów. Lokator willi Chimera usłyszał wyrok - 15 lat więzienia. Miał też zapłacić każdemu z synów małżonków Drzewińskich po 80 tys. zł zadośćuczynienia. Nie pomogły tłumaczenia lokatora, że ktoś uknuł spisek przeciwko niemu, a Elżbieta i Wiesław Drzewińscy żyją sobie spokojnie za granicą i śmieją się w kułak. Rok później wyrok się uprawomocnił.

fot. tvn24.pl
Dom znów straszy
Dom, nazwany kiedyś szumnie willą Chimera, przedstawia dzisiaj opłakany widok. Wybite okna, przez które widać spalone wnętrza, meble wyrzucone na zewnątrz, rodzinne papiery i dokumenty poniewierają się na podwórku. Całość "zabezpieczona" smętnie zwisającą z drzew taśmą straży miejskiej, która w żaden sposób nie chroni budynku przed wtargnięciem obcych ludzi. Zresztą to nie nowość. Od lat mieszkali tam bezdomni, a okoliczni mieszkańcy kradli z domu prąd.
W maju 2019 opuszczona willa została podpalona, lecz tym razem nikt z jej powodu już nie stracił życia...
tekst: wp.pl
A teraz zadanie:
Przespaceruj się w okolicy Willi Chimery, dopasuj zdjęcia poniżej do loklizacji na mapie, a następnie wykonaj potrzebne obliczenia, aby uzyskać współrzędne finałowe. Miłego spaceru!


Kolejność działań: liczba z punktu na mapie, działanie i liczba spod zdjęcia, działanie we wzorze.
Uwaga: nawiasów nie mnożymy!
N 52° 07. ( A___+ 8 ) ( B___-1) ( C___+ 4 )
E 20° 39. ( D___- 7 ) ( E___+ 6 ) ( F___- 9 )
BYOP