O pechowym piesku i złych ludziach... najstarsi fornale i służba przyzamkowego folwarku jeszcze w czasie ostatniej wojny patrzyli z dumą na książęce rezydencje i opowiadali polskim robotnikom, jak doszło do pożaru w poprzedniej rezydencji Bironów w Sycowie. Było to bardzo dawno temu, kiedy ani w mieście, ani na książęcym zamku nie było jeszcze elektryczności i tylko zamożniejsi mieszkańcy posiadali naftowe lampy. Pewien lokaj, świadek tamtych tragicznych zdarzeń, opowiedział młodszym młodszym, a ci podawali ją następnym, jak doszło do pożaru owego starego zamku. Stało się to za nieszczęsną przyczyną pieska, pupilka księżnej Fanny, który nocą chciał wyjść na dwór. Opiekun pudelka, trzymając go na ręc wzięła ze sobą naftową lampę, aby przejść przez ciemny korytarz, prowadzący do ogrodu. Przypuszcza się, że piesek przestraszył się bliskości owej lampy i, szamocąc się wytrącił ją lokajowi z ręki. Z rozbitego szklanego zbiorniczka wylała się nafta i natychmiast zapalił się dywan. Przerażony lokaj sądził, że sam ugasi pożar, ale przeliczył się. Na szczęście pudelek głośnym szczekaniem zbudził mieszkańców zamku. Wezwano straż miejska, lecz zanim ta się pojawiła, ogień trawił już kolejne komnaty. Po wielogodzinnych zmaganiach strażaków pożar wreszcie ugaszono, ale zamek nie nadawał się już do dalszego zamieszkiwania. Wtedy ówczesny książę przeprowadził się z rodziną do skromnego domu w Ślizowie, zwanego wówczas Peterhof. Wkrótce potem rozpoczął budowę nowego zamku na zboczu góry Weinberg (Winnica) na Bielawkach. Gdy mury nowej rezydencji były już niemal gotowe, książę zmarł nagle, w wieku zaledwie 41 lat. Jego synowie - najpierw Karol, a potem jego młodszy brat Kalikst - powrócili do Sycowa. I to właście książę Kalikst podjął się całkowitej przebudowy zamkowej rezydencji, a jego jedyny syn Gustaw z początkiem XX wieku dobudował do niej część północno-wschodnią. Niestety, pod koniec drugiej wojny światowej, źli ludzie umyślnie podpalili ten przepiękny zamek, chlubę naszego miasteczka, a jego mury z czasem doszczętnie rozebrano. I tak, po dwóch stuleciach panowania sycowskich książąt Bironów, pozostała po nich i po ich zamku jedynie pamięć.